NA WSI W BIAŁYCH KOSZULACH

Smród, brud i robactwo, tak najczęściej można byłoby dzisiaj opisać większość siedlisk ludzkich w XIX w. i jeszcze sporadycznie w początkach kolejnego stulecia – pisała Dorota Kalinowska w katalogu wystawy Kąpiel w balii. Zwyczaje higieniczne danej wsi. – Dokoła roznosił się niewyobrażalny dziś odór. Wszyscy i wszystko cuchnęło. W izbach panował półmrok, dym z otwartych … Czytaj dalej NA WSI W BIAŁYCH KOSZULACH

woak torun

NA WSI W BIAŁYCH KOSZULACH

Smród, brud i robactwo, tak najczęściej można byłoby dzisiaj opisać większość siedlisk ludzkich w XIX w. i jeszcze sporadycznie w początkach kolejnego stulecia – pisała Dorota Kalinowska w katalogu wystawy Kąpiel w balii. Zwyczaje higieniczne danej wsi. – Dokoła roznosił się niewyobrażalny dziś odór. Wszyscy i wszystko cuchnęło. W izbach panował półmrok, dym z otwartych palenisk snuł się wszędzie, drażnił oczy, siadał na meblach, obrazach i okopcał firanki. Niemyte ciała, zwierzęta w sieni, garnki z jedzeniem dla nich lub skisłe resztki wczorajszych pokarmów, nieświeża pościel to obraz powszechnej nieczystości. Brud towarzyszący mieszkańcom dawnej wsi był jednak dla nich czymś zupełnie naturalnym.

Wystawę prezentowaną od maja do końca października w Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku – w Muzeum Etnograficznym Dorota Kalinowska zaaranżowała w opozycji do tych zdań: widzi się jak mieszkańcy dawnej wsi przygotowywali się do włożenia białych koszul, będących oznaką czystości. Zgodnie z tytułem ekspozycji jej autorka pokazała jak dbano o czystość ciał, domów i zagród: jak wyzwalano się z brudu. Zresztą w katalogu podkreślała, że już w międzywojniu były gospodarstwa, głównie bogatszych chłopów, w których panowała czystość. Naturalnie, nie przeczy to stwierdzeniom o marnym stanie higieny na dawnej polskiej wsi, symbolizowanym przez kołtuna, nazywanego plica polonica.

Fragment ekspozycji Fot. Jerzy Rochowiak
Fragment ekspozycji
Fot. Jerzy Rochowiak

Okolicznością sprzyjającą porządkowaniu domostw i zagród, kąpieli i włożeniu upranej odzieży były święta. Stąd na wystawie choinka czekająca na przystrojenie. Przy wybielonej ścianie można zobaczyć nieckę z wapnem, którym pokrywano ściany chałup. Wapno lasowano, dodawano do niego twaróg, czasem też ultramarynę, która je barwiła na niebiesko. Meble zaś czyszczono słomą i piaskiem, później pianą mydlaną.

Wbitą w pieniek siekierą porąbano drewno i w wiklinowym koszu zaniesiono do komórki. Kosz postawiono przy drewnianej skrzyni. W komórce powieszono na hakach wierzchnią odzież. Tu znalazły też miejsce nie używane codziennie tarka, maglownica…

Na wystawie można było obejrzeć piec, na nim i na ławie garnki, koszyczek, miskę. Na podłodze z heblowanych desek stały ceber, wiadro, obok balia. Opierała się o nią wiklinowa miotła.

Do przechowywania cennego dobytku służyła zdobiona skrzynia. Stała przy łóżku, z którego przed chwilą ktoś wstał i nie zdążył przetrzepać i ułożyć pierzyny i poduszek. Kolejna balia mogła służyć i do prania, i do kąpieli. O zamożności gospodarza zaświadczały wypastowane buty z cholewami.

W higienicznym kąciku można było się umyć w misce na metalowym stojaku, wytrzeć się lnianym ręcznikiem, przejrzeć w zawieszonym na ścianie lusterku, ogolić się, uczesać. A jeśli było ciemno, można było zapalić naftową lampę. 

Kolejne łóżko zostało zasłane. Zaciekawia stojący pod nim biały emaliowany, nieco poobtłukiwany nocnik. Na stole postawiono lampę, garnek.

Bieliznę uprano i zawieszono na lince. A do prania służyły metalowa balia, misy emaliowana i cynkowana, cebry, wyżymaczka. Do prania używano połączonego z kalafonią wywaru z kości gotowanych w żeliwnym garnku, w późniejszym okresie chemicznych środków piorących. Do płukania stosowano ultramarynę. Pościel i obrusy można było w domu wymaglować. Można też było wyprane tkaniny wyprasować – na stole żelazkiem na duszę.

Kolejny kącik higieniczny to miska na wiklinowym stojaku, dzban, wiadro. I spod kolejnego łóżka wysuwał się nocnik. W kącie stał pokaźny wiklinowy kosz z pokrywką; służył zapewne do przechowywania bielizny. Do dbania o porządek zachęcało makatkowe hasło: Gdzie czystość panuje, potrawa lepiej smakuje.

Pokazane zostały rozmaite balie, wiadra, kijanki do prania, tarki, maglownice, różne żelazka, kaganek, lampy naftowe, łapkę na muchy… Można było zobaczyć wiele różnorakich przedmiotów służących higienie  na co dzień, jak i porządkowaniu domostwa na dni świąteczne.

Fragment ekspozycji Fot. Jerzy Rochowiak
Fragment ekspozycji
Fot. Jerzy Rochowiak

Aczkolwiek zostały wyeksponowane domowe sprzęty, różnorakie akcesoria niezbędne dla elementarnej higieny mieszkańców wiejskich chałup, to jednak oszczędzano i naftę, i mydło, i środki piorące…  W chatach oprócz półmroku – pisze Dorota Kalinowska – panował także zaduch wynikający z brudu i rzadko wietrzonych izb, a codzienne mycie polegało na przemyciu twarzy i rąk. Bardzo oszczędni w tych czynnościach nabierali wodę w usta i wypryskując ją na dłonie przecierali twarz. Mydło nie było rzeczą pierwszej potrzeby… Bielizny nie zmieniano zbyt często…  Zęby przecierano patykiem, w myciu włosów upatrywano przyczyny bólu głowy. Lęgły się w nich wszy, które zwalczano sokiem z kiszonej kapusty, naftą, chemicznymi środkami owadobójczymi…

Brak troski o higienę był przyczyną rozmaitych chorób. Wyodrębniona część ekspozycji zapoznawała zatem z wiejską medycyną, przede wszystkim z ziołami w gospodarstwie. Wysuszone, wisiały w wiązkach, leżały na ławie w płóciennych woreczkach. Miały zastosowanie w ludowym lecznictwie, które – pisze Dorota Kalinowska – opierało się głównie na leczeniu środkami roślinnymi, zarówno dziko rosnącymi w lasach i na łąkach, jak i uprawianymi przez człowieka oraz korzystało z dobrodziejstw, które dawały niektóre produkty pochodzenia zwierzęcego. W koszyku zostały złożone szklane bańki, które stawiano chorym. Nie obywało się bez zabiegów magicznych…

Zamyka wystawę sławojka, czyli wychodek albo ustęp lub usiadka. Pokazana w Muzeum wygódka nigdy nie była używana: została zbita z desek na potrzeby ekspozycji. Zanim premier Felicjan Sławoj Składkowski w trosce o higienę wsi polskiej w 1928 roku rozporządzeniem nakazał zbudowanie zamykanej latryny w każdym gospodarstwie, fizjologiczne potrzeby załatwiano za stodołą, niedaleko domu, nie zawsze w miejscu ustronnym. Tak było i miało być: rządowy nakaz został przyjęty z oporami, a inspektorzy sprawdzający stosowanie się do rozporządzenia byli wydrwiwani. Kpiną z premiera była też nazwanie ubikacji sławojką.

W wychodku pokazywanym na wystawie ustawiono garnek z piaskiem, położono słomę, nieco mchu, które – jak liście łopianu, śnieg a także gazety – służyły do tego, do czego dziś powszechnie używa się papieru toaletowego.

Uzupełnieniem ekspozycji były zamieszczane w prasie reklamy środków czystości. Niektóre mają znajome nazwy. Reklamowany był proszek Persil, który pierze wszystko. Na zdjęciu z reklamą służącego do płukania bielizny proszku Sil widać taką samą balię, jak eksponowane na wystawie. Reklamowane były Mydło Alkaliczne Karpińskiego, mydło Lux, mydło Biały Jeleń, pasta do zębów Nivea. Reklamowany był Amol: Różni ludzie chcą wykorzystać dobrą sławę Amolu i sprzedają inne środki w opakowaniach podobnych do Amolu. Pamiętajcie jednak, że Amol jest tylko jeden. Amol to znany środek domowy, który orzeźwia i usuwa zmęczenie.

Przyciągało na wystawie uwagę pierwsze wydanie – z 1922 roku – Kuchni oszczędnej Heleny Podenkowskiej. Zostały pokazane i inne publikacje, swą treścią bliskie tematowi wystawy, które pewnie trafiały pod powały wiejskich chałup.

Eksponaty obrazujące na wystawie Kąpiel w balii higienę na polskiej wsi od drugiej połowy XIX wieku do międzywojnia, pochodziły ze zbiorów Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku i Muzeum Etnograficznego im Marii Znamierowskiej-Prüfferowej w Toruniu.