Spotkanie twórców filmowych

Ósme już Konfrontacje Amatorskiej Twórczości Artystycznej Regionu w dziedzinie filmu, organizowane przez Wojewódzki Ośrodek Animacji Kultury w Toruniu, zmieniły nieco w 2019 roku swój charakter. Jurorzy debatujący nad wyborem filmów do finałowego przeglądu – Karolina Fordońska, Jędrzej Bączyk, Wojciech Budny – zadali sobie pytanie czy w przypadku wszystkich twórców, którzy zgłaszają swoje filmy na Konfrontacje … Czytaj dalej Spotkanie twórców filmowych

Spotkanie twórców filmowych

Ósme już Konfrontacje Amatorskiej Twórczości Artystycznej Regionu w dziedzinie filmu, organizowane przez Wojewódzki Ośrodek Animacji Kultury w Toruniu, zmieniły nieco w 2019 roku swój charakter. Jurorzy debatujący nad wyborem filmów do finałowego przeglądu – Karolina Fordońska, Jędrzej Bączyk, Wojciech Budny – zadali sobie pytanie czy w przypadku wszystkich twórców, którzy zgłaszają swoje filmy na Konfrontacje można mówić o twórczości amatorskiej. Oczywiście do identyfikacji sztuki amatorskiej potrzebne jest wyjaśnienie znaczenia rzeczownika amator. Słownik języka polskiego PWN podaje cztery definicje tego słowa. Najpopularniejszym jest chyba osoba wykonująca coś bez fachowego przygotowania. I jeżeli brać pod uwagę, że filmowego fachu nauczyć można się jedynie w szkole filmowej, to rzeczywiście – uczestnicy Konfrontacji filmowych są amatorami. Założenia ogólne regulaminu informują, że Konfrontacje są twórczym spotkaniem służącym prezentacji osiągnięć artystycznych i promocji dokonań artystów amatorów. Co to jednak dokładnie znaczy: amator? Żaden z dotychczasowych uczestników nie był absolwentem szkoły filmowej. Nie są jednak wykluczeni filmowcy, którzy ukończyli warsztaty i kursy (także organizowane przez szkoły filmowe) lub na co dzień pracujący w filmie, odnoszący filmowe sukcesy i na filmie zarabiający. Czy więc wciąż można nazwać ich amatorami? Według drugiej słownikowej definicji amator to osoba, która zajmuje się czymś dla przyjemności. I tu, zdawać by się mogło, mamy rozwiązanie. Bo nikt chyba, kto poświęca swój czas i talent na zrobienie filmu, nie mógłby nie czerpać z tego przyjemności. Z drugiej jednak strony czy ci, którzy robią filmy nie tylko dla frajdy, ale także na nich zarabiają – a tacy również są uczestnikami Konfrontacji – także są amatorami? Szczególnie jeśli zleceniodawcy uważają ich pracę za tak profesjonalną, że podejmują z nimi stałą współpracę biznesową?

Odwieczny dylemat trwa, jednak w tym roku jurorskie gremium głośno wyraziło opinię, że nazwa Konfrontacje Amatorskiej Twórczości traci wyrazistość. Widać, że młodzi twórcy – i to nie zawsze młodzi metryką, ale siłą zaangażowania, determinacją, i hartem ducha – realizują swoje filmy coraz bardziej profesjonalnie. Czasem jednak mają dobry temat, który rozpada się w kiepskiej narracji, czasami zachwycają warstwą wizualną, natomiast nie wiadomo co – oprócz ładnych obrazków – chcieli w danym filmie pokazać. Boje filmowe raz udają się bardziej, raz mniej, ale każdy, kto sięga teraz po kamerę ma o robieniu filmów jakieś pojęcie – z bardzo łatwo dostępnych książek branżowych, magazynów specjalistycznych, internetowych kursów i tutoriali.

Jurorzy tradycyjnie głoszą, że najważniejszy jest pomysł i scenariusz, zaś technika nie jest pierwszorzędna. W nagrodzonych w tym roku filmach jedno z drugim jest jednak połączone. Podobnie było i w zeszłym roku. Na myśl od razu przychodzi oniryczny, wielopłaszczyznowy, pięknie sfotografowany film Jarosława Piskozuba Między brzegami, który zdobył zeszłoroczne Grand Prix. Jarosław to już nie świeżynka, a parokrotny laureat poprzednich edycji KATAR Film. Reżyser, operator, montażysta, członek Bydgoskiej Kroniki Filmowej prowadzonej przez Marcina Sautera i Macieja Cuske. Zeszłoroczna pierwsza nagroda przypadła Mateuszowi Buławie, także członkowi BKF-u. Nieoczekiwane, bo o tym filmie mowa, znalazło się także w Konkursie Krótkometrażowych Filmów Dokumentalnych podczas Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych Camerimage. Sam pokaz na Camerimage jest nie lada wyróżnieniem. Świadczy o doskonałych umiejętnościach pracy z kamerą, operowania światłem oraz wyjątkowej wrażliwości wizualnej. Amatorzy więc czy już nie amatorzy?

Podczas tegorocznej edycji KATAR Film oceny dokonywało grono jurorskie w składzie: Remigiusz Zawadzki, Maciej Cuske i Julia Groszek. Remigiusz Zawadzki, operator i producent, jest związany z filmowym KATAR-em od początku. Pierwszy raz w zeszłym roku, w tym po raz drugi, na Konfrontacjach jurorował Maciej Cuske – reżyser, operator i scenarzysta. Pierwszy raz w historii KATAR Film, w jury zasiadła kobieta: reżyserka, scenarzystka i producentka, Julia Groszek. Sympatykom comiesięcznych spotkań filmowych W pierwszym rzędzie znana z filmu Arabski sekret, z którym odwiedziła WOAK w marcu 2018 roku.

Miejsce, w którym odbywał się przegląd finałowy, jest od kilku lat to samo. To przyjazne, klimatyzowane – co daje poczucie ulgi w majową gorączkę – Kino Centrum przy Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu w Toruniu.

Zeszłoroczne Konfrontacje, podobnie zresztą jak w dużej mierze Konfrontacje z lat wcześniejszych, zdominował film dokumentalny. Twórcy-amatorzy nie tylko najchętniej zgłaszają na konkurs właśnie ten rodzaj filmu, ale także najliczniej otrzymują za niego wyróżnienia. Przykładem jest KATAR 2018, podczas którego Grand Prix oraz trzy nagrody przypadły dokumentalistom właśnie. Jest to zjawisko bardzo krzepiące, ponieważ w przeszłości film dokumentalny traktowany był po macoszemu. Teraz filmy dokumentalne otrzymują osobne kategorie na festiwalach, co jednak nie jest zjawiskiem powszechnym (chlubnym przykładem jest wspomniany powyżej Festiwal Camerimage czy dedykowany młodym twórcom Młodzi i Film w Koszalinie). Profesjonaliści radzą początkującym twórcom, aby przygodę z filmem rozpoczynali właśnie od dokumentu. Stworzenie wiarygodnej fabuły, z autentycznymi, pełnokrwistymi postaciami jest dla młodego filmowca o wiele trudniejsze niż obserwacja dokumentalna, wymagająca wszakże odpowiedniego wyczucia, empatii, wrażliwości i oczywiście niczym niezmąconej ciekawości tematu filmu.

Tegoroczny KATAR był o tyle niezwykły, że zepchnął tradycyjny film dokumentalny na dalszy plan. Jury kwalifikujące zgłoszone filmy do przeglądu finałowego oceniło je dość surowo, dopuszczając do pokazu finałowego osiem z piętnastu nadesłanych. I tak widzowie mieli okazję obejrzeć 25 maja 2019 roku w Kinie Centrum dwa filmy fabularne, jeden wideoklip, jedną animację oraz cztery dokumenty, z których tylko jeden był typowym, klasycznym filmem dokumentalnym. Dwa filmy z tego zestawu były dokumentami historycznymi, upstrzonymi efektami specjalnymi i animacjami. Czwarty natomiast był dokumentem mocno kreacyjnym.

Nagrodę na tegorocznych Konfrontacjach otrzymała Natalia Oliwiak za ośmiominutową animację The game. Jury podjęło werdykt jednogłośnie. W uzasadnieniu usłyszeliśmy: za spójną i dojrzałą wypowiedź filmową w trudnej technice filmowej, jaką jest animacja. Wypowiedź filmowa Natalii jest rzeczywiście przemyślana i dojrzała. Artystka od lat specjalizuje się w animacji fulldome, czyli animacji stworzonej z myślą o pokazach na kopule planetarium. W tej dziedzinie w 2018 roku Natalia obroniła doktorat. Amatorka więc czy profesjonalistka? Nie jest to pierwsza tego typu animacja, którą Natalia zaprezentowała na Konfrontacjach. W poprzednich latach mieliśmy okazję oglądać jej Fantazję, The colors of the swing, Custrin – dzisiejszy Kostrzyń. The game jest utrzymaną w stylu vintage historią, poruszającą problem hazardu. Głównym bohaterem animacji jest mężczyzna, który swojego szczęścia szuka w kasynie. Uruchamia on automat – grę, w której rozpędzona kula jest odzwierciedleniem jego losu. Widz, przenosząc się do wnętrza automatu, podąża za kulą, przemierzając kolejne plansze gry. Animacji towarzyszy tematyczna, budująca nastrój muzyka Jędrzeja Rocheckiego, który od kilku lat na stałe współpracuje z Natalią Oliwiak. Artystka zdecydowała się na użycie w animacji twarzy znanych aktorów amerykańskich, obsadzanych w filmach noir. Dzięki temu zabiegowi The game jeszcze sugestywniej przenosi widza w fascynujący świat pełnego blichtru i ułudy kasyna. Do końca kibicujemy i współczujemy głównemu bohaterowi. A trzeba przyznać, że przy takiego rodzaju animacji, kiedy jej głównym celem jest olśnić i zadziwić widza, kiedy pokaźna jej część przedstawia samą grę (będącą jednak mimo wszystko metaforą życia mężczyzny) jest to nie lada wyczyn.

Na polu stricte wizualnym jury wyróżniło dwa filmy: Przechowalnię Marianny Korman oraz wideoklip do piosenki zespołu Sigals Bieg lat (nie dotyczy nas) w reżyserii Artura Czerwińskiego. Marianna otrzymała nagrodę za zdjęcia. Jest bowiem autorką zdjęć, reżyserką oraz współautorką scenariusza. Przechowalnia to kreacyjny dokument o toruńskim aktorze greckiego pochodzenia – Niko Niakasie. Niakas jest pomysłodawcą, współautorem scenariusza oraz opiekunem artystycznym filmu. Jest też oczywiście jego głównym bohaterem, charyzmatyczną, osobliwą indywidualnością. Jego postać niesie cały film. Wydaje się również, że bohater-aktor prowadzi po meandrach sztuki filmowej samą reżyserkę. Marianna sama przyznaje, że Niko taki jest, a ona sama nie czuje się najlepiej w roli reżysera. Najbardziej do gustu przypadła jej funkcja operatora. Za sztukę operatorską zresztą została doceniona podczas tegorocznego KATAR-u. Jurorzy zwrócili uwagę na plastykę, nieszablonowość i magię zdjęć. Nagroda utwierdziła Mariannę w przekonaniu, że chce zdawać do szkoły filmowej na kierunek operatorski właśnie. W Przechowalni jest debiutantką, jednak już zaczęła realizować kolejne projekty. Zachwyciły ją poszczególne etapy tworzeniu filmu, a także współpraca z utalentowanymi ludźmi o wielkich sercach, którzy niejednokrotnie pomagają sobie nawzajem ze względu na idée fixe, na pasję tworzenia.

W Przechowalni główny bohater, z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru, opowiada o różnych etapach życia, w którym nie brakowało przypadku i absurdu. Tym, co najbardziej udało się twórcom w tym filmie – oprócz świetnych kadrów i pięknej muzyki, skomponowanej w jedną noc (!) przez Marcina Partykę – jest zobrazowanie bohatera ekscentrycznego, ekstrawertycznego, pełnego pasji i życia, zakochanego we wszystkich kobietach, w którym stopniowo zaczynamy odkrywać niezwykłą wrażliwość i melancholię. Gdyby nie zaduma nad światem i życiem oraz występujący okresowo splin, spowodowany samotnością, film pozostawiałby w widzu zupełnie inne wrażenia. Oto król życia, otoczony coraz to nowymi kobietami, najbliżej związany jest tylko z jedną z nich – z muzą teatru, Melpomeną. Niko Niakas jawi się w Przechowalni jako człowiek nieszablonowy, refleksyjny i jak tytułowa przechowalnia – składuje w sobie całą feerię uczuć, emocji i barw.

Bieg lat (nie dotyczy nas) to teledysk do pierwszego singla bydgosko-warszawskiego zespołu muzycznego Sigals. Jurorzy docenili kunszt operatorski, montaż, ale laury postanowili przyznać szczegółowej oraz pełnej wdzięku scenografii. Wideoklip tworzony był przez grupę przyjaciół, dlatego w budowaniu scenografii brał udział cały zespół ludzi: przede wszystkim w pełni odpowiedzialne za scenografię Zofia Kochman, Zuzanna Kolanowska, Zuzanna Zajt. Dopomagał im reżyser Artur Czerwiński oraz menadżer zespołu i klawiszowiec Paweł Wiśniewski. Efekt jest rzeczywiście imponujący, jeśli brać pod uwagę niewysoki budżet oraz fakt, że Sigals to debiutanci. Wideoklip trzy miesiące po premierze miał już jedenaście tysięcy wyświetleń w serwisie YouTube. Jak na debiutantów to bardzo dobry wynik. Strzałem w dziesiątkę okazał się też wybór reżysera, absolwenta Politechniki Warszawskiej, który w 2018 roku został finalistą Papaya Young Directors, jednego z topowych konkursów dla młodych reżyserów branży reklamowej. Dzięki obyciu z reklamą Czerwiński wiedział jak w krótkim czasie trwania piosenki przedstawić zaskakujące, zabawne i atrakcyjne scenki, które spodobają się publiczności.

Trzecie wyróżnienie trafiło w ręce Grażyny Zielińskiej za twórcze wykorzystanie animacji w filmie o tematyce historycznej w Epopei narodowej. Jest to dokument, którego jedną z największych sił jest animacja stworzona przez Pawła Brakonieckiego, Mikołaja Saar-Kozłowskiego oraz Grażynę Zielińską. Przewijające się przez cały film animowane sytuacje, ludzie i zwierzęta są metaforą powstania warszawskiego, nierównych sił i paradoksu kapitulacji – zwycięstwa. Cały film jest rozważaniem, swoistą refleksją nad dylematem nie do rozwiązania: czy powstanie warszawskie miało sens. Autorka filmu spotyka się z powstańcami, którym – poza kamerą bądź na wizji – zdarza się negować swoje bohaterstwo. Wywiady są zestawione w kontraście z materiałami archiwalnymi: pompatycznymi, budzącymi respekt i grozę, chwytającymi za serce zdjęciami czy filmami, które udało się Zielińskiej uzbierać w pokaźną kolekcję. Autorka dokumentu mówi o formie Epopei narodowej jako o filmie, teatrze, animacji, archiwaliach, metaforze, symbolu, poezji z ukrytą wartością – powstańcem księdzem Janem Twardowskim (sama reżyserka jako narrator recytuje z offu wiersz ks. Twardowskiego Miłość). Epopeja narodowa jest swoistą hybrydą. Pomieszaniem tego wszystkiego, o czym wspomina Zielińska. W pewnych momenetach odnosi się wrażenie, że wszystkie te gatunki i techniki, zostały wrzucone do dokumentalnej formy filmowej i na oślep wymieszane – tu nierozmieszana gruda w postaci slajdów z kilkunastu czarno-białych zdjęć, innym razem animacja z fauną zestawiona jest z animacją przedstawiającą homo sapiens. Na pewno nie da się odmówić autorce (z wykształcenia konserwatorowi zabytków) pasji i zaangażowania w to, czemu się poświęca. Być może dlatego, z powodu mnogości pomysłów i zgromadzonych materiałów, w Epopei jest tyle eklektycznych elementów. Epopeja narodowa jest filmowym debiutem Grażyny Zielińskiej. Brawa na pewno należą się jej za determinację. Jaką drogą pójdzie w następnych filmach? To się okaże.

Kolejnym historycznym dokumentem prezentowanym podczas Konfrontacji jest dziesięciominutowy film My chcemy Polski! w reżyserii Marcina Łaukajtysa, który parokrotnie prezentował swoje filmy podczas KATAR-ów w latach ubiegłych (m.in. wyróżniony w 2015 roku Jasik Mordo z fartem czy Łukasz Borkowski, pilot motoparalotni). Pochodzący z Chełmży Łaukajtys jest twórcą amatorskiej, lokalnej telewizji internetowej, która działa na terenie gminy Chełmża i powiatu toruńskiego. Jego filmy dotyczą historii miasta i jego okolic, bądź prezentują postaci związane z Chełmżą i regionem. My chcemy Polski! w wielkim, ale umiejętnie opracowanym skrócie, przedstawia wydarzenia historyczne z lat 1917-1920 w Chełmży i jej okolicach. W filmie wykorzystano i połączono ze sobą różne techniki: grę aktorską, green screen, animację zdjęć i makiety modelarskiej, która powstała na potrzeby filmu. Postacią, która wprowadza widzów w świat z początku wieku jest kobieta-narrator, prywatnie żona reżysera, która spaceruje po zabytkowym chełmżyńskim rynku, raz w kostiumie z epoki, raz w ubraniu współczesnym, i przedstawia po kolei poszczególne wydarzenia. W filmie Łaukajtysa mnogość środków nie uwiera aż tak, jak w filmie Grażyny Zielińskiej. Rozczarowuje jednak trochę staranność wykonania. Nieumiejętnie wyreżyserowani statyści, którzy na ułamki sekund wychodzą z ról czy animowane detale – w jednych ujęciach ruchome, w innych nie – sprawiają, że, choć merytorycznie wszystko jest świetnie przygotowane, odczuwa się pewien wizualny niedosyt. Film powstał na stulecie odzyskania niepodległości przez Polskę i miał swoją premierę na chełmżyńskim rynku.

Dokumentem obserwacyjnym, niekreacyjnym, w którym kamera podąża za opowiadającym o swoim życiu bohaterze jest Zdun w reżyserii Bartosza Jaworskiego i Artura Dobiegały. Za zdjęcia odpowiedzialny jest wyróżniony w zeszłym roku na Konfrontacjach Kajetan Pochylski (za film Tam, gdzie koza chodzi). Jan Strychalski, główny bohater Zduna, za pośrednictwem kamery oprowadza widzów po swoich miejscach w historycznej Nieszawie. Od początku swojego dorosłego życia jest z nią bowiem związany. Spacer po mieście jest pretekstem do rozpoczęcia opowieści o pasji do życia i pracy. Pan Jan jest jednym z najstarszych zdunów w Polsce. Z wielkim przejęciem i zaangażowaniem prezentuje tajniki pracy zdunów, przytacza ciekawostki obyczajowe i historyczne. Film Jaworskiego i Dobiegały jest bardzo przyzwoicie zrobiony. Szkoda jedynie, że na końcu zabrakło puenty, zamknięcia całej opowieści. Po napisach końcowych co prawda słyszymy jeszcze krótką i dosadną, wręcz bolesną, krótką historię opowiedzianą przez pana Jana. Dzieje się to jednak po formalnym zamknięciu filmu, niektórzy mogą nawet nie dotrwać do tego momentu, wyłączając film na napisach końcowych (co jest zjawiskiem raczej powszechnym). Dodatkowo epizod opisany na końcu wymagałby rozwinięcia, przytoczenia podobnych wątków. Opowiastka po napisach zostaje w głowie na długo. Może o to właśnie chodziło – o zbudowanie mostu między bohaterem i odbiorcami. To tak, jakby spotkać w autobusie dawno niewidzianego dobrego znajomego i słuchać o jego barwnych przygodach – aż nagle wysiada na swoim przystanku, urywając swoją opowieść w pół słowa, zostawiając nas w pewnego rodzaju zadumie. Bartosz Jaworski, pomysłodawca i reżyser filmu, jest inżynierem dźwięku z ponaddziesięcioletnim doświadczeniem w branży muzycznej i filmowej. Zdun to jego pierwszy film krótkometrażowy, na realizację którego otrzymał stypendium Prezydenta Miasta Torunia w dziedzinie kultury.

Jednym z dwóch filmów fabularnych na tegorocznych Konfrontacjach było minutowe Prawo do miłości w reżyserii Kamili Agejczyk. Autorka mówi o swoim filmie: codzienne wydarzenia niecodziennych bohaterów. Miłość jest dla wszystkich, jednak często o tym zapominamy.

Prawo do miłości to krótka historia niepełnosprawnej pary, który spotyka się na randce w kawiarni. Przez cały film oglądamy ich drogę na miejsce spotkania. Widzimy jedynie detale otoczenia, w którym się znajdują, fragmenty twarzy czy sylwetki, kamera – prowadzona przez Michała Kosiaka – nie pokazuje ich jednak w całości. Na samym końcu widz skonfrontowany jest z dwiema niepełnosprawnymi osobami, które czule się ze sobą witają i deklamują, że mają prawo do miłości. Film przywodzi na myśl kampanię społeczną. Pomysł trochę okpatrzony, ale krótki czas trwania wychodzi Prawu… na plus. Być może gdyby film trwał dłużej, sposób narracji mógłby irytować. Trzymamy kciuki za dalsze zaangażowane społecznie filmowe przygody tandemu Kamila Agejczyk – Michał Kosiak. W 2017 roku otrzymali oni wyróżnienie za dwudziestominutowy, intymny obraz rodziny, ciepło i optymistycznie opowiadającej o trudach życia codziennego rodziny z dzieckiem z zespołem Downa – Trisomia 21.

Drugi film fabularny również jest zaangażowany społecznie. Stop dopalaczom – masz jedno życie to realizacja studentów pierwszego roku Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Etiuda ukazuje poważne zagrożenie, jakie niosą ze sobą dopalacze, które – wbrew pozorom – są bardzo łatwo dostępne. Dwie koleżanki wychodzą na wieczorną zabawę. Chcąc się lepiej bawić, sięgają po dopalacze. Dla jednej z nich kończy się to tragicznie. Dla dilera – również. Film nie jest bez wad, jednak docenić należy całkiem sporą sprawność realizatorską oraz zaangażowanie młodych ludzi w walkę z niebezpieczeństwem, jakim dla ich pokolenia są dopalacze. Biorąc pod uwagę, że są dopiero na pierwszym roku studiów, a chyba na poważnie zainteresowali się filmem (na biurku filmowej bohaterki znajduje się jedna z poczytniejszych książek na temat reżyserii filmowej Reżyserowanie aktorów Judith Weston; świadczy to chyba o tym, że pozycja należy do któregoś z członków ekipy filmowej), możemy spodziewać się kolejnych, miejmy nadzieję, że coraz bardziej udanych filmowych realizacji.

Wydarzeniem towarzyszącym tegorocznym Konfrontacjom był pokaz wielokrotnie nagradzanego na międzynarodowych festiwalach filmowych filmu Żalanasz – pusty brzeg w reżyserii jednego z najbardziej uznanych twórców regionu, Marcina Sautera. Tytułowy Żalanasz to miasto portowe nad częściowo wyschniętym jeziorem Aralskim. Miejsce pomiędzy wielką wodą i rozległą pustynią, niegdyś dobrze prosperujące ogniwo gospodarki sowieckiej, dzisiaj zaledwie cień dawnej świetności. W obiektywie Marcina Sautera Żalanasz to jednak nie tylko sugestywne krajobrazy, lecz przede wszystkim losy ludzi, którzy zainwestowali tutaj swoje życiowe nadzieje i oczekiwania, a teraz pozostało im trawić swoją samotność pośród ruin statków oraz portowych żurawi. Żalanasz otrzymywał nagrody w Stanach, Turcji, Holandii, Ukrainie i Polsce – za najlepszy film, zdjęcia i montaż. Otarł się o Oscara. Marcin Sauter wywodzi się z kina niezależnego, ale dzięki uporowi, ciężkiej pracy i pasji, o jego filmach, realizowanych w różnych częściach świata, na całym świecie też słyszano. Utalentowany Sauter jest przykładem tego, że warto walczyć o swoje marzenia. Niektórzy marzą o tym, żeby zwiedzać świat ze swoimi filmami, niektórzy o tym, żeby filmy po prostu robić. WOAK regularnie wspiera wszelakich filmowych twórców: corocznie poprzez KATAR filmowy oraz co miesiąc poprzez filmowe spotkania W pierwszym rzędzie, podczas których uczestnicy mogą brać udział w warsztatach, rozmawiać, dyskutować i oglądać filmy. Tutaj profesjonaliści spotykają się z pasjonatami i amatorami. Na wszystkie wydarzenie filmowe serdecznie do WOAK-u zapraszamy. Od amatorskich marzeń się zaczyna, a potem – kto wie – może ktoś stanie się kolejną, wykraczającą daleko poza region, filmową inspiracją dla innych, tak jak na przykład Marcin Sauter.