Katalog twórców
Agata Krawczyk
Toruń

Agata Krawczyk

Fotografie w każdym rodzinnym domu można podzielić na dwie kategorie. Pierwsza to zalegające szuflady i nikt do nich nie zagląda. Druga kategoria to zdjęcia, które leżą „pod ręką”, gdyż stale się do nich powraca. Niektóre z nich w epoce cyfrowej doczekają się powiększenia, dobrze dobranej ramy. Fotografie ślubne Agaty Krawczyk należą do bliższej sercu kategorii. Zwykle podczas takiej ceremonii wykonuje się setki zdjęć bez specjalnej troski o kadr, o świetlenie, o kompozycję, – „bo resztę aparat zrobi”. Można śluby, chrzciny, nawet pogrzeby sfotografować inaczej – tak właśnie jak zrobiła to pani Agata. Aparat nic nie zrobi bez człowieka, a i zdjęcia mają być pamiątką, najlepiej drogocenną: Zdjęcia są zapisem jednego z najpiękniejszych dni w życiu człowieka. Uwieczniłam na nich moich przyjaciół podczas tych niezwykłych wydarzeń, najpierw w czasie przygotowań (zresztą nerwowych), następnie już po uroczystości bardziej na luzie. Agata Krawczyk używa narzędzia, jakim jest aparat fotograficzny, do pokazania, jak patrzy na otaczający ją świat: Fotografowanie jest dla mnie wielką przyjemnością, czasami sposobem na spojrzenie na sytuację z boku, możliwością znalezienia się bliżej wydarzeń i odczuciem ich emocji, próbą ich przekazania. Jest studentką ostatniego roku politechniki, studiuje budownictwo, pisze pracę magisterską. Jej koleżanki i koledzy, którzy przez lat pięć byli nierozłączni, po zdaniu egzaminu końcowego rozjadą się po kraju. Dlatego niektórzy z nich złączyli się na tzw. „całe życie”.
W niebanalny sposób umie sfotografować obrączki, nawet białe buty na obcasie, nieodzowne do ślubnej sukni, z którymi nie wiadomo, co później zrobić. Wiadomo, że tego dnia mężczyzna ubrany jest na czarno, gdyż nie zawsze świadomie rezygnuje z wolności. Kompozycja zdjęć A. Krawczyk jest dynamiczna, oszczędny walor uzasadniony przewagą czerni i bieli.
A. Krawczyk jest tam, gdzie w tym dniu nie ma mężczyzn, kiedyś takie pomieszczenie było najpilniej strzeżoną garderobą. Zdjęć jest dziesięć, tropów kulturowych znacznie więcej: niebieski parasol, podróż w nieznane lokomotywą dziejów. Parowozy stoją w muzeum na warszawskim Głównym, nie da się nimi wjechać do tzw. Sali Ślubów bądź świątyni, jest więc wspaniały model towarowo – osobowego chevroleta, przyda się do wożenia cementu na budowę domu z marzeń.

Stanisław Jasiński
28.08.2008r.

Galerie autora

Dodaj komentarz