PLASTYCZNY WYMIAR CISZY

Po raz czwarty w pierwszych dniach maja w Toruniu odbyły się Międzynarodowe Interdyscyplinarne Spotkania giARTino – Ogród sztuki. Przedsięwzięcie współorganizowali Wojewódzki Ośrodek Animacji Kultury w Toruniu oraz Zakład Plastyki Intermedialnej Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Tegoroczna edycja Spotkań giARTino odbywała się pod hasłem Cisza, a działania uczestników realizowane były w Galerii Spotkań WOAK przy … Czytaj dalej PLASTYCZNY WYMIAR CISZY

PLASTYCZNY WYMIAR CISZY

Po raz czwarty w pierwszych dniach maja w Toruniu odbyły się Międzynarodowe Interdyscyplinarne Spotkania giARTino – Ogród sztuki. Przedsięwzięcie współorganizowali Wojewódzki Ośrodek Animacji Kultury w Toruniu oraz Zakład Plastyki Intermedialnej Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Tegoroczna edycja Spotkań giARTino odbywała się pod hasłem Cisza, a działania uczestników realizowane były w Galerii Spotkań WOAK przy ulicy Szpitalnej, w Autorskiej Galerii Mariana Stępaka „Nad Wisłą” oraz w siedzibie Zakładu Plastyki Intermedialnej UMK przy ul. Mickiewicza. W Spotkaniach wzięli udział studenci i doktoranci Wydziału Sztuk Pięknych toruńskiego Uniwersytetu, studenci Wydziału Sztuk Pięknych Akademii Sztuk w Bańskiej Bystrzycy (Akadémia umení v Banskej Bystrici Fakulta výtvarných umení), studenci Wydziału Architektury Politechniki Poznańskiej, Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Zielonogórskiego oraz gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych. Opiekunem artystycznym przedsięwzięcia był prof. Marian Stępak.

W Galerii Spotkań WOAK prezentowana była wystawa fotogramów Dawida Pawła Lewandowskiego – studenta UMK, którą uzupełniły wybrane prace studentów z Zielonej Góry oraz Bańskiej Bystrzycy. Dawid Lewandowski zaprezentował cykl do pewnego stopnia wchodzący w dyskurs z tematem Ciszy. Każda praca to kolaż, którego najistotniejszą część stanowi czarno-biały portret młodego mężczyzny, jak zauważa Mateusz Kozieradzki, kurator wystawy w tekście jej towarzyszącym, portrety te są wystudiowane i estetyzujące. Fotografowane postaci pojawiają się w różnych kontekstach: niekiedy tło pozostaje neutralne, nieistotne, ale w kilku wypadkach człowiek jest elementem bardziej złożonej kompozycji. Monochromatyczne portrety zostały zestawione z intensywnie zielonymi fotografiami roślin. Zazwyczaj te roślinne elementy pełnią funkcję uzupełnienia – albo znajdują się w tle, albo stają się deseniem „ozdabiającym” mężczyzn, gdy pojawiają się w miejsce swetra, kurtki, koszulki czy krawata. Mimo to trafne wydaje się spostrzeżenie Mateusza Kozieradzkiego: ludzie stają się wyciszeni, pozbawieni wyimaginowanego przez nich statusu władcy świata. Pierwszą rolę grają tu rośliny.

Dawid Lewandowski posługuje się stosowaną w przeszłości metodą łączenia obrazów. Zrezygnował z cyfrowego fotomontażu, który pozwala na zachowanie iluzji realności przedstawienia; jego podstawowym narzędziem są nożyczki, nożyk do papieru i klej. Artysta tnie papierowe odbitki, łączy je, a następnie gotowe kolaże skanuje i drukuje w dużych formatach. Zamiast operować na plikach cyfrowych, woli wejść w fizyczny kontakt z materią swojej sztuki. Postawę tę można uznać za swoisty manifest unikalności i wyjątkowości. Oryginalne kolaże, swoiste matryce prac, są bowiem pojedynczymi egzemplarzami. Zastosowanie tej techniki w tym konkretnym cyklu wzmacnia wrażenie rozdźwięku pomiędzy sferami natury i kultury. W powiększeniu krawędzie rozdzielające te dwa świat stają się wyraźnie zarysowane, można je uznać za znaczący element kompozycji.

Oprócz wystawy fotografii Dawida Pawła Lewandowskiego podczas Międzynarodowych Interdyscyplinarnych Spotkań giARTino – Ogród sztuki w Galerii Spotkań prezentowane były prace studentek Instytutu Sztuk Wizualnych Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Zielonogórskiego z pracowni malarstwa prof. Magdaleny Gryski. Chociaż cztery młode artystki swoje poszukiwania realizują w różnych przestrzeniach formalnych, wystawiane prace łączą dwa elementy – podejmowany na różne sposoby dyskurs z iluzją plastyczną i złudzeniem optycznym oraz swoista cykliczność lub raczej: seryjność przedstawienia. Cykliczność rozumieć należy bowiem w tym przypadku jako budowanie całości, której poszczególne elementy wchodzą ze sobą w relacje o charakterze hierarchicznym – albo jeden z drugiego wynika, albo jest jego kontynuacją, rozwinięciem, uzupełnieniem. Natomiast seryjność, która wydaje się cechować prace zrealizowane w pracowni prof. Magdaleny Gryski to zbiór równoważnych wersji jednej realizacji.

Agnieszka Jacyno pokazała dwa obrazy olejne, które skłaniają do zastanowienia się nad kwestią granicy pomiędzy dziełem sztuki i rzeczywistością pozaartystyczną. Współcześnie sztuka często wykracza poza swoje ramy, transgresja stała się zarówno tematem dla artystów, jak i metodą twórczą – techniką mixed media lub – za Dickiem Higginsem – intermedialnością. Jednak Agnieszka Jacyno zadaje bardziej ogólne pytanie o granice – mogą to być granice sztuki, ale są też inne możliwości. Autorka namalowała dwa obrazy olejne, których tematem są inne obrazy – przedstawienia nieba. Kompozycję obu prac zamyka namalowana na płótnie drewniana rama, którą autorka z dużym pietyzmem odwzorowała, dbając o takie szczegóły jak rysunek słojów czy powstałe po bejcowaniu przebarwienia drewna. Wnętrze pokazanej na obrazie ramy wypełnia niebo – na pierwszej pracy intensywnie błękitne i niemal bezchmurne, na drugim – delikatnie przetkane bladoróżowymi cirrusami. Można przyjąć, że rama jest w tych pracach granicą między obrazem i światem, granicą między rzeczywistością i jej artystyczną reprezentacją, w pewnym sensie ta rama rozcina płaszczyznę przedstawienia na dwie jakości: sztukę i to, co jest poza sztuką. Agnieszka Jacyno komplikuje swoją kompozycję jeszcze bardziej, wprowadzając iluzję następnej płaszczyzny, malując zarówno na tle nieba, jak i na okalających je deskach silnie wybijające się na pierwszy plan osobliwe reliefy, jakby ślady pęknięć czy zachlapania purpurową farbą. Umieszczenie na pierwszym planie elementów, które nie przystają do reszty kompozycji, podkreśla nierzeczywistość pokazanego na obrazach nieba. Autorka podkreśla w ten sposób wymowę prac w ciekawy sposób analizujących temat granic sztuki: dosłownie – gdy oddziela obraz od ściany i przenośnie – gdy granica oddziela rzeczywistość od artystycznej wizji.

Jolanda Jeklin, Journey to… silence
Fot. Stanisław Jasiński

Foto

W inny sposób zjawiskiem iluzji bawi się Nina Stefaniak. Artystka na sześciu niewielkich płótnach stworzyła obrazy zabrudzonych farbami desek, być może malarskich palet, w których namalowała owalne wycięcia – uchwyty. W przypadku tego cyklu warto zwrócić uwagę na warsztatowy kunszt autorki, dzięki czemu doskonale odwzorowana została faktura deski, a namalowane otwory za sprawą swoiście pojmowanej perspektywy zdają się być naprawdę wycięte w płaszczyźnie obrazu. Nina Stefaniak nie powiesiła swoich obrazów, wszystkie części cyklu stoją oparte o ścianę galerii, co pogłębia wrażenie, że nie są to prace zrealizowane na płótnie, ale na innym podłożu. A nawet, że nie są to obrazy olejne, tylko dzieła ready-made. Autorka w pewnym sensie podąża tropem wytyczonym przez artystów pop-artu, którzy tworzyli prace odwzorowujące przedmioty codziennego użytku. O ile jednak dla Warhola interesujące były atrybuty konsumpcyjnego stylu życia, tak Nina Stefaniak pochyla się nad swoją codziennością, jeśli istotnie namalowała palety malarskie lub nad przeszłością, gdy przyjmiemy, że przedstawiła wielokrotnie przemalowywane deski mogące być pozostałościami starych mebli lub innych drewnianych konstrukcji.

Podkreślić trzeba raz jeszcze, że zarówno Agnieszka Jacyno, jak i Nina Stefaniak osiągnęły pożądany efekt dzięki biegłości warsztatowej, która pozwoliła im uzyskać niemal hiperrealistyczne odwzorowanie rzeczywistości.

Biegłość warsztatowa to również atut studiującej w Zielonej Górze Jolandy Jeklin. Pochodząca ze Słowacji artystka pokazała w Galerii Spotkań cykl Journey to… Silence. Praca składa się z czterech kwadratowych płócien, na których powtórzona została ta sama kompozycja: cztery wypełnione arabeskowymi wzorami koła, przy czym tylko jedno z nich – umieszczone w centrum kompozycji – zostało pokazane w całości. Dwie inne figury artystka przepołowiła, umieszczając połówki wzdłuż przeciwległych krawędzi, ostatnie koło podzielone zostało z kolei na „ćwiartki”, które znalazły się w rogu każdej kompozycji. Gdy płótna są powieszone obok siebie tak, aby stykały się krawędziami, koła zostają odtworzone z części. Zestawiając cztery identyczne kwadraty w jedną pracę, artystka osiągnęła efekt podobny do obrazu w kalejdoskopie – w silnym napięciu pomiędzy przypadkiem i uporządkowaniem. Praca Jolandy Jeklin składa się z czterech elementów, ale przy użyciu większej liczby „bazowych”, elementarnych kwadratów można stworzyć swoistą mozaikę, której deseń będzie ukazywał opozycję pomiędzy fragmentem i całością – pełnią czy nawet nieskończonością.

Każde koło ozdobione jest innym wzorem, który artystka z dużą precyzją cyzelowała na płótnie. Kompozycja i forma graficzna poszczególnych prac z cyklu Journey to… Silence są takie same, ale kolejne elementy tej swoistej mozaiki różnią się odcieniem i walorem tła. Co prawda różnice te są nieznaczne, ale dobitnie dowodzą, że każdy kwadrat namalowany został z najwyższą starannością.

Poza technikę olejną wykracza natomiast czwarta z prezentujących się podczas giARTino studentek Uniwersytetu Zielonogórskiego – Marta Meuss. Zrealizowany przez nią obiekt można porównać do oglądanego od dołu wnętrza azteckiej piramidy. Ułożone w przestrzenną formę kwadraty są coraz ciemniejsze, przez co pogłębiają złudzenie perspektywy, która sugeruje, że zaglądamy w tunel. Na końcu owego tunelu artystka umieściła swoiste „światełko”, czyli idealnie biały kwadrat. Marta Meuss dotyka problematyki iluzji plastycznej inaczej niż pozostałe artystki z Zielonej Góry. Jej obiekt różni się od płaskiego malarskiego przedstawienia, jednak w istotny sposób uzupełnia tematy, z którymi mierzą się jej koleżanki.

Gośćmi tegorocznych spotkań giARTino byli również studenci Wydziału Sztuk Pięknych Akademii Sztuk w Bańskiej Bystrzycy. Roman Baláž pokazał swoje grafiki, a jego koleżanki i koledzy – prace wideo. Barbora Horska w pracy Navonok w dowcipny sposób pokazała całkowitą utratę powonienia, czyli dość częstą dolegliwość związaną z katarem. Artystka świadomie operuje kolorem, stosuje dla wzmocnienia efektu filtry o zimnej tonacji barwnej i obraz czarno-biały. W pracy Katarzia Alzbeta Pavcova zestawiła dwie sfery – sacrum reprezentowane przez wiernych w kościele i profanum, z którym skojarzyła ręczne pranie i płukanie skarpet w potoku. Chociaż artystka zestawia obok siebie dwa aspekty oczyszczenia, nie porównuje tych sfer. Skupia się przede wszystkim na rytualnym wymiarze czynności. Pranie będące swoistym rytuałem codzienności należy do innego porządku niż odświętne rytuały modlitwy. Jednak w pewnym miejscu czynności te zbiegają się – wchodząc do kościoła postaci zostawiają swoje obuwie, podobnie jak muzułmanie, przed progiem i dalej idą w skarpetach. Również skarpety są w praniu „oczyszczane”.

Brigita Bialová w pracy Crash sugestywnie łączy technikę animacji z żywym planem. Zbudowany z klocków lego pociąg taranuje na przejeździe model samochodu. Widzimy kolejne etapy kraksy, ale możemy równocześnie obserwować reakcje ludzi – pasażerów pociągu i kierowcy auta, które są nakręcone w konwencji żywoplanowej. Dynamiczny montaż pracy sprawia, że napięcie narasta i widz jest wciągany w sam środek wydarzeń.

Szczególnie ciekawe są dwie prace zrealizowane przez studentów z Bańskiej Bystrzycy na temat płci i sytuacji kobiety we współczesnym świecie. Margareta Brozova zrealizowała wideo Miesto pre Vašu reklamu. Bohaterką pracy jest dziewczyna ochlapywana różnymi kolorami farby. W trakcie montażu pracy artystka każde ujęcie multiplikuje, pokazuje od tyłu lub w zwolnionym tempie. W ten sposób pogłębia wrażenie przedmiotowego traktowania dziewczyny. Pracę Margarety Brozovej należy traktować jako silny głos w dyskusji o przedmiotowym traktowaniu ciała kobiety, które często sprowadzane jest do marketingowego wabika, mającego za zadanie sprzedać… wszystko – od napoju gazowanego po blachodachówkę.

Performens Bartosza Zimniaka
Fot. Stanisław Jasiński

Foto

Po tematykę stricte genderową sięga Henrih Banáš w wideo Metamorfosis. Autor pokazuje przemiany androgynicznego bohatera, który wciela się w różne postaci kobiece. Napięcie w tej pracy budowane jest nie tylko pomiędzy obrazami, ale też pomiędzy obrazem i towarzyszącą mu ścieżką dźwiękową – dziecięcą piosenką (być może kołysanką) o bezcelowości wypatrywania księcia na białym koniu.

Powstałe w Bańskiej Bystrzycy wideo uzupełniają grafiki wykonane przez Romana Baláža – również studenta Akademii Sztuk. Cykl A man giving a birth to an angel składa się z dwóch kolorowych grafik, w których autor wykorzystuje podobny motyw plastyczny, ale prace odbite zostały w zupełnie innej kolorystyce. Zestawiając grafiki obok siebie Roman Baláž zbudował opowieść, której istotą są nie tyle relacje w obrębie prac, ile ich wzajemne oddziaływanie. Pierwsza część dyptyku utrzymana jest w brązowej tonacji – ciemniejsza sepia w środku, jaśniejsza ochra – na zewnątrz. Kolory te kojarzą się z jesienią i przemijaniem, z kolei druga odsłona cyklu to erupcja żywiołowości – jaskrawych żółcieni wewnątrz i nasyconej zieleni na zewnątrz.

Wykorzystując różne kształty geometryczne – zarówno płaskie, jak i pokazane w perspektywie bryły – artysta wykreował kompozycję, której forma plastyczna może się kojarzyć z przedstawieniami chrześcijańskich świętych czy hinduistycznych bóstw. Z kolei Dancer to – zgodnie z tytułem – bardzo dynamiczna kompozycja, w której jednak nie można odnaleźć tytułowej tańczącej postaci. Zamiast niej autor stworzył formę złożoną, podobnie jak poprzednie grafiki, z kształtów geometrycznych. Inaczej spojrzeć trzeba na ostatnią z czterech pokazanych przez Baláža grafik. Massacre of innocence to figuratywne przedstawienie pobojowiska. Autor nie nawiązuje do żadnego z najbardziej znanych przedstawień rzezi niewiniątek, chociaż można odnaleźć pewne elementy zbieżne z obrazem Tintoretta. Jednak praca Romana Baláža wydaje się być przede wszystkim protestem przeciw przemocy – bez względu na ideę, pod której hasłami ta przemoc się urzeczywistnia. Artysta dobitnie udowadnia, że cierpienie niewinnego człowieka zawsze ma taki sam ciężar gatunkowy. Na pierwszym planie kompozycji sugestywnie przedstawiona jest osoba, która kroczy – bo już nie chodzi – pomimo rozerwanej czaszki i urwanych rąk.

Praca nawiązuje do stylistyki ekspresjonistycznej z lat 20. ubiegłego wieku, gdy wiele nurtów sztuki miało być sposobem na odreagowanie grozy wielkiej wojny. Chociaż Rzeź niewiniątek jest na tle pozostałych prac słowackiego artysty zjawiskiem osobnym, istotnie różniącym się formalnie, mimo to w pełni wpisuje się w podejmowaną przez niego problematykę relacji człowieka z transcendencją.

Otwarciu wystawy towarzyszyły dwa działania zrealizowane przez studentów Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Do tematu Ciszy w ciekawy sposób odniósł się Bartosz Zimniak. Artysta zrealizował performens wykorzystując specyfikę przestrzeni Galerii Spotkań i całego budynku Wojewódzkiego Ośrodka Animacji Kultury. Z zawiązanymi oczami i ze słuchawkami na uszach przespacerował się po tej przestrzeni, wchodząc nawet na dach oficyny. Zimniak poruszał się po omacku wzdłuż wytyczonego czarną taśmą szlaku. Można przyjąć, że przez cały czas słuchał muzyki, co sugerowały jego płynne ruchy i pojawiające się raz na jakiś czas taneczne gibnięcia czy rytmiczne kołysanie głową.

Gdański artysta w sposób sugestywny sportretował współczesne pokolenie, które odcina się od świata – zasłania oczy wyświetlaczami smartfonów i nakłada na uszy słuchawki. Z jednej strony taką postawę uznaje się za negatywny przejaw alienacji, ale Bartosz Zimniak pokazał, że można spojrzeć na to zjawisko z drugiej strony i zachowanie współczesnej młodzieży uznać za konsekwencję osamotnienia we współczesnym świecie. Artysta zwrócił uwagę na dotyk, który w jego działaniu był wiodącym zmysłem służącym orientacji w świecie. Od dawna etolodzy wskazują, że specyfiką ssaków – w tym również homo sapiens – jest potrzeba dotyku, potrzeba kontaktu fizycznego, również – a nawet przede wszystkim – pozbawionego kontekstu seksualnego. Dla poruszającego się po omacku Bartosza Zimniaka dotyk był zmysłem najbardziej uobecniającym go w świecie. Można to odczytać jako wołanie o bliskość drugiego człowieka, choćby miała ona mieć formę jedynie poprowadzenia „ociemniałego” przez wytyczony taśmą labirynt. Żaden widz nie odważył się na interakcję z artystą: pozostał sam, pozbawiony bodźców wzrokowych i zewnętrznych bodźców słuchowych.

Inną formę miało działanie Mady Typiak. Artystka rozwinęła na chodniku przed wejściem do Galerii Spotkań WOAK ozdobny dywan, w którym wycięła litery układające się w napis nie rozumiem. Wszyscy goście wchodzący na wernisaż wystawy giARTino musieli po tym dywanie przejść, toteż pierwszym skojarzeniem w oglądzie pracy Mady Typiak był należący do sfery kultury popularnej oskarowy „czerwony dywan”, uznawany za jeden z atrybutów sławy. Wycinając wieloznaczne hasło autorka w dowcipny sposób skomentowała jednak próżność celebryckiego blichtru. Oczywiście są też możliwe inne odczytania pracy. Mada Typiak wkroczyła swoim działaniem w przestrzeń publiczną, opuściła swoisty azyl, którym jest przestrzeń galerii i zmierzyła się z reakcją przechodniów. Stwierdzenie nie rozumiem może być w tym kontekście antycypacją reakcji osób, które natknęły się przypadkiem na to działanie lub nawet ogólniej, nieprzygotowane spotykają się ze sztuką współczesną.

Oprócz wystawy i działań w Galerii Spotkań WOAK w ramach Międzynarodowych Interdyscyplinarnych Spotkań giARTino – Ogród sztuki odbyły się też działania w Autorskiej Galerii Mariana Stępka „Nad Wisłą” oraz na Wydziale Sztuk Pięknych – w siedzibie Zakładu Plastyki Intermedialnej przy ul. Mickiewicza.

Kamil Hoffmann