Uzupełniając epistemologiczną lukę

W roku 2018 w dorosłość wkroczył ostatni rocznik osób urodzonych w ubiegłym tysiącleciu. Pod koniec tegoż roku odbył się finał przeglądu KATAR Teatr, który był zorganizowany w ramach XXVII Konfrontacji Amatorskiej Twórczości Artystycznej Regionu przez Wojewódzki Ośrodek Animacji Kultury w Toruniu. Po raz pierwszy w historii festiwalu istotną większość wśród kilkudziesięciu aktorów występujących na Konfrontacjach … Czytaj dalej Uzupełniając epistemologiczną lukę

Uzupełniając epistemologiczną lukę

W roku 2018 w dorosłość wkroczył ostatni rocznik osób urodzonych w ubiegłym tysiącleciu. Pod koniec tegoż roku odbył się finał przeglądu KATAR Teatr, który był zorganizowany w ramach XXVII Konfrontacji Amatorskiej Twórczości Artystycznej Regionu przez Wojewódzki Ośrodek Animacji Kultury w Toruniu. Po raz pierwszy w historii festiwalu istotną większość wśród kilkudziesięciu aktorów występujących na Konfrontacjach stanowiła młodzież urodzona w XXI wieku. Można zatem tę edycję KATAR-u teatralnego uznać za jeśli nie przełomową, to z pewnością wyjątkową. Była to swoista cezura rozdzielająca pokolenia w sensie czysto metrykalnym, ale również w wymiarze socjo-technologicznym: dla dzieci urodzonych po 2000 roku internet jest w pełni naturalnym środowiskiem, w którym wzrastają, którego braku, nieistnienia nie mogą sobie nawet wyobrazić.

Cztery zaprezentowane podczas Konfrontacji spektakle w różny sposób pokazywały kondycję współczesnego świata z perspektywy młodych osób. Piąte przedstawienie osadzone było co prawda w realiach XIX-wiecznych, lecz poruszało problem uniwersalny i ponadczasowy, dzięki czemu idealnie wpisało się w tematykę przeglądu, ale również znacząco uzupełniło pozostałe realizacje, stając się dla nich swoistym kontrapunktem.

Bardzo małe dzieci – przedszkolaki – to bohaterowie spektaklu Zabawa w życie Teatru Remus z Młodzieżowego Domu Kultury nr 2 w Bydgoszczy według scenariusza i w reżyserii Wioletty Górskiej-Nowik. Osiem dziewczynek i dwaj chłopcy, z których jeden (co istotne) jest już starszakiem, bawią się w piaskownicy. W języku potocznym istnieje określenie zachowuje się jak w piaskownicy na pewien sposób bycia czy może stosunek do innych, który przejawia się nadmierną kłótliwością, ciągłym obrażaniem się, tzw. „fochami”. Być może idąc tym tropem warto przez chwilę na bohaterów Zabawy w życie spojrzeć jak na dorosłych, a nie na dzieci, wszak Janusz Korczak powtarzał: Nie ma dzieci – są ludzie. Przyjmując taką perspektywę, łatwo dostrzec, jak niewielka jest różnica pomiędzy dziećmi i rodzicami.

Wszystkie postaci spektaklu ciągle powtarzają słowa swoich rodziców, wprost  ich cytując lub bezwiednie powielając zasłyszane frazy. Szczególnym przypadkiem jest Brajan, chłopiec z grupy starszaków, który z jednej strony zdaje się być zafascynowany postacią swojego ojca, a raczej wyidealizowanego wyobrażenia o nim, z drugiej natomiast w końcowej scenie powtarza, że nie chce być dorosły, nie chce postępować jak dorośli, w domyśle: iż nie chce powtarzać ich błędów. Ojciec go zawiódł, opuścił rodzinę, ale wciąż stawiany jest przez Brajana na piedestale, o czym świadczy choćby czapka pilotka, którą  chłopiec nosi, wyjaśniając innym postaciom, że to czapka jego ojca, …a on jest pilotem.

Teatr Remus, Zabawa w życie.
Fot. Stanisław Jasiński

Oglądając Zabawę w życie, trudno uciec przed jeszcze jedną refleksją: przedszkolaki w piaskownicy odnoszą się do siebie obcesowo, niekiedy wręcz z agresją, rywalizują, wyzywają i obrażają się na siebie. Jeśli zatem naśladują zachowanie dorosłych, to jak ich postawa świadczy o nas? Ten aspekt został co prawda nieco osłabiony, gdyż kilkuletnich bohaterów grają nastolatki i nastolatkowie. Taka różnica wieku między postacią i odtwórcą wywołuje pewien dysonans, ale na pewno potęguje wrażenie umowności całej sytuacji, sprawia, że spektakl można odczytywać znacznie szerzej niż scenkę z piaskownicy. Zabawa w życie sytuuje się przez to w kręgu groteski, która pozwala i twórcom, i widzom na znacznie więcej. Publiczność po obejrzeniu przedstawienia pozostawiona została w przekonaniu, że nic nie jest oczywiste i jednoznaczne… Podobny zabieg zastosował w swoim najnowszym filmie Marek Koterski: dorośli aktorzy grają nastoletnich uczniów.

Inscenizacja Wioletty Górskiej-Nowik była wyjątkowo oszczędna, reżyserka wykorzystała tylko niezbędne rekwizyty – takie, które niosą ze sobą jakieś znaczenie, coś symbolizują lub sugerują: żółta skakanka, pistolet na kapiszony i czapka pilotka. Uwaga widzów niemal cały czas skupiona jest na aktorach sugestywnie kreujących sytuację, budujących napięcie dramatyczne. Wracając do myśli Janusza Korczaka, można potraktować Zabawę w życie jako przedstawienie o ludziach, bez względu na wiek, którzy zatraciwszy się w zabawie, nie potrafią się z niej wyrwać. Jakże często dorośli poszukują adrenaliny, choćby w tzw. sportach ekstremalnych, z czasem przesuwając granice ryzyka, granice bólu, coraz bardziej ocierając się o śmierć. Jednak dzieci w zabawie próbują odtworzyć w swym wyimaginowanym świecie rzeczywistość dorosłych, natomiast ekstremalne dążenia dorosłych są raczej ucieczką przed rzeczywistością. Jak się okazuje, zarówno przedszkolakom, jak i osobom dojrzałym każda zabawa może się wymknąć spod kontroli. Takie ostrzeżenie w przedstawieniu Teatru Remus także można odnaleźć.

Również w Bydgoszczy, w  Młodzieżowym Domu Kultury nr 5 działa Teatr Winda, który na Konfrontacjach zaprezentował spektakl Będziesz żałował na podstawie pism Sørena Kierkegaarda i fragmentów książki Paradoks wyboru Barry’ego Schwartza w reżyserii Karoliny Suchodolskiej. Przedstawienie to zbiór kilku krótkich etiud połączonych motywem wolności wyboru, podmiotowości człowieka, prawa jednostki do samostanowienia o sobie. W dużej części spektakl Będziesz żałował zdaje się być krytyką współczesnego świata zachodniego: świata nadmiaru, konsumpcjonizmu i ogłupiających mediów. Jednak w rozważaniach pojawiają się też zagadnienia fundamentalne, np. kto decyduje o tym, że się rodzimy.

W pierwszej scenie kobiecy głos z offu nakazuje bohaterom, by się rozebrali. Po krótkim wahaniu kolejne osoby to czynią. W półmroku sześcioro aktorów wygląda bardzo podobnie: wszyscy stają na przedzie sceny w czarnych koszulkach i spodenkach. Po chwili osoby te stopniowo zaczynają się zbliżać do siebie, wykorzystując technikę improwizacji w kontakcie, typową dla przedstawień teatru tańca, niemal się ze sobą zlewają, tworząc dziwaczną plątaninę korpusów, głów i kończyn, stają się – zgodnie z sugestią głosu z offu – jednością. Symbolicznie została ukazana kondycja współczesnego człowieka, który coraz bardziej przestaje być osobą, myślącą i odczuwającą emocje jednostką, stając się za to poddanym analizie przez internetowego Wielkiego Brata zespołem cech i zachowań, czyli po prostu zbiorem danych. Tak uformowaną „jednością” z pewnością łatwiej jest manipulować, a szczególnie łatwiej jej coś sprzedać.

Kilka kolejnych scen powstało w oparciu o główne tezy eseju Barry’ego Schwartza. W nieco prześmiewczej formie aktorzy pokazują cierpienie klienta narażonego w sklepie na konieczność dokonywania wyboru między dziesiątkami takich samych towarów różniących się marką czy opakowaniem.

Kolejna scena to próba ukazania w poprzez groteskę relacji międzyludzkich. Pijana dziewczyna namawia kolegę, żeby się ożenił, chociaż zaznacza, że ona już ma chłopaka. Chór biesiadników dopowiada, że bez względu na to, czy się ożeni czy nie, i tak będzie żałował. Inna postać postanawia się powiesić, również w tej sytuacji chór konstatuje: …czy się powiesisz, czy nie, i tak będziesz żałował. Nie jest przypadkiem, że właśnie z tej sceny zaczerpnięty został tytuł, gdyż wydaje się być kluczowa dla całego przedstawienia. O ile bowiem błędne decyzje zakupowe mogą wywoływać co najwyżej tzw. żal podecyzyjny czy frustrację, tak pomyłki życiowe niejednokrotnie przyczyniają się do prawdziwych nieszczęść. Nieco pobieżne potraktowanie tego problemu w sekwencji kolejnych scenek unaocznia jeszcze jeden aspekt współczesności: ludzie zmuszani do nieustannego dokonywania wyborów tracą swoistą uważność na sprawy najistotniejsze, którym poświęcamy znacznie mniej uwagi niż błahostkom.

Teatr Winda, Będziesz żałował.
Fot. Stanisław Jasiński

Scenerią ostatniej, bardziej rozbudowanej etiudy jest wyimaginowany lumpeks, w którym różne elementy garderoby przywołują klientów, przekrzykują się nawzajem, przymilają, aby tylko zostały przez kupujących wybrane. Z kolei dwie kłócące się o tę samą rzecz klientki musi rozdzielać sprzedawca. Gdy tylko okazuje się, że jedna z kobiet znalazła sobie coś innego, druga również traci zainteresowanie towarem. Twórcy stawiają tu kolejne pytanie: czy wybieramy to, co nam się rzeczywiście podoba, czy raczej to, co podoba się innym…

Konsekwentnie budowane napięcie dramatyczne znajduje ujście w ostatnich sekundach przedstawienia. Zdezorientowany, może nawet zrozpaczony bohater rozbija lustro. Nawiązuje tym gestem do badań psychologów rozwojowych, którzy uważają umiejętność zidentyfikowania swojego odbicia przez dziecko za początek świadomości siebie, własnego „ja”, odrębnego od matki i od całego otoczenia. Być może rozbicie lustra wyrazić miało pragnienie powrotu do tego swoistego stanu niewinności, gdy wybory nie były konieczne. Być może jednak sugerować ma coś wręcz przeciwnego – nawet w dorosłości, gdy pozornie sami podejmujemy wybory, wciąż jesteśmy zależni od okoliczności i sytuacji a także od decyzji innych osób.

Spektakl Będziesz żałował, zgodnie z tytułem, nie napawa optymizmem. Artyści pokazali świat opresyjny, w którym podmiotowość człowieka została znacznie zredukowana, ludzkość stała się towarem, pozbawioną osobowości i indywidualności masą, jednością.

Wady współczesności pokazał również Teatr Zakręt z Kruszwicy w spektaklu Bam według scenariusza i w reżyserii Lidii Łukowskiej i Agnieszki Dubienieckiej. Młodzi aktorzy stworzyli opowieść o świecie, w którym żyją, o świecie, którego nie rozumieją starsze pokolenia – internetowej rzeczywistości równoległej.

Wśród poruszających się jak automaty zuniformizowanych postaci pojawia się nagle barwna postać. Być może jest upersonifikowanym internetem, być może ma uosabiać te wady człowieka, które w świecie wirtualnym stają się szczególnie wyraziste. Bam to historia blogerki starającej się zdobyć wszelkimi sposobami jak największą popularność. Od początku się kreuje, udaje kogoś innego, lepszego. Dla zdobycia lajków rzuca bezpodstawne oskarżenia o molestowanie na swojego kolegę z klasy, a zdesperowana słabnącą popularnością rozbiera się, odpowiadając na posty swoich fanów: Pokaż ciało! W klarownej formie autorki przedstawienia pokazały symptomy jednej z najgroźniejszych chorób współczesności – narcyzmu. Za sprawą mediów społecznościowych, dających złudne przeświadczenie, że każdy może być gwiazdą i celebrytą, choroba ta zwiększa wciąż swój zasięg. Trudno jednak uznać to przedstawienie za moralitet, gdyż kończy się raczej pesymistycznie, dobro nie zwycięża.

Teatr Zakręt, Bam.
Fot. Stanisław Jasiński

Spektakl pokazuje kolejne etapy niepokojącego zjawiska, ale autorki inscenizacji nie uciekają przed pytaniem o przyczyny takiego stanu rzeczy. W kilku kwestiach, wypowiadanych przez bohaterów automatycznym, pozbawionym wyrazu głosem pojawiają się pewne sugestie: Nie potrzebujesz rodziny. Nie potrzebujesz przyjaciół. W pierwszym odruchu oczywiście można stwierdzić, że to zły internet zabiera rodzicom ich pociechy, ale być może problem tkwi głębiej. Młodzi ludzie zawiedli się na rodzinie i przyjaciołach, są samotni, poszukują akceptacji. Skoro nie znajdują jej w świecie rzeczywistym, z ochotą rzucają się w odmęty internetu, by choć przez chwilę poczuć się kimś ważnym.

Co ważne, twórcy spektaklu dokonując dość dogłębnej analizy zjawiska, nie oceniają nikogo. Nie próbują piętnować zachowań poszczególnych postaci. W tym kontekście częściowo uprawnione wydaje się określenie Bam jako spektaklu profilaktycznego, ale skierowanego do rodziców i opiekunów, nie zaś do rówieśniczek i rówieśników bohaterów, gdyż w opinii wielu badaczy młode pokolenie zna i rozumie zagrożenia czyhające w przestrzeni wirtualnej. Chociaż splot różnych okoliczności sprawia, że czujność może słabnąć i w konsekwencji – poddając się presji otoczenia – młodzież wpada, jak bohaterka przedstawienia, w różne tarapaty.

Podjęta przez zespół z Kruszwicy ważna tematyka wpisała się w niebanalną formę przedstawienia. W inscenizacji wykorzystane zostały techniki pantomimiczne, elementy teatru ruchu. Przez cały spektakl na widzów spoglądało z zawieszonego nad sceną ekranu oko dziewczyny, stanowiące swoiste przypomnienie, że pokolenie nastolatków przez cały czas poddane jest swoistej inwigilacji. Nie służb specjalnych, nie reklamodawców, ale rówieśników, którzy na bieżąco komentują nawzajem swoje filmiki, zdjęcia czy blogowe posty. Nieustająca obserwacja dla niektórych stanowi presję trudną do udźwignięcia, co może być jedną z przyczyn rozszerzającej się wśród nastolatków epidemii depresji i nerwic.

O ile akcja trzech omówionych powyżej spektakli dzieje się „tu i teraz”, tak dwa pozostałe przedstawienia konkursowe zaproponowane widzom Konfrontacji również dotyczyły problemów dzieci, umieszczone zostały jednak w innych realiach.

W Afryce toczy się akcja przedstawienia Elikia Teatru Talia z Gimnazjum w Chrostkowie. Scenariusz w oparciu o sztukę  Grzechot kości Suzanne Lebeau napisała i całość wyreżyserowała Anna Gołębiewska-Polak. Przedstawione przez aktorów wydarzenia poruszają do głębi, historie dzieci kongijskich, angolańskich i z wielu innych rejonów Afryki subsaharyjskiej porywanych przez rebeliantów i wcielanych siłą w szeregi partyzantki co pewien czas oburzają opinię publiczną świata zachodniego, ale poza nielicznymi wyjątkami na chwilowym oburzeniu medialnym się kończy. O Elikii wyczerpująco napisał w ubiegłym roku Jerzy Rochowiak (Biuletyn Informacji Kulturalnej nr 9/2018). Wydaje się jednak, że przedstawienie, które obejrzeli widzowie festiwalu KATAR Teatr 2018 zyskało nowy kontekst, gdyż zostało zestawione z kilkoma innymi inscenizacjami, których tematem jest świat dzieci i młodzieży, a także świat dorosłych ich oczyma widziany.

Teatr Talia, Elikia.
Fot. Stanisław Jasiński

Bohaterowie spektaklu to dwoje dzieci: tytułowa trzynastoletnia dziewczynka Elikia i dziesięcioletni chłopiec Joseph. Uciekli z obozu rebeliantów i samotnie wędrują przez dżunglę do miasta, w którym odnajdują schronienie i bezpieczeństwo. Oboje znaleźli się w sytuacji, która wymusiła na nich nagłe wejście w dorosłość, chociaż rozumianą bardzo specyficznie. Wojna, jak każda Jaspersowska sytuacja graniczna, wymusza na dzieciach znacznie wcześniejsze dojrzewanie. Zabawką Elikii nie była lalka, ale karabin AK-47 – „kałasznikow”. Dziewczynka już w wieku dziesięciu lat została nałożnicą dowódcy partyzanckiej bandy, co zresztą skończyło się zarażeniem wirusem HIV i śmiercią na AIDS. Znalazłszy się w szpitalu, na pytanie opiekującej się nią pielęgniarki, dlaczego dzieci walczą po stronie rebeliantów, odpowiedziała: Kiedy jesteś dzieckiem, musisz robić, co ci każą. Gdy poczuła, że już dzieckiem nie jest, uciekła. Naraziła się na śmierć, gdyż złapana przez oddział zostałaby na pewno zamęczona na śmierć, a dżungla też nie jest miejscem dla człowieka bezpiecznym. Mimo to uciekła, gdyż poczuła odpowiedzialność za młodszego od siebie chłopca. Porwany z nadmorskiej wioski, stał się zabawką w rękach zwyrodniałych partyzantów, zabawką, którą z osobliwym sadyzmem chcieli zamęczać i ostatecznie zabić. Troska o życie i bezpieczeństwo drugiego człowieka wydaje się być raczej cechą osób dorosłych, przedkładających odpowiedzialność nad zabawę. Trzynastoletnia Elikia tak właśnie dorosłość rozumiała. Z drugiej strony nie można zapominać, że została zmuszona do rozpoczęcia życia seksualnego będąc jeszcze dzieckiem, jej oprawca, o pseudonimie Rambo, zmuszał ją też do wykonywania wszystkich innych zadań w tradycyjnych społeczeństwach przypisywanych żonom, m.in. do przygotowywania posiłków. Dziewczynka stała się zatem dorosła o wiele za szybko, ale opowiedziana w spektaklu historia dość jednoznacznie sugeruje, że tylko dzięki temu udało jej się uratować życie Josepha, wziąć za niego odpowiedzialność.

Przedstawienie budziło silne emocje, poruszyło chyba wszystkich na widowni. Oczywiste w takiej sytuacji oburzenie warto jednak przekuć na bardziej konkretne działania, które w świecie zachodnim, świecie demokracji liberalnej znacznie łatwiej podjąć. Winą za istnienie dzieci-żołnierzy Elikia obarcza bowiem dorosłych: handlarzy diamentów i handlarzy bronią, którym nieustający zamęt w krajach afrykańskich jest z pewnością na rękę.

Wiele różnych konwencji teatralnych łączył w sobie spektakl Ja, Janko Muzykant Teatru Na Rogu ze Świecia. Scenariusz przedstawienia powstał na podstawie noweli Janko Muzykant, ale nie był jej wierną adaptacją; motywy z tekstu Henryka Sienkiewicza posłużyły raczej do stworzenia bardziej uniwersalnej opowieści o dziecięcych marzeniach, o pragnieniach i dążeniu do ich realizacji.

Teatr Na Rogu, Ja, Janko Muzykant.
Fot. Stanisław Jasiński

Taki wydźwięk nadaje przedstawieniu pierwsza scena, w której głosy młodych osób odpowiadają z offu na pytanie o marzenia i plany na przyszłość. Spektakl zamyka zaś chóralny okrzyk wszystkich postaci: Pozwól mi marzyć!

Ponieważ literacki pierwowzór przedstawienia Ja, Janko Muzykant jest tekstem dobrze znanym, obecnym od dawna w kanonie lektur szkolnych, twórcy spektaklu mogli sięgnąć po bardziej wyrafinowane środki artystyczne bez obawy, że coś pozostanie niejasne. Wyjątkowo sugestywna scena narodzin bohatera obywa się bez słów: aktorka wcielająca się w Janka zostaje odziana w białą szatę, podobnie jak dusza przywdziewa swą ziemską postać. Dopiero w kolejnej scenie pojawiają się głosy sąsiadek, innych mieszkanek wsi, zwracających uwagę na wątłą kondycję dziecka, wiążące nawet jego chorowitość z pochodzeniem „z nieprawego łoża”.

Doskonałym rozwiązaniem formalnym było wykorzystanie teatru cieni w scenach, które stanowiły projekcję wyobraźni bohatera. Zarówno wtedy, gdy wsłuchiwał się w dźwięki przyrody na łące i słyszał muzykę w bzyczeniu os czy kumkaniu żab, jak i wtedy, gdy zdawało mu się, że przywołują go skrzypce leżące bez opieki we dworze. Dzięki technice teatru cieni w wysublimowanej formie udało się pokazać scenę, w której chłopiec zostaje ukarany za rzekomą kradzież instrumentu. Tuż przed śmiercią Janko pyta: Czy Bóg w niebie da mi skrzypki? Gdy usłyszał zapewnienie matki, że na pewno tak się stanie, odchodzi w spokoju. Zapewne tak się też stało, gdyż w następnej scenie bohater zdjąwszy z siebie białą szatę – ziemską powłokę – okazuje się wirtuozem skrzypiec.

Teatr Na Rogu, Ja, Janko Muzykant.
Fot. Stanisław Jasiński

Spektakl Teatru Na Rogu pokazuje bogactwo kultury ludowej. Plastycznie zaaranżowany ruch sceniczny i fragmenty choreografii odwołują się do polskiej tradycji, pojawiają się też ludowe przyśpiewki. Jednak Ja, Janko Muzykant pokazuje też drugie oblicze polskiej wsi: bezinteresowną zawiść, skłonność do obgadywania sąsiadek i swoistą presję wywieraną na każdą osobę wyłamującą się ze schematu, wyrastającą ponad przeciętność, niechęć do jakiejkolwiek „inności”. Co prawda w Sienkiewiczowskim oryginale te motywy też są obecne, jednak nie zostały aż tak uwypuklone, jak uczyniła to Iga Jambor-Skupniewicz wraz ze swoimi podopiecznymi. Finalny okrzyk Pozwól mi marzyć! skierowany jest bowiem do „każdego człowieka”, gdyż – można taki wniosek wysnuć z całego spektaklu – wszyscy powinni wziąć na siebie odpowiedzialność za szczęście i dobro dzieci.

Damian Droszcz w monodramie Ściana.
Fot. Stanisław Jasiński

Pięć konkursowych przedstawień oceniło jury w składzie: Dorota Basczok (aktorka, pedagog teatru, specjalistka od emisji głosu), Magdalena Jasińska (teatrolożka, animatorka kultury, specjalistka ds. teatru i interdyscyplinarnych przedsięwzięć kulturalnych w WOAK), Paweł Paszta (reżyser, pedagog teatru, dyrektor ds. artystycznych Teatru im. Wilama Horzycy w Toruniu ), Jerzy Rochowiak  (dyrektor WOAK, autor tekstów o teatrze i dla teatru), Barbara Rogalska (aktorka, pedagog teatru, nauczycielka emisji głosu, autorka i realizatorka projektów ze sfery edukacji kulturalnej) oraz Agnieszka Zakrzewska (pedagog teatru, instruktorka teatralna, specjalistka ds. teatru w WOAK). Jednogłośnie pierwszą nagrodę Konfrontacji jurorzy przyznali twórcom spektaklu Ja, Janko Muzykant Teatrowi Na Rogu z Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji w Świeciu i Idze Jambor-Skupniewicz. Drugą nagrodę ex aequo otrzymały: Teatr Zakręt z Zespołu Szkół Samorządowych nr 1 w Kruszwicy za spektakl Bam w reżyserii Lidii Łukowskiej i Agnieszki Dubienieckiej oraz Teatr Talia z Zespołu Szkół w Chrostkowie za spektakl Elikia w reżyserii Anny Gołębiewskiej-Polak. Oprócz nagród jury przyznało też dwa równorzędne wyróżnienia: Teatrowi Winda z Młodzieżowego Domu Kultury nr 5 w Bydgoszczy za spektakl Będziesz żałował w reżyserii Karoliny Suchodolskiej oraz Teatrowi Remus z Młodzieżowego Domu Kultury nr 2 w Bydgoszczy za spektakl Zabawa w życie w reżyserii Wiolety Górskiej-Nowik. Po raz pierwszy swojego faworyta wybrała również publiczność KATAR-owa. Najwięcej przychylnych głosów wśród widzów zyskało przedstawienie Bam Teatru Zakręt z Kruszwicy.

Program Konfrontacji teatralnych w 2018 roku uzupełnił pokazywany poza konkursem – w charakterze imprezy towarzyszącej – monodram Damiana Droszcza Ściana według scenariusza i w reżyserii Agnieszki Płoszajskiej. Przedstawienie ukazuje przemianę drobnego rzezimieszka, który z czasem staje się wrażliwym obrońcą najsłabszych, najbardziej potrzebujących pomocy, m.in. imigrantów. Wyjątkowo sugestywna kreacja aktorska sprawia, że przedstawiona historia trzymała w napięciu widownię przez blisko godzinę. Monodram powstał dzięki Stypendium Urzędu Miasta Torunia w dziedzinie kultury oraz dzięki Stypendium Artystycznemu Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego na rok 2017 z przeznaczeniem na realizację projektu W tym domu się nie krzyczy.

Po raz pierwszy dla teatrów biorących udział w festiwalu zostały również przygotowane warsztaty. Zajęcia z aktorami zespołów amatorskich poprowadził Paweł Paszta. Pod hasłem Ucho-echo. Usłyszeć siebie młodzi artyści uczyli się różnych form współpracy na scenie. Natomiast instruktorów teatralnych uczestniczących w Konfrontacjach zaprosiła na warsztat Agnieszka Zakrzewska. Tytuł tych warsztatów: Serce – jak sprawić by biło? odnosił się do metody budowania spektaklu w oparciu o mapowanie procesów pracy z grupą, poszukiwania, jak procesy przepływają, tętnią, gdzie tworzą się zatory

Pięć konkursowych spektakli połączył motyw dzieciństwa, dojrzewania i relacji dzieci i młodzieży ze światem. Pomimo wielu różnic w formie, różnorakiego podejścia do tej tematyki, trudno odmówić któremukolwiek z przedstawień szczerości. Twórcy mówili swoim głosem i wyrażali siebie. Często powtarza się – być może niesprawiedliwą – opinię, że dorośli nie zawsze mają czas i nie zawsze też mają ochotę, aby słuchać swoich dzieci. Repertuar teatralnych Konfrontacji w 2018 roku mógł częściowo uzupełnić tę swoistą lukę poznawczą. Pełne ekspresji spektakle podejmowały bowiem tematy żywo interesujące współczesnych nastolatków i osoby wkraczające w dorosłość, nawet jeśli, tak jak w zwycięskim przedstawieniu, owe tematy ubrane zostały w kostium historyczny.