WSPOMINANIE STANISŁAWA ZAGAJEWSKIEGO

Jego dzieła mistrzowskie i jednocześnie nieokiełznane, przywodzą na myśl barok hiszpański, rzeźbę ceramiczną renesansu, ale może przede wszystkim ten rodzaj pozaczasowej ekspresji, która cechuje genialną architekturę Gaudiego. To zdanie prof. Aleksandra Jackowskiego o dziełach Stanisława Zagajewskiego zdaje się niezwykle celne. Trafne są i inne wypowiedzi znawców i miłośników sztuki, krytyków o jego twórczości. A jednak … Czytaj dalej WSPOMINANIE STANISŁAWA ZAGAJEWSKIEGO

WSPOMINANIE STANISŁAWA ZAGAJEWSKIEGO

Jego dzieła mistrzowskie i jednocześnie nieokiełznane, przywodzą na myśl barok hiszpański, rzeźbę ceramiczną renesansu, ale może przede wszystkim ten rodzaj pozaczasowej ekspresji, która cechuje genialną architekturę Gaudiego. To zdanie prof. Aleksandra Jackowskiego o dziełach Stanisława Zagajewskiego zdaje się niezwykle celne. Trafne są i inne wypowiedzi znawców i miłośników sztuki, krytyków o jego twórczości. A jednak – kiedy się patrzy na ceramiczne formy mistrza z Włocławka – charakterystyki i opinie, niemal zawsze dyktowane przez zachwycenie, wydają się niepełne: by czegokolwiek dowiedzieć się o rzeźbach Stanisława Zagajewskiego, trzeba je zobaczyć. Uważnie oglądając je po raz wtóry i kolejny, dostrzeże się w nich to, co przy pierwszym spojrzeniu czy oglądaniu pozostało ukryte. Można przywoływać wypowiedzi, cytować samego artystę, mnożyć określenia, ale warto bezpośrednio zapoznać się z tymi rzeźbami, co wcale nie jest trudne: w gmachu Zbiorów Sztuki Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku przy Zamczej, opodal Wisły, już za życia artysty (od roku 1998) była eksponowana stała wystawa Rzeźba ceramiczna Stanisława Zagajewskiego (chyba tylko Władysław Hasior w galerii przy Jagiellońskiej w Zakopanem mógł spoglądać na swoje dzieła na stałej wystawie).

Ekspozycja jest przekrojową prezentacją twórczości artysty. Pokazywana jest część kolekcji rzeźb gromadzonej w Muzeum od połowy lat sześćdziesiątych XX w. Znajdują się na niej – informuje Muzeum – kompozycje ceramiczne nazywane przez artystę ołtarzami, rzeźby wolno stojące i przyścienne maski z lat 1964-1990. Rzeźby o tematyce sakralnej i animalistycznej – zwierzęta fantastyczne wykonane w wypalanej glinie, niektóre pokryte barwnymi szkliwami, stanowią przegląd dorobku artystycznego Stanisława Zagajewskiego z najbardziej interesującego, aktywnego i kreatywnego okresu twórczości rzeźbiarza. Oprócz kilkudziesięciu rzeźb przyściennych i wolno stojących na wystawie prezentowanych jest osiem monumentalnych kompozycji ołtarzowych powstałych w latach 1968-1976.

Po śmierci Stanisława Zagajewskiego wystawa została wzbogacona o fotogramy przedstawiające artystę oraz cytaty z fragmentami jego wypowiedzi, pochodzące z różnych okresów. (…) Zwiedzając wystawę, można oglądać na wielkoformatowym ekranie filmy ukazujące artystę rzeźbiącego swoje dzieła i opowiadającego o sztuce. Można także przypomnieć sobie warunki, w jakich żył i tworzył oraz jak spacerował z wózkiem w towarzystwie psów po Włocławku. Twórczość „Włocławskiego Nikifora” jest tak samo ciekawa i oryginalna, jak jego filozofia i sposób bycia. Te wszystkie elementy są nierozłączne i składają się na pełny portret artysty.

Jeśli Zagajewskiego porównywać z innym artystą, to właśnie z Nikiforem. Jest na pewno mniej znany, ale wzbudza nie mniejsze, jeśli nie większe, zachwycenie miłośników sztuki.

Dwudziestego września w gmachu Zbiorów Sztuki Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku wspomnieniowe spotkanie zakończyło obchody Roku Stanisława Zagajewskiego, organizowane pięć lat po śmierci artysty. Jak zauważyła Krystyna Kotula, kierująca we włocławskim Muzeum Zbiorami Sztuki, pomysłodawczyni Roku, data 20 września 1927 roku figuruje w dokumentach, jako dzień urodzin artysty. W tym roku mija też pięćdziesiąt lat od przybycia Stanisława Zagajewskiego do Włocławka.

Program Roku Zagajewskiego zainaugurował 4 kwietnia, w piątą rocznicę jego śmierci, wernisaż wystawy prac nagrodzonych w piątym Konkursie na Rzeźbę im. Stanisława Zagajewskiego organizowanym przez Włocławskie Centrum Kultury. Wernisaż poprzedziło złożenie kwiatów i zapalenie zniczy na grobie artysty. Jak powiedział podczas wieczoru wspomnień Adam Zapora, kustosz we włocławskim Muzeum, w Konkursie, zainicjowanym rok po śmierci artysty, uczestniczy coraz liczniejsze grono młodych autorów – i nadsyłają oni coraz ciekawsze prace.

Podczas Nocy Muzeów zaproszono dzieci i młodzież do tworzenia portretów i masek z materiałów używanych, zużytych. Jak się okazało, artystyczna zabawa spodobała się również dorosłym przybyłym z młodymi ludźmi.

W Roku Zagajewskiego w gmachu Zbiorów Sztuki włocławskiego Muzeum była eksponowana wystawa Inne spojrzenie. Art brut w Polsce – dzieł dwunastu wybitnych twórców z kręgu art brut (pisał o niej Stanisław Jasiński w Biuletynie w numerze 5-6/2013). 14 kwietnia odbyło się spotkanie z cyklu Niedziela z kustoszem: po wystawie, której celem było pokazanie włocławianom obszaru sztuki, w którym Zagajewski jest sytuowany, oprowadzał autor ekspozycji Adam Zapora.

W czerwcu spotkali się we Włocławku znawcy i miłośnicy art brut na sympozjum Polskie art brut 2013. Obecność, osobowości, odkrycia (rozmowa z Krystyną Kotulą i Adamem Zaporą o sympozjum została opublikowana w Biuletynie w numerze 9-10/2013).

Przypomnieniu twórcy służyła prezentacja jego rzeźb w dniach 15-16 czerwca, podczas Dni Włocławka, przed gmachem Zbiorów Sztuki na ulicy Zamczej, zatytułowana Zagajewski – lubię to. Pokazane zostały wazony i figury fantastycznych zwierząt z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku. Odbywała się akcja Szukanie pamiątek po Stanisławie Zagajewskim: pracownicy Muzeum zbierali fotografie artysty, notowali wspomnienia o nim. Jak mówiła pomysłodawczyni Roku Stanisława Zagajewskiego, twórczość – znanego i cenionego w Polsce i poza krajem niezwykłego artysty – nie wszystkim mieszkańcom miasta, w którym żył i tworzył przez czterdzieści pięć lat jest znana. Uliczna ekspozycja popularyzowała dokonania mistrza – i zachęcała do obejrzenia wystawy Rzeźba ceramiczna Stanisława Zagajewskiego.   

 W sali, w której wystawa jest eksponowana, wspominanie Stanisława Zagajewskiego podczas wrześniowego wieczoru poprzedziła emisja filmu o nim zatytułowanego Der Schuh GottesBut boży. Jak jego bohatera, film należy uznać za niezwykły. Jego autorką jest Renata Borowczak-Nasseri, mieszkająca obecnie w Niemczech. Studiowała nauki polityczne i filozofię na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a następnie na Uniwersytecie w Kilonii w Niemczech. W latach 1994-2000 pracowała w poznańskim Głosie Wielkopolskim. W 2001 roku zrealizowała film Na jelenie, nagradzany na festiwalach filmów krótkometrażowych i niezależnych. W 2003 roku podjęła studia w berlińskiej Deutsche Film- Und Fernsehakademie.

Jak opowiadała podczas spotkania, zimą 2004 roku przyjechała do Włocławka na dokumentację poprzedzającą realizację filmu o Stanisławie Zagajewskim. To miał być portret dokumentalny – praca zaliczeniowa na pierwszym roku studiów. Niestety, artysta nie zgodził się na jakiekolwiek filmowanie. Stanowczo odmówił, ale gdy dowiedział się, że dziewczyna przyjechała aż z Berlina, pozwolił jej zostać i nagrywać materiał zdjęciowy. Autorka amatorską kamerą, którą miała ze sobą, nagrała cztery godziny setek (obraz i dźwięk). Do montażu wybrała dwadzieścia minut. Tak powstał zapis jednego dnia z życia artysty. Jest to zapis surowy, niedoskonały technicznie, ale przez to autentyczny i, jak mówili uczestnicy spotkania, znający Stanisława Zagajewskiego, prawdziwy. Dodać można, że jest to zapis wzruszający i niekiedy zabawny.

 

Stanisław Zagajewski razem z kilku psami mieszkał w swoim domku, pośród rzeczy, które mogłyby się przydać do zdobienia kolejnych ceramicznych realizacji, pośród dokończonych i niedokończonych form ceramicznych. Był już schorowany, z trudem się poruszał.

 

Leży na posłaniu, skarży się na zimno, nakrywa kocami…

Opiekunka, którą wychwala, przynosi mu obiad, prosząc, by nie dzielił się budyniem z psami, bo się pochorują. Mówi, że chroni jego emeryturę, inaczej szybko by pozbawili go pieniędzy (domyślać się można: ci, którzy do niego przychodzą).

Zagajewski zjada posiłek, dzieląc się z psami nie tylko budyniem… Moszcząc się w swoim legowisku, utyskuje, że jest okradany z rzeźb…

Opowiada bajkę o królu, który był ateistą. Pewnego razu znalazł się we wspaniałym wnętrzu świątyni. Zachwycił się. Stwierdziwszy, że wielu, wielu ludzi pracowało, trudziło się, by to wnętrze było tak piękne, uznał, że musi istnieć Bóg. Uwierzył…

Zagajewski wypowiada się o sztuce. Opowiada o obrazie Pabla Picassa, niedokończonym, dopóki artysta nie podstemplował dzieła odciskiem swojego buta – to jest tytułowy Boży but.

Wspomina zakonnice, które zwracały uwagę na jego dziwną wyobraźnię… Mówi, że niekiedy czyni się zarzut jego ceramicznym rzeźbom: powtarzają się oczy, dziwne, wielkie… On uznaje to za wyznacznik swojego stylu. Zaznacza, że twórca się nie powtarza… Napomyka o Michale Aniele, Janie Matejce.

Przymierza buty, które mu kupiła opiekunka. Są wprawdzie za duże, ale nie chce, by je wymieniła na inne. Mówi, że psy – które gramolą się do jego łóżka, bo w pomieszczeniu jest zimno – siadają na jednej z jego ceramicznych rzeźb, na ołtarzu, bo z wysoka mogą przyglądać się temu, co dzieje się na podwórku…

Ubiera się, wychodzą z domu… W dali widać bloki mieszkalne… Pada śnieg z deszczem, jest ślisko.

Pokazuje beczki przed domem, mówi, że jest w nich glina.

Wsiada do samochodu autorki filmu. Jadą do Muzeum.

Zagajewski powoli, z nabożnością wchodzi do sali, w której eksponowane są jego rzeźby.

Kim jest, wyjaśnia zza kadru Krystyna Kotula, wspomina o wystawie jego dzieł w Warszawie, przed przyjazdem do Włocławka, mówi o wystawach w Londynie, w Lozannie…

Zagajewski wypowiada się o posłannictwie artysty, który mógłby być bogaty, ale jego powołaniem jest tworzenie… Jego prace są niepowtarzalne… Śpiewa religijną pieśń… Wpisuje się do księgi pamiątkowej, pyta Krystynę Kotulę czy ma też namalować kwiatek…

Nie odpowiada na pytanie autorki filmu czy nie chciał mieć dzieci, którym mógłby zostawić swoje rzeźby… Jakby nie słyszał pytania, pije herbatę.

Stanisław Zagajewski, rzeźba ceramiczna
fot. Stanisław Jasiński

foto

Filmów i reportaży telewizyjnych o Stanisławie Zagajewskim jest wiele. Można wymienić, obok Glinianych ołtarzy wg scenariusza i w reżyserii Andrzeja Różyckiego (1995), takie realizacje jak: Ars mea – lux mea wg scenariusza i w reżyserii Andrzeja Papuzińskiego (1978), Powołanie czy obłęd wg scenariusza Krzysztofa Iwanowskiego i Włodzimierza Kuligowskiego, w reżyserii Krzysztofa Iwanowskiego (1983), Kto wybiera samotność wg scenariusza i w reżyserii Barbary Kramarczyk (1985), Pasja wg scenariusza i w reżyserii Krzysztofa Cieślaka (1985), Wyszło szydło z worka wg scenariusza i w reżyserii Pierre`a Michela Załęskiego (1998), Inny wg scenariusza i w reżyserii Urszuli Guźleckiej (1998), Bóg dał człowiekowi talent wg scenariusza i w reżyserii Anny Oblickiej (2003).

Boży but Renaty Borowczak-Nasseri wyróżnia się surowością, która doskonale przystaje do osobowości, stylu bycia i życia bohatera. To wierny szkic z natury, kilka spójnych sekwencji będących reporterskimi notatkami. Jak słusznie zauważyła Krystyna Pawłowska, kierująca Muzeum Etnograficznym w Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej, film zyskałby pełniejszy wymiar, gdyby pokazane zostały rzeźby Stanisława Zagajewskiego.

 

Autorka filmu opowiadała, że prezentowała But boży na festiwalach filmów dokumentalnych i krótkometrażowych. Wszędzie był przyjmowany z zainteresowaniem i życzliwością.

Wspominając zimowy dzień, w którym odwiedziła Stanisława Zagajewskiego, powiedziała, że odnosiła wrażenie, iż dobrze czuł się w swoim domku, w otoczeniu psów. Pamięta go jako ciepłego człowieka. Zdumiewająca była nabożność, z jaką wszedł do Muzeum, jak do kościoła. Celna i ważna była jego wypowiedź, że prawdziwy artysta tworzy nie po to, by gromadzić bogactwo.

Jak zauważyła Krystyna Kotula, w filmach o Stanisławie Zagajewskim jest bardzo dużo niezwykle trafnych jego wypowiedzi o sztuce. Powiedziała, że wzruszyła się oglądając Boży but. Film pokazuje prawdziwy portret rzeźbiarza. Paradoksalnie, Boży but zawdzięcza swoją wartość temu, że został zrealizowany bez udziału ekipy filmowej. Jego bohater nie zwracał uwagi na małą kamerę, zapewne wcale jej nie zauważał i dlatego zachowywał się naturalnie, swobodnie.

Jak dodał Aleksander Kociołowicz, w przeszłości kierujący Wydziałem Kultury we włocławskim Urzędzie Wojewódzkim, Stanisława Zagajewskiego nie było łatwo pobudzić, ale kiedy to się udało, mówił – ciekawie – z wielką energią. Lubił publiczność, lubił być w centrum uwagi. Ktoś powiedział, że Stanisław Zagajewski nie stronił od występów przed kamerą, nawet je lubił, a niechęć do ekip filmowych może łączyć się z horrendalnym rachunkiem za prąd, zużyty przez oświetleniowców i dźwiękowców podczas kręcenia jednego z filmów.

Aleksander Kociołowicz przypomniał zdarzenie z wernisażu retrospektywnej wystawy rzeźb Stanisława Zagajewskiego w połowie lat osiemdziesiątych w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie, zaaranżowanej jakby na śmietnisku. Ponieważ na wernisaż miał przyjść ówczesny minister kultury i sztuki Kazimierz Żygulski, uproszono artystę, by mu podarował jedną ze swoich prac. Kiedy minister się pojawił, ze śmietniska wyłonił się Stanisław Zagajewski, by oprowadzić go po ekspozycji. Do ministra podchodzili jednak różni ludzie, zajmowali jego uwagę, więc co i rusz odwracał się od artysty. W pewnej chwili Zagajewski powiedział: Pan jest minister? To niech pan słucha, bo nie dostanie pan tej rzeźby, co mi kazali panu dać.

Ktoś zwrócił uwagę, że Stanisław Zagajewski swoje rzeźby tworzył prymitywnymi narzędziami; wspaniałe ornamenty wykonywał zwykłym gwoździem.

Ktoś powiedział, że film pokazuje w jak skromnych warunkach mieszkał rzeźbiarz, niezbyt skory do porządkowania, sprzątania… Sporadycznie korzystał z wody i mydła. Kto go odwiedził, wie jak specyficzny był tam zapach… Ten zapach uznawały za całkiem naturalny wytworne panie, które obejrzawszy rzeźby Stanisława Zagajewskiego w Lozannie czy Warszawie luksusowymi autami przyjeżdżały do Włocławka, by poznać ich twórcę, zobaczyć jego pracownię…

Renata Borowczak-Nasseri stwierdziła, że Stanisław Zagajewski nie mógłby mieszkać w innych warunkach. To była część jego osobowości. Piotr Nowakowski, dyrektor włocławskiego Muzeum, opowiadał, jak w czasie, kiedy artysta przebywał w szpitalu, wespół z kolegą uporządkował mieszkanie, przygotował je dla osoby, która po poważnej operacji wraca do domu. Zagajewskiemu niezbyt się to spodobało, zapytał: kto tutaj tak nabałaganił. Innym razem, gdy podczas pobytu rzeźbiarza w szpitalu wyremontowano mieszkanie, zapytał gdzie jest jego pracownia, stwierdził, że jest dobrze, ale ma być jak dawniej. Jak opowiadała Krystyna Pawłowska, zaoponował, gdy chciano zinstalować w jego mieszkaniu piec: po co mi piec, sąsiad miał piec i umarł.

Jak opowiadał Piotr Nowakowski, przyjechał do Włocławka francuski fotograf, spędzał ze Stanisławem Zagajewskim dużo czasu i po paru dniach wyglądał i pachniał jak on…

Anegdot o Stanisławie Zagajewskim, podawanych z życzliwym uśmiechem, serdecznością nawet, było znacznie więcej. Są one też przywoływane w niektórych tekstach o nim. A tekstów o artyście jest całkiem sporo, m.in. autorstwa prof. Aleksandra Jackowskiego, Tadeusza Chrzanowskiego, Krystyny Kotuli, Piotra Nowakowskiego. Ukazały się albumy przedstawiające świat jego ceramicznych rzeźb. Bodaj najpełniej został ukazany w albumie Stanisław Zagajewski, Rzeźba / Sculpture opublikowanym w 2004 roku przez Studio Wena we Włocławku, zawierającym rzetelny, żywy i precyzyjny, tekst Krystyny Kotuli oraz zdjęcia Krzysztofa Cieślaka, Daniela Pacha, Jacka Szczurka i Jana Sieraczkiewicza

Jako artysta Stanisław Zagajewski wymyka się wszelkim próbom klasyfikacji i definiowania – pisała Krystyna Kotula. – Jemu samemu jest obojętne, jak określa się jego dzieła. Najważniejszym dla niego jest rzeźbienie w glinie, bo ma pewność, że to przyniesie mu nieśmiertelną sławę. Jest przekonany o tym, że otrzymał talent od Boga i przez całe życie stara się nie zawieść Stwórcy. Wiele razy mówił o instynkcie artysty, który jest impulsem i siłą umożliwiającą tworzenie prawdziwej sztuki, porównując go do instynktu dzikiego zwierzęcia. Wie, że został talentem naznaczony przez Boga i że instynktownie, niczym nieoswojone zwierzę, spełnia Jego wolę.

O stylu swych rzeźb mówi, że są barokowe, czasem że gotyckie. Wzorów do nich szukał w albumach, w kościołach, zwłaszcza tych mu najlepiej od lat znanych, będących na trasie pielgrzymek z Warszawy do Częstochowy. Pozy rzeźbionych postaci, układ szat wybierał z ilustracji w bajkach dla dzieci, pocztówek, kalendarzy, gromadzonych w związywanych sznurkiem pakunkach. Każdy pakunek to inny temat – Ogród Oliwny, Matka Boska czy Diabeł. Nigdy nie potrzebował żywego modela i nigdy nie wykonywał szkiców do swych rzeźb. Planował je w głowie. Starał się, by każdy fragment był inny, nie wiedząc do końca, jak będzie wszystko wyglądało po złożeniu kompozycji. Jest w tym sposobie coś niezwykle ryzykownego, ale też ogromnie tajemniczego.

 

Rok kierował uwagę mieszkańców Włocławka i osób zajmujących się sztuką, zwłaszcza z kręgu art brut, ku twórczości Stanisława Zagajewskiego. Aczkolwiek jest on najbardziej znany pośród twórców z Włocławka, to jednak nie tak, jak Nikifor. Trudno przypuszczać, że zwiedzający to miasto – pięknie odnawiane, zyskujące z roku na rok coraz więcej uroku – skierują swoje kroki ku ulicy Zamczej, by obejrzeć wystawę fantastycznych ceramicznych rzeźb. Czy wszyscy spotkani na ulicy włocławianie, zwłaszcza młodzi, którzy coś o Zagajewskim słyszeli, zidentyfikują go z niezwykłymi formami z gliny?

W centrum Lwowa przyciąga uwagę, zastanawia ukształtowana w metalu charakterystyczna postać Epifaniusza Drownioka – Nikifora. Warto by pomyśleć, by we Włocławku stanęła – naturalnej wielkości, może większa – postać otoczonego psami niezwykłego rzeźbiarza, z wózkiem, w którym wiezie do domu to, co znalazł, wygrzebał i co może przydać się podczas tworzenia. Już informacja na tabliczce zapoznawałaby z genialnym artystą, a może i kierowałaby w stronę ulicy Zamczej.

We wspomnianym albumie Krystyna Kotula napisała, że życie Stanisława Zagajewskiego odtworzone z jego opowieści, a także wspomnień i obserwacji wielu osób, nadaje się na scenariusz wzruszającej fabuły filmowej. Być może warto zabiegać, by twórca tej miary, co Krzysztof Krauze, reżyser Mojego Nikifora, podjął się takiego przedsięwzięcia, zwłaszcza że włocławskie Muzeum skrzętnie gromadzi zdjęcia, zapiski filmowe, wspomnienia, które mogą być przydatne w pracy nad taką fabułą. (Jako udany można wskazać francusko-belgijski film Serafina z 2008 roku w reżyserii Martina Prevosta o Serafinie Luis (1864-1942), wybitnej francuskiej malarce, zaliczanej do kręgu art brut.) Mógłby to być film o tajemniczym życiu ceramicznych form; w przywołanym albumie jest zamieszczony czarno-biały portret Stanisława Zagajewskiego; patrząc na to zdjęcie trudno oprzeć się wrażeniu, że w glinianych formach jest wiele z samego artysty…

Może należałoby stworzyć poświęconą wyłącznie Stanisławowi Zagajewskiemu stronę internetową? I wcale nie trzeba dodawać: lubię to. By polubić, trzeba – i jeśli idzie o ceramiczne formy mistrza z Włocławka, chyba wystarczy – poznać.

Jerzy Rochowiak