Spotkania W pierwszym rzędzie

Comiesięczne środowe spotkania filmowe W pierwszym rzędzie, które na początku 2018 roku obchodziły dwa lata, zrodziły się z potrzeby tworzenia, filmowej ciekawości i wielkiej pasji do filmowej sztuki. Seans filmowy to uczta dla ducha, określone emocje, myśli i odczucia pozostające z odbiorcą przez wiele godzin czy nawet dni. Z tego powodu widz niejednokrotnie pragnie eksplorować … Czytaj dalej Spotkania W pierwszym rzędzie

Spotkania W pierwszym rzędzie

Comiesięczne środowe spotkania filmowe W pierwszym rzędzie, które na początku 2018 roku obchodziły dwa lata, zrodziły się z potrzeby tworzenia, filmowej ciekawości i wielkiej pasji do filmowej sztuki. Seans filmowy to uczta dla ducha, określone emocje, myśli i odczucia pozostające z odbiorcą przez wiele godzin czy nawet dni. Z tego powodu widz niejednokrotnie pragnie eksplorować temat – przedstawiany na ekranie, a także na ekranie niepokazywany. Chodzi tutaj o przyjrzenie się pracy filmowca od kuchni, o samych twórców, o ich historię, motywację, wrażliwość, marzenia i plany. Pierwszy rząd odpowiada na te potrzeby. Co miesiąc Wojewódzki Ośrodek Animacji Kultury w Toruniu staje się miejscem, w którym spotykają się widzowie, pasjonaci, ludzie, którzy próbują realizować własne formy filmowe i ci, którzy mają już w dorobku pokaźną listę realizacji. Kameralne grono spotyka się, ogląda filmy niedostępne na co dzień w kinach czy w internecie. Rozmawia o nich z ich twórcami, pyta, podsuwa pomysły, kibicuje i wychodzi z refleksją nad życiem, bo film przecież jest bogatym w różnorakie emocje odzwierciedleniem życia. Im wrażeń więcej, im głębiej w nas zostają po projekcji, tym chętniej wybieramy się na seans kolejnego filmu i z czasem wyrabiamy sobie konkretny, własny filmowy gust.

 

Dookoła świata

Rok 2018 rozpoczął się nową pierwszorzędową serią, zatytułowaną Dookoła świata. Jej celem było przedstawienie widzom krótkometrażowych filmów zagranicznych, uznanych przez publiczność festiwalową na całym świecie. Pokaz styczniowy skupił się na trzech filmach europejskich. Z Łotwy, Serbii oraz Węgier. Wyboru filmów, podobnie jak ich tłumaczeń, dokonała Karolina Fordońska.

Reprezentantem Łotwy był dwudziestopięciominutowy Papa Valerijsa Olehno, uznany przez Latvian Guild of Cinematographers za jeden z najlepszych łotewskich filmów krótkometrażowych 2015 roku. Jest także najczęściej nagradzanym filmem w dotychczasowej karierze Valerijsa Olehno. Papa to subtelna, skromna, a jednocześnie bardzo wciągająca i emocjonująca, historia Leonisa, dopiero co zwolnionego z więzienia ojca, który pragnie odzyskać zaufanie ukochanego syna. Okazuje się jednak, że dobre chęci i pragnienie miłości to za mało. Ojciec i syn, wraz z kompanią znajomych, spędzają razem dzień, który, być może, okaże się ostatnim dla jednego z nich… W rolę tytułowego „papy” wcielił się Andris Keišs, jeden z najpopularniejszych aktorów łotewskich. Doceniany także poza swoją ojczyzną, m.in. przez Rosjanina Andreya Zvyagintseva i obsadzony w jednej z ważniejszych ról w głośnym filmie Niemiłość z 2017 roku. Valerijs Olehno z wielkim entuzjazmem wyraził zgodę na pokaz Papy w Toruniu. Jak sam się wyraził: To wielki zaszczyt pokazywać swój film w jednym z nadbałtyckich krajów. Trudno orzec czy to sentyment znad Bałtyku, podobne problemy i wrażliwość nadbałtyckich mieszkańców czy po prostu bardzo dobrze zrealizowany film, pozostawiły widzów po projekcji w długiej zadumie.

Drugim filmem prezentowanym w serii Dookoła świata było ośmiominutowe Finale Węgra Balázsa Simonyia. Film zdobył Złotą Kijankę za najlepsze zdjęcia Balázsa Revesza na Festiwalu Camerimage w 2011 roku. Tytuł nawiązuje do wyrafinowanego i jednocześnie pełnego humoru zakończenia filmu, a także do arii operowej, śpiewanej w filmie przez węgierską sopranistkę Magdolnę Szabó. Finale jest lekką, oryginalną i rozbrajającą opowieścią, nakręconą w jednym ujęciu (uściślając: w dwóch ujęciach). Jej bohaterami jest dwóch eleganckich mężczyzn, którzy po krótkiej rozgrzewce w barze, ruszają w nocne miasto. Mają przed sobą trudne zadanie do wykonania. Jakie? No właśnie. Balázs Simonyi od czasu Finale określany jest mianem węgierskiego mistrza rozbrajających zakończeń…

Trzeci film ze styczniowej serii Dookoła świata to dwudziestominutowe While they were flying to the Moon, wschodzącej gwiazdy kina serbskiego, Borisa Simovica. Nagrodzony na Festiwalu Hollyshorts w Hollywood film jest przepiękną wizualnie, zrealizowaną z dbałością o najmniejsze szczegóły, historią dwojga nieznajomych, którzy spotykają się 20 lipca 1969 roku – w dniu, w którym Apollo 11 wylądował na Księżycu. Miasto, w którym dzieje się akcja, wydaje się być opuszczone; wszyscy, jak zahipnotyzowani, oglądają transmisję telewizyjną. Oprócz dwojga ludzi, którzy rozpoczynają między sobą przewrotną, pełną napięcia i subtelności grę. While they were flying to the Moon jest krótkometrażowym debiutem fabularnym reżysera. Wcześniej, a także po nakręceniu While they were flying…, Simovic zajmował się głównie realizacją efektów specjalnych w czołowych serbskich produkcjach filmowych. Stąd może zachwycająca plastyczność w jego własnym autorskim filmie. Ośmielony nagrodami oraz zauroczony reżyserią, wciąż do niej powraca. Od czasu While they were flying to the Moon z 2015 roku Simovic zrealizował dwa filmy: jeden animowany, drugi aktorski, który obecnie jest na etapie postprodukcji.

W roku 2018 Pierwszy rząd poświęcił tylko jedno spotkanie na projekcję filmów zagranicznych. Kolejne Dookoła świata przewidziane jest na rok 2019. Wydawać by się mogło, że po bardzo ciepłym przyjęciu starannie dobranych filmów, seria zagraniczna powinna gościć w WOAK-u częściej. W rodzimej niezależnej kinematografii dzieje się jednak tyle, że organizatorzy nie mogli odmówić sobie prezentowania znakomitych filmów polskich i zapraszania ich twórców, którzy dzielili się swoim doświadczeniem, inspiracjami, a także parokrotnie prowadzili spontanicznie mini warsztaty.

 

Bliski mi jesteś, Toruniu

W lutym 2018 roku spotkania filmowe W pierwszym rzędzie obchodziły dwa lata swojego istnienia. Pobity został wówczas rekord frekwencyjny. Na pierwszym spotkaniu W pierwszym rzędzie w lutym 2016 roku, kiedy to gościem był absolwent Gdyńskiej Szkoły Filmowej Miłosz Sakowski, prezentujący swój film Dzień Babci, brakowało miejsc siedzących. Dwa lata później zabrakło nawet stojących miejsc pod ścianami. Publiczność oglądała film a później uczestniczyła w spotkaniu, tłocząc się na korytarzu. Było jednak warto. Dla wzruszeń i pięknych emocji. Gośćmi spotkania była barwna, wielopokoleniowa rodzina Smużnych, która w szczególny sposób umiłowała sobie Toruń. Wśród członków rodziny są plastycy, aktorzy i performerzy. Na spotkanie przybył nestor rodziny, profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika Wiesław Smużny wraz z żoną Marią oraz synem Dominikiem. Ich obecność podyktowana została tematem prezentowanego filmu. Były to dokumentalne Smugi w reżyserii przedwcześnie zmarłego w październiku 2017 roku reżysera Marcina Gładycha. Podobnie jak rodzina Smużnych, silnie związanego z Toruniem. Na spotkaniu pojawił się również współreżyser Smug – Adam Fisz oraz montażysta Jacek Banach. Obaj artyści oraz Marcin Gładych od lat tworzyli toruńskie środowisko filmowe. Stąd też tytuł lutowego spotkania – Bliski mi jesteś, Toruniu. I tak w WOAK-u zgromadzili się twórcy, bohaterowie filmu, a także licznie przybyli torunianie.

Lutowa projekcja była dopiero drugim publicznym pokazem filmu, który miał swoją premierę w październiku 2017 roku na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Niepokornych Tofifest, w kilka dni po śmierci Gładycha. Osoba reżysera zdominowała spotkanie. Wspominali go przyjaciele i współpracownicy. Nie obyło się bez łez wzruszenia. Wszystko odbywało się w bardzo ciepłej, rodzinnej atmosferze i wzajemnym szacunku. Niejeden gość Pierwszego rzędu zwracał uwagę, że spotkania mają bardzo rodzinny, kameralny charakter i bardzo przyjazną aurę. Łatwo jest się tutaj otworzyć, opowiadać o rzeczach osobistych. Publiczność słucha twórców, a twórcy słuchają publiczności. Dlatego tak istotne jest określanie Pierwszego rzędu jako „spotkań”. Nie jest to jedynie projekcja, wykład czy warsztaty. Każdy ma prawo do podzielenia się swoim zdaniem, refleksją, zadania pytania. Tak było i w przypadku spotkania z twórcami Smug i rodziną Smużnych. Oprócz swoistego requiem dla Marcina Gładycha, goście opowiadali o filmowym życiu Torunia, o trudach filmowców z mniejszych miast i przychylności włodarzy dla filmowych działań. Profesor Smużny swoją osobowością i poczuciem humoru skradł serca publiczności. Przywoływał anegdoty oraz bez skrępowania mówił o miłości. Do żony, rodziny, kobiet i świata. Smugi są jedynie wycinkiem historii wielkiej pasji i miłości ludzi kochających sztukę i siebie nawzajem. Były też wspaniałym pretekstem do pięknego, wartościowego spotkania, które miało miejsce w WOAK-u. Bliski mi jesteś, Toruniu było najbardziej emocjonalnym spotkaniem 2018 roku. Nie tylko ze względu na żywe wspomnienie Marcina Gładycha, ale i dlatego, że serdeczność i bezpośredniość twórców oraz otwartość i życzliwa ciekawość widzów utworzyły w pamięci ujmujące i wdzięczne wspomnienia.

 

Arabski sekret Julii Groszek

Po zaśnieżonych miesiącach zimowych, w marcu w Pierwszym rzędzie powiało egzotyką. Gościem marcowego spotkania była reżyserka, kosmopolitka, człowiek – żywioł – Julia Groszek. I choć spotkanie z Julią dotyczyło wielu jej wcześniejszych, realizowanych tak w Polsce, jak i poza jej granicami produkcji, spotkaniu towarzyszyła projekcja jednego filmu – Arabskiego sekretu. Emocjonalnej ballady o poszukiwaniu samego siebie, ukazanym przez pryzmat dwóch światów i dwóch kultur. Urodzony w Polsce trzydziestoparoletni bohater, Kamil, pragnie poznać swojego ojca, Ilhama Al Madafai – bliskowschodnią gwiazdę arabskiej muzyki folkowej. Ojciec i syn nigdy wcześniej się nie spotkali. Podróż, którą bohater odbywa wraz z filmową ekipą, to jednocześnie próba znalezienia odpowiedzi na pytanie o sens życia i własne korzenie. Historia przedstawiona na ekranie porywa uwagę widza od pierwszych minut projekcji. Film wciąga, kipi emocjami. Poprzez nieoczekiwane zwroty akcji i zakończenie – pozostaje w głowie przez wiele kolejnych dni.

Julia poznała bohatera swojego filmu na kolacji u przyjaciół. Wydał jej się interesującym, nietuzinkowym człowiekiem. Na kolejnym spotkaniu Kamil opowiedział jej o swoim sławnym ojcu, znany przez Kamila z okładek płyt, internetu, zdjęć z matką, ale nigdy nie poznanym na żywo. Co więcej, ojciec nawet nie wiedział o jego istnieniu. Dokumentalna wrażliwość Julii nie pozwoliła jej nie podjąć takiego tematu. Kamil przystał na realizację filmu o nim z nadzieją, że produkcja umożliwi mu spotkanie z człowiekiem, którego od wielu lat pragnął poznać. Co, biorąc pod uwagę, że Ilham Al Madafai znajduje się na sto dziewiętnastej pozycji pięciuset najbardziej wpływowych Arabów na świecie, było dla Kamila nieosiągalne w zwykłej rzeczywistości. Film stał się dla niego szansą. Dla Julii również. Jako reżyserki, ale także jako osoby o wrażliwym, odważnym sercu, która – mogąc nakręcić dobry materiał – może także pomóc drugiemu człowiekowi. Film w dużej mierze realizowany był podczas kursu dokumentalnego Doc Pro w Wajda School. Jego opiekunem został Marcel Łoziński. Poprzeczka była więc ustawiona wysoko. Zdjęcia do filmu trwały z kilkumiesięcznymi przerwami dwa i pół roku. Ekipa realizowała materiał w Warszawie, a także w Ammanie, stolicy Jordanii. Nie obyło się bez wielu trudności i napięć wynikających z wielkiej niewiadomej – bezpośredniego spotkania z Al Madafaiem. Reżyserka niejednokrotnie pracowała już jednak w niesprzyjających warunkach. Realizowała dokument o rumuńskich robotnikach, mieszkających z dala od swoich rodzin w starych, już niefunkcjonujących wagonach kolejowych. Czterokrotnie brała udział w 48 Hour Film Project, czyli projekcie, którego uczestnicy mają za zadanie wyprodukowanie filmu w 48 godzin. Nieobce jest jej także kierownictwo produkcji. Podczas realizacji Arabskiego sekretu, choć bardzo żmudnej i stresującej, szczęście również dopisało Julii. Kamilowi i ekipie udało się spotkać z Ilhamem Al Madafaiem. Co z tego wyszło? Podążając za tytułem filmu – nie na miejscu byłoby zdradzać jak zakończył się film. Zwłaszcza, że jego końcówka to nie koniec historii pragnień i oczekiwań Kamila i jego ojca.

 

Naucz się rysować film – storyboard

Naucz się rysować film – storyboard to tytuł kwietniowego spotkania. Jego gościem był najbardziej rozchwytywany polski storyboardzista oraz reżyser Mateusz Rakowicz. Jako storyboardzista współpracował m.in. z Agnieszką Holland, Kasią Adamik, Juliuszem Machulskim, Władysławem Pasikowskim czy Gregiem Zglińskim. Jest autorem ponad pięciuset storyboardów do filmów reklamowych. Do Pierwszego rzędu został zaproszony, aby opowiedzieć o storyboardzie i poprowadzić na ten temat krótkie warsztaty. Czym właściwie jest storyboard? I czy potrzebny jest filmowcowi? Storyboard to graficzne rozrysowanie ujęć, które pojawią się w przyszłym filmie. Szkice przedstawiają następujące po sobie ujęcia i służą całej ekipie filmowej: pionowi reżyserskiemu, operatorskiemu i scenograficznemu. Zdarza się, że twórcy – najczęściej przy niewielkich projektach – nie decydują się na stworzenie storyboardu. Oszczędza to jednak czas podczas planu zdjęciowego; nie trzeba się wówczas naradzać: gdzie i w jaki sposób ustawić kamerę, jak oświetlić plan. Kwietniowy gość Pierwszego rzędu z 2017 roku, reżyser Bartek Kulas, przed realizacją swojego debiutu Circus Maximus poświęcił kilka miesięcy na stworzenie szczegółowego storyboardu opowieści. Robił to sam, bez pomocy autora zdjęć. Przy wejściu na plan operator był jedynie rzemieślnikiem, odwzorowującym autorską, nie znoszącą sprzeciwu wizję reżysera.

Storyboard przyspiesza i ułatwia pracę na planie, pozwala „obejrzeć film” jeszcze przed jego nakręceniem; przyjrzeć się koncepcji operatorskiej, wyczuć atmosferę.

Mateusz Rakowicz po ukończeniu warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych rozpoczął współpracę ze studiami produkcyjnymi, rysując storyboardy do filmów reklamowych. W reklamie czas jest na wagę złota, płaci się za każdy ruch na planie zdjęciowym, wszystko więc musi być wcześniej dokładnie przygotowane. Z miesiąca na miesiąc artyście przybywało pracy. W tym czasie współpracował z muzykami, twórcami filmów krótkometrażowych oraz przydarzyła mu się współpraca przy pełnometrażowej amerykańsko-brytyjsko-polskiej koprodukcji. Za punkt zwrotny w swojej karierze Mateusz uważa spotkanie z Agnieszką Holland i Kasią Adamik przy serialu i filmie fabularnym Janosik. Historia prawdziwa. Od tego czasu potoczyło się lawino. Artysta zafascynował się reżyserią, którą interesował się w czasach studenckich; gdyby nie reżyseria i chęć panowania nad narracją filmowej opowieści, prawdopodobnie nigdy nie zająłby się storyboardem. Mateusz nakręcił kilkadziesiąt reklam i wideoklipów, m.in. dla Ani Dąbrowskiej, Pezeta, Afromentalu i Kamila Bednarka. Pośród dokonań ma dwa filmy krótkometrażowe, jest współreżyserem jednego pełnego metrażu, a obecnie pracuje nad autorskim debiutem pełnometrażowym. Jeden z jego filmów, trzydziestominutowy Romantik, zrealizowany w programie Trzydzieści minut Studia Munka, zaprezentowany był pierwszorzędowej publiczności. Mateusz opowiadał o realizacji filmu, współpracy z Robertem Więckiewiczem, który zagrał główną rolę w Romantiku, o swoich doświadczeniach reżyserskich, producenckich i doświadczeniach storyboardzisty. Wiedział bowiem, że jego film – choć zjeździł pół świata i nagradzany był na wielu międzynarodowych festiwalach filmowych – jest tylko pretekstem do rozpoczęcia opowieści o storyboardzie. Mateusz przedstawił jego znaczenie, określił chronologię i sposób pracy, zaprezentował przykłady użycia storyboardów w znanych światowych produkcjach. Otrzymał od organizatorów Pierwszego rzędu fragment scenariusza niepowstałego jeszcze filmu i wraz z widzami rozrysowywał ujęcia poszczególnych scen, ucząc jednocześnie strategii realizatorskiej i wrażliwości oraz uważności na sferę wizualną.

Różnorakim konstrukcjom graficznym scen i pytaniom nie było końca. Spotkanie i miniwarsztaty z Mateuszem Rakowiczem były jednym z najdłuższych spotkań w czasie dwóch lat trwania Pierwszego rzędu. Dłuższe były tylko trwające ponad trzy godziny warsztaty operatorskie zapoznające ze stabilizatorami kamerowymi, prowadzone w 2016 roku przez członków MOV Studio: Kamila Kamińskiego, Natalię Miedziak-Skonieczną oraz Adama Antoniuka.

 

Warsztaty z Maciejem Cuske

Maj upłynął w WOAK-u pod znakiem Konfrontacji Amatorskiej Twórczości Artystycznej Regionu w dziedzinie filmu. W tym miesiącu nie odbyło się spotkanie W pierwszym rzędzie. Widzowie mogli natomiast udać się do Kina Centrum w Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu i tam obejrzeć najlepsze niezależne produkcje filmowe regionu. Ci, w których po kwietniowym spotkaniu z Mateuszem Rakowiczem obudziła się twórcza pasja mogli wziąć udział w warsztatach dokumentalnych prowadzonych przez Macieja Cuske, reżysera, operatora i scenarzystę. Maciej na przykładzie swoich filmów opowiadał o realizatorskiej uwadze, bystrości i otwartości na potencjalnego bohatera i otaczającą rzeczywistość. Uczestnicy warsztatów mieli okazję przećwiczyć jego rady w praktyce.

Należy zaznaczyć, że główna nagroda KATAR Film 2018 trafiła w ręce Jarosława Piskozuba za czternastominutowy oniryczny film Między brzegami. Pierwszą nagrodę otrzymała dziewięciominutowa impresja Nieoczekiwane Mateusza Buławy. Drugą nagrodę zdobył Test Ewy i Pawła Piątków, natomiast III nagrodę – Tam, gdzie koza chodzi Kajetana Pochylskiego. Wszystkie nagrodzone filmy były dokumentami. Zagadka zemsty Szymona Skowrońskiego była jedynym filmem fabularnym zaprezentowanym w całym konkursie. Jury postanowiło przyznać filmowi wyróżnienie honorowe. A jurorami podczas majowych Konfrontacji byli: Maciej Cuske, Jędrzej Bączyk i Remigiusz Zawadzki.

 

48 Hour Film Project

Czerwcowe spotkanie było ostatnim, a uściślając – ostatnią filmową projekcją, przed okresem wakacyjnym. Widzowie obejrzeli osiem krótkich metraży powstałych podczas 48 Hour Film Project. Jest to projekt (w którym parokrotnie brała udział Julia Groszek), podczas którego uczestnicy mają za cel stworzenie w ciągu 48 godzin filmu krótkometrażowego. Wydarzenie odbywa się co roku w blisko 170 miastach na 6 kontynentach, gromadząc 150 000 filmowców z różnych krajów. Na czerwcowy Pierwszy rząd organizatorzy 48 Film… udostępnili najlepsze filmy powstałe podczas polskiej edycji w ciągu ostatnich kilku lat. Były to nagrodzone lub wyróżnione podczas gal finałowych, wyprodukowane w 2017 roku: Minus jeden w reżyserii Jakuba Józefowicza,  Maciej Bierut w reżyserii Macieja Bieruta, Supresja w reżyserii Zofii Dowiatt, Czerwone Justyny Święs oraz Irys Marii Zatorskiej i Łukasza Kobylarza. Z 2016 roku: Zwłoka Konrada Domaszewskiego, z 2015 roku Ta jedyna w reżyserii i produkcji Nadal Studio oraz z 2013 roku W oparach Nikisza w reżyserii Dariusza Drzewieckiego i Grzegorza Gospodarka. Gatunki filmów oraz ich tematyka są zupełnie odmienne, ponieważ uczestnicy 48 Hour Film Project losują hasła dotyczące gatunku powstającego filmu. Dodatkowo losują trzy słowa, które mają określać temat, postać, przestrzeń lub rekwizyt mające się pojawić w ich filmie.

48 Hour Film Project to dobry warsztat dla młodych filmowców: uczą się pracy pod presją czasu, komunikatywności we współpracy z nowopoznanymi osobami oraz kreatywnego myślenia. I przede wszystkim tego, że realizowanie filmu to bardzo ciężka praca. I jeszcze większa radość i satysfakcja.

 

Wszystko z nami w porządku Borysa Nieśpielaka

Od ubiegłego roku, spotkania W pierwszym rzędzie usypiają na czas wakacji. Na rozpoczęcie nowego sezonu organizatorzy postawili na inspirujące, motywując do działania spotkanie i seans. Gościem wrześniowego Pierwszego rzędu był Borys Nieśpielak, fotograf i filmowiec, laureat wielu ogólnopolskich konkursów fotograficznych. Borys przyjechał do WOAK-u ze swoim godzinnym debiutem dokumentalnym Wszystko z nami w porządku. Film, wywodzący się z kina amatorskiego, na ostatniej produkcyjnej prostej wspierany przez Krakowski Park Technologiczny MultiLab, został entuzjastycznie przyjęty przez krytyków i publiczność zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami. Jako jeden z pięciu polskich dokumentów prezentowany był na największym festiwalu filmów dokumentalnych na świecie DOKer w Moskwie.

Nieśpielak, jako fotograf i wykładowca Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu, obrazem fotograficznym interesował się właściwie od zawsze. Obrazem filmowym trochę krócej, jednak była (i wciąż jest) to miłość ogromna i namiętna. Świadczy o tym chociażby fakt, że reżyser samodzielnie sfinansował całą produkcję. Pracując na wielu planach filmowych jako fotosista, stwierdził, że nie będzie czekał latami na przyznanie odpowiednio wysokiego dofinansowania. Wziął kredyt. Zdjęcia do filmu trwały pół roku. Postprodukcja, razem z licznymi konsultacjami, około ośmiu miesięcy. Na własną rękę zajął się promocją i marketingiem. Namawiał znanych krytyków do obejrzenia filmu i napisania recenzji, których w mediach, poprzez jego determinację, pojawiło się mnóstwo. Zainteresowane środowisko także wspierało Borysa w jego działaniach.

Wszystko z nami w porządku jest pierwszym filmem o twórcach gier komputerowych. Rafał i Bartek rzucają pracę w korporacji i postanawiają stworzyć swoją pierwszą grę video (Lichtspeer). Film pokazuje ostatnie miesiące pracy nad projektem, zmagania z wydaniem wersji na Playstation, emocje bohaterów związane z premierą oraz próby przebicia się do świadomości gwiazd youtuba i prasy branżowej. Autentyczność i wiara w powodzenie bohaterów, niespodziewane zwroty akcji oraz zręczny montaż sprawiają, że godzina seansu mija niezauważalnie. W trakcie projekcji widz nie zdaje sobie sprawy, że utożsamia się z nimi w ich poczynaniach i szczerze im kibicuje.

Nieśpielak poprzez pokazanie zmagań Rafała Zaremby i Bartka Pieczonki stworzył apoteozę ciężkiej pracy i wiary w sukces, niekiedy momentów załamań, które można odnieść do każdej dziedziny ważnej dla człowieka. Wszystko z nami w porządku jest także zwierciadłem samego reżysera. Żmudnej pracy, sukcesów i porażek podczas pracy nad filmem. Reasumując jednak – mimo, że Borys nie zbił fortuny na Wszystko z nami… i mimo tego, że kredyt jeszcze nie zwrócił mu się całkowicie – wie, że warto. W marcu film pokazywany będzie na GDC 2019, największej na świecie konferencji dla twórców gier w San Francisco. Reżyser pracuje także nad kolejnym filmem dokumentalnym o podobnej tematyce. Tym razem o jednym z guru polskich programistów komputerowych.

 

Lato Aleksandry Mazoń

Jesienią do WOAK-u zawitało Lato. Lato w reżyserii Aleksandry Mazoń, reżyserki i aktorki z Wrocławia. Ola miała na swoim koncie nakręcony w 2007 roku film krótkometrażowy Raz, dwa, trzy, który został – ku jej zdziwieniu i radości – doceniony na wielu przeglądach i festiwalach kina amatorskiego i niezależnego. Na co dzień Ola pracuje we Wrocławskim Teatrze Lalek, grywa w serialach. Pisze także scenariusze. Ma już ich pokaźną kolekcję. Przystępując do realizacji średniometrażowego Lata wiedziała, że jest gotowa nakręcić jego kolejne części – Zimę, Wiosnę i Jesień, które połączone w jedno będą mogły stworzyć emocjonalny, pokazujący feerię uczuć pełen metraż. Wchodząc na plan Lata, reżyserka i ekipa mieli opracowaną koncepcję w najdrobniejszych szczegółach. Nic nie mogło ich zaskoczyć. Determinacja, pasja i afirmacja powodzenia nawet największą ulewę przemieniały w słońce w zaledwie kilka minut. W filmie to widać. Każdy ruch, każde spojrzenie i ruch są precyzyjnie dopracowane. Po nakręceniu Raz, dwa, trzy Ola marzyła o kolejnym filmie. Ogromny wysiłek scenopisarski, logistyczny i produkcyjny wypełnił dziewięć lat. Czas mijał, ale reżyserka chciała być perfekcyjnie przygotowana do realizacji. Udało jej się osiągnąć zamierzony efekt.

Historia Katarzyny snuje się za widzem przez długi czas. Poszczególne myśli, sytuacje i kadry powracają w najmniej oczekiwanych momentach codziennego życia. Emocje bohaterów udzielają się widzowi. Trudno znaleźć do nich klucz w trakcie seansu. Po projekcji jednak, kiedy mijają godziny i dni, wszystko się systematyzuje. Reżyserka opowiadała podczas spotkania, że wiele scen było trudnych emocjonalnie dla aktorów w związku z ich osobistymi historiami. Pewne ujęcia nie weszły do filmu, tak zdecydowała, ale na planie emocje buchały.

Wielką zaletą filmu są zdjęcia Weroniki Bilskiej. Czarno-białe, co może stać w opozycji do pierwszych skojarzeń z upałem i letnią porą. Aleksandra Mazoń przewrotnie podchodzi jednak do wielu tematów. Wysmakowana, spójna, sterylna, jak od linijki dopracowana sfera wizualna podbija dramatyzm. Nie narzuca konkretnej interpretacji, ale daje przestrzeń na swobodny przepływ emocji.

Podczas oglądania filmu niektórych widzów może zadziwiać koncepcja dźwiękowa. Wszystkie dialogi, efekty synchroniczne i atmosfery nagrywane były w studiu po zakończonych zdjęciach. Czy to dobry zabieg? Trudno powiedzieć. Ola twierdzi, że chodziło jej o konkretny efekt. Pewnej teatralności, nierealności. Bo czy człowiek w zderzeniu z newralgicznymi i skrajnymi wydarzeniami ma poczucie, że to wszystko jest prawdziwe?

Lato ze względu na czterdziestominutowy czas trwania nie mieści się formatach festiwalowych. Film jest zbyt długi jak na krótki metraż, nie jest jeszcze jednak filmem długometrażowym. Pokaz w WOAK-u był dopiero drugą publiczną prezentacją Lata. Parę dni po seansie w Toruniu odbyła się projekcja na Festiwalu Filmów Optymistycznych we Wrocławiu. Lato otrzymało trzy nagrody: nagrodę publiczności, nagrodę za najlepszy film fabularny oraz grand prix. To bardzo optymistyczna wiadomość, zwłaszcza, że Ola, podobnie jak Borys Nieśpielak, wzięła kredyt, aby zrealizować swój film. Wkrótce Lato jedzie na kolejny festiwal – Prowincjonalia. Trzymamy kciuki.

 

Charon Pawła Hejbudzkiego

Listopadowa aura zachęca do głębszych przemyśleń i refleksji. Organizatorzy zaprosili więc w tym miesiącu do WOAK-u twórcę, którego film przedstawia sytuację dramatyczną, jednak z odrobinę baśniowej, odrealnionej perspektywy. Paweł Hejbudzki jest pochodzącym z Torunia reżyserem, scenarzystą i producentem, absolwentem Warszawskiej Szkoły Filmowej. Jego film dyplomowy Charon prezentowany w Pierwszym rzędzie zdobył nagrodę im. Lucjana Bokińca za najlepszy film w Konkursie Młodego Kina na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Jest to opowieść o Romku, upośledzonym chłopaku, pracującym w szpitalu. Romek dochodzi do wniosku, że posiada dar uzdrawiania. Poznaje młodą dziewczyną w ciąży, nakłanianą do aborcji. Naiwny i prostolinijny, nie zdaje sobie sprawy co naprawdę dzieje się wokół niego. Prawda okazuje się gorzka i bolesna. Romek jednak nie traci ufności w dobro.

Film na pewno nie pozostawia obojętnym. Jedni (jak jurorzy gdyńskiego festiwalu filmowego) są zachwyceni i poruszeni, inni zirytowani zbyt baśniową i nie zawsze logiczną narracją. Paweł opowiadał podczas spotkania, że nagrany materiał starczyłby na produkcję filmu pełnometrażowego. Wówczas więcej wątków miałoby swoją ciągłość i byłoby jasnych. Charon z założenia miał być jednak krótkim metrażem. Opiekun artystyczny filmu, Maciej Ślesicki, wymagał od Pawła zamknięcia opowiadanej historii w trzydziestu minutach. Jest to jeden z formatów festiwalowych. Powyżej tego czasu film nie będzie brany pod uwagę podczas większości selekcji festiwalowych (co ma miejsce w przypadku Lata Aleksandry Mazoń). Dodatkowo film dyplomowy z reguły jest krótkim metrażem. Reżyser z bólem serca wycinał kolejne sceny i wątki. Wiele sytuacji jest niedopowiedzianych, niekiedy trudno przyjąć, że jakaś postać zjawia się w konkretnym miejscu, że ktoś czegoś nie zauważył, bądź przeciwnie – wiedział o czymś, o czym nie mógł wiedzieć. Hejbudzki stwierdza, że nie logika jest w tym filmie najważniejsza. Bo czy otaczający nas świat jest logiczny? Poza tym głównym bohaterem filmu uczynił niepełnosprawnego intelektualnie Romka. Romek ma większą wrażliwość, niż większość ludzi. Jest delikatniejszy, ufny. Pewne zdarzenia postrzega na swój sposób. Nie potrzebuje racjonalnych wyjaśnień. Lub – wręcz przeciwnie – drąży temat, który w jego pojęciu jest nielogiczny, nieludzki, bestialski. Na świat przedstawiony patrzymy oczami bohatera, darzymy go także sympatią i współczuciem, wierzymy w jego poczynania. Ogromna w tym zasługa młodego aktora, wschodzącej gwiazdy polskiego kina, Adama Bobika, który otrzymał za rolę Romka prestiżową nagrodę im. Piotra Łazarkiewicza dla Młodego Talentu na Festiwalu Filmów Polskich w Los Angeles.

Paweł Hejbudzki, zanim rozpoczął swoją przygodę z filmem, ukończył Wydział Biologii i Nauk o Ziemi Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. To tutaj, podczas zgłębiania tematu pracy magisterskiej, poruszyło go to, co powróciło do niego kilka lat później i o czym opowiada w Charonie. Zdaję sobie sprawę, że temat może być niewygodny i dlatego przepadliśmy na kilku znaczących festiwalach – opowiada. – Przykro też, że „Charonowi” dopisywane są polityczne insynuacje. Podczas dokonywania wyboru tematu filmu dyplomowego opowiedziałem Maciejowi Ślesickiemu o sytuacji z utylizacją tzw. „odpadów” w szpitalach. Powiedział, że to dobry temat, żebym się tym zajął. Stworzyłem postać Romka, polubiłem go. Chciałem, aby ożył na ekranie.

Oprócz Charona Paweł ma na swoim koncie kilka innych krótkich metraży: nakręcił dokument podczas Marszu Niepodległości, zrealizował krótką etiudę o żołnierzach wyklętych. W swoich filmach mówi o tym, co go niepokoi, interesuje, co mu w duszy gra. Nie boi się tego, co na temat jego filmów będą mówić inni. Ważne, by wśród tysięcy widzów znaleźć kilkoro takich, którzy się przy opowiadanej historii zatrzymają, zadumają, zastanowią…

 

Sztuka operatorska

Rok w Pierwszym rzędzie zamknęła jedna z najlepszych polskich operatorek, Weronika Bilska. I choć w dorobku ma liczne nagrody, współpracę przy filmach krótkometrażowych, dokumentach oraz topowych pełnych metrażach, dała się odkryć jako ogromnie sympatyczna, otwarta, bardzo skromna i energiczna osoba. Spotkaniu z Weroniką towarzyszyła projekcja dwóch krótkich metraży: fabularnej Poli Edyty Rembały, wyprodukowanej przez Gdyńską Szkołę Filmową, oraz dokumentalnych Więzi Zofii Kowalewskiej z łódzkiej filmówki. Choć filmy są różne gatunkowo, pod względem operatorskim łączy je dokumentalna estetyka. Więzi i Pola są fotografowane jakby z ukrycia. W kadr wchodzą zasłonki, okienne czy drzwiowe framugi. Widz zdaje sobie sprawę, że podgląda rodzinną, bardzo intymną historię. Zwłaszcza, że emocje bohaterów w obu filmach w końcu eksplodują. Obydwa filmy chwytają za gardło, obydwa zbierały pozytywne recenzje od widzów i krytyków na całym świecie. Zdjęcia Weroniki Bilskiej także nie pozostały niezauważone. W uzasadnieniu nagrody za zdjęcia do Więzi na Festiwalu Młodzi i Film w Koszalinie możemy przeczytać: wielki talent operatorski, który służy opowiadanym historiom. I dotyczy to wszystkich filmów, przy których pracuje Weronika. Czy są to rozgrywające się w mieszkaniu kameralne, niekiedy klaustrofobiczne Więzi, czy Pola, która również zamknięta jest w pewnych przestrzeniach, a marzy o prawdziwej wolności. Czy są to opozycyjne do pierwszych skojarzeń z upałem czarno-białe, chłodne, matematyczne wręcz zdjęcia do Lata, albo baśniowe, niepokojące zdjęcia do Lili, zwiastujące dramat, a jednocześnie swym pięknem dramatowi przeczące (Lila prezentowana była W pierwszym rzędzie w styczniu 2019 podczas projekcji trzech filmów zrealizowanych w ramach programu Trzydzieści minut Studia Munka). Weronika ubarwia swoim spojrzeniem każdy film, przy którym pracuje. Jednocześnie z ogromną wrażliwością koreluje stronę wizualną filmu z uczuciami i emocjami bohaterów. A przekrój gatunkowy i tematyka filmów, środowiska, w których żyją bohaterowie, są bardzo zróżnicowane. Chłopcy z górskiej miejscowości marzący o piłkarskiej karierze w Trampkarzach Marcina Filipowicza. Dwie dziewczyny na ulicach i w klubach nocnego Berlina w Jak całkowicie zniknąć Przemysława Wojcieszka. Małżeństwo na zakręcie, żyjące w stolicy, a jednak uciekające od zgiełku dużego miasta w Kamperze Łukasza Grzegorzka.

Wielką przyjemnością było słuchanie Weroniki, tego, w jaki sposób, z jak ogromnym zaangażowaniem opowiadała o swojej pracy i ciekawostkach z planu.

Aby poznać życie filmowe od kuchni, zapraszamy na kolejne spotkania W pierwszym rzędzie w 2019 roku.

 

Na 2019 rok przygotowywane są projekcje filmów czołowych polskich producentów, a także spotkania z twórcami, przed którymi polskie kino stoi otworem. Organizatorzy planują również warsztaty montażowe oraz warsztaty przygotowujące do realizacji reklam. Może powróci także seria Dookoła świata. Póki co jednak – cały świat, różne odcienie emocji, pasji i determinacji widoczne są w młodym polskim kinie. Z serca je wspieramy i kibicujemy ich twórcom.