VANITAS W PIĘTNASTU FOTOGRAFIACH

W kwietniu w Domu Muz przy ul. Podmurnej 1/3 swoje najnowsze prace pokazał toruński fotografik i animator kultury Maciej Mierzejewski. Wystawa Echa podświadomości to piętnaście fotogramów, które w zaskakującej, bliskiej abstrakcji, formie ukazują relacje człowieka ze światem. Autor nie fotografował jednak konkretnych sytuacji, nie pokazał też ludzkich sylwetek osadzonych w kontekście swojego otoczenia. Prace Macieja … Czytaj dalej VANITAS W PIĘTNASTU FOTOGRAFIACH

Okladka Kwiecien

VANITAS W PIĘTNASTU FOTOGRAFIACH

W kwietniu w Domu Muz przy ul. Podmurnej 1/3 swoje najnowsze prace pokazał toruński fotografik i animator kultury Maciej Mierzejewski. Wystawa Echa podświadomości to piętnaście fotogramów, które w zaskakującej, bliskiej abstrakcji, formie ukazują relacje człowieka ze światem. Autor nie fotografował jednak konkretnych sytuacji, nie pokazał też ludzkich sylwetek osadzonych w kontekście swojego otoczenia. Prace Macieja Mierzejewskiego są fotomontażami, złożonymi z dwóch przenikających się, semitransparentnych obrazów: twarzy ludzkiej i faktury, którą jest spękana kora starego drzewa, silnie naznaczona erozją skała, albo inna płaszczyzna o wyrazistym rysunku.

Patrząc na fotografie, trudno wskazać, która z warstw jest szkieletem kompozycji, jej podstawą. Jedynie kilka prac, przynajmniej na pierwszy rzut oka, można porównać do przezroczy wyświetlonych na skale czy drzewie. Zazwyczaj oba obrazy są ściśle spojone w jedną całość. Na kilku pracach zdarzają się nawet detale, których proweniencję trudno jednoznacznie wskazać: czy są bardziej częścią ludzkiej twarzy, czy też świata przyrody. Cała wystawa w doskonały sposób uświadamia, jak łatwo możemy nasz umysł oszukać. Dawno już w teorii poznania zdefiniowano zjawisko pareidolii, które polega na dostrzeganiu znanych kształtów w amorficznych obrazach w wyniku błędów mózgu w interpretacji informacji dostarczonych przez zmysł wzroku. Szczególnie częstą formą tego zjawiska – wykształconą przez miliony lat ewolucji człowieka – jest odnajdywanie wizerunku twarzy w przypadkowych plamach czy strukturach przestrzennych. Pokazane na fotografiach twarze sprawiają wrażenie bytów eterycznych, są wysublimowane, niekiedy w miejsce całego porteru wystarcza ledwo widoczny błysk oka czy pozioma kreska ust. Oglądając wystawę Echa podświadomości, łatwo zejść zatem na manowce postrzegania, co wprowadzać może w stan niepokoju, niepewności. Autor wystawy wywołuje te uczucia w konkretnym celu, jakby chciał coś istotnego odbiorcom przekazać: skoro w sferze obrazu, plastycznego odwzorowania tak wiele nas łączy ze światem przyrody, to czy są również inne, bardziej metafizyczne, mentalne czy duchowe więzi między człowiekiem i naturą.

Pierwszym silnym skojarzeniem, które nasuwa się podczas oglądu wystawy jest motyw przemijania, vanitas. Upływ czasu pokazują zwietrzałe skały oraz stare drzewa, na których faktura kory jest znacznie bardziej wyrazista i tworzy silnie skontrastowany rysunek. Nawet jeśli użyty w fotomontażu portret przedstawia twarz raczej młodej osoby (a niekiedy trudno nawet w przybliżeniu określić ten wiek), zestawienie z jednoznacznie kojarzącymi się z upływem czasu elementami przyrody sprawia, że bohaterowie zdjęć zostali – przynajmniej symbolicznie – postarzeni. Z drugiej strony trwałość skał, a nawet czas życia drzewa wielokrotnie przekracza czas życia ludzkiego. Zatem człowiek zaklęty w skale staje się w pewnym sensie nieśmiertelny – między innymi taką funkcję mają pomniki, popiersia czy nawet nagrobki. Z kolei sakralizacja drzew, w których mieszkają duchy przodków, jest typowa dla wielu religii i wierzeń w różnych częściach świata. Łącząc ze sobą dwa tak różne obrazy, Maciej Mierzejewski zwraca uwagę na ścisły związek na pozór wykluczających się zjawisk trwania i przemijania.

Można też wskazać prace, które w umyśle oglądających zdają się dokonywać zupełnie odwrotnego procesu, gdy elementy przyrody nieożywionej, jak skały lub fragmenty statycznego (poniekąd też statecznego) lasu, ożywają, a przynajmniej zostają zantropomorfizowane. Odwołując się do wspomnianego już zjawiska pareidolii można odnaleźć fotomontaże, na których elementy graficzne pochodzące ze świata przyrody imitują, a nawet zastępują fragmenty twarzy. Na jednej z najbardziej sugestywnych prac zagęszczenie pionowych struktur w miejscu zębów nasuwać może skojarzenia z ludzką czaszką.

Prace pokazane na wystawie Echa podświadomości można, choć z pewnymi zastrzeżeniami, zaliczyć do nurtu fotografii surrealistycznej. Jednym z zabiegów artystycznych zastosowanych przez autora dla odrealnienia pokazanych kompozycji zdaje się być operowanie specyficznym spektrum barw. Większość fotomontaży utrzymana jest w tonacji szarości, brązu lub zieleni. Taka paleta barw dominuje rzecz jasna w świecie przyrody, przynajmniej tej części, którą autor fotografował, ale już twarz w takim kolorze budzi co najmniej niepokój. Zapewne podążając tropem tytułu wystawy, można uznać kolorystykę prac za element sugerujący oniryczną inspirację dla pokazanych prac. Wszak to właśnie sny są uznawane za echa podświadomości. Można jednak spojrzeć na stosowaną w fotomontażach paletę barw z innej perspektywy. Ponieważ w abstrakcyjnych kształtach nasz mózg chce niejako „na siłę” dostrzec twarze, konieczny jest zabieg, który tę tendencję osłabi i skieruje część uwagi na ów bardziej abstrakcyjny aspekt fotogramów. Dzięki temu zabiegowi formalnemu autor uzyskuje równowagę pomiędzy dwiema składowymi swoich realizacji. W konsekwencji daje oglądającym szansę na różnorodną interpretację oglądanych prac oraz przeżycie silnych emocji.

Chociaż poszczególne prace pokazane na wystawie Echa podświadomości różnią się między sobą formą plastyczną, tworzą spójną, nastrojową całość. Niektóre fotomontaże skłaniają do nowego spojrzenia na otaczający nas świat, poszukiwania i dostrzegania w nim różnych faktur, zachwytu nad ich amorficznym, niepowtarzalnym rysunkiem. Inne zdjęcia zachęcają do refleksji nad paradoksami widzenia i postrzegania. Wszystkie jednak kierują uwagę na upływ czasu, są współczesną interpretacją motywu vanitas.