POSZUKIWANIE SENSÓW Z DALA OD ZGIEŁKU

Dwadzieścioro artystów z Polski, Indii, Słowacji i Włoch wzięło udział w kolejnej edycji Międzynarodowego Pleneru Interdyscyplinarnego Przestrzeń Przyrody – Skłudzewo 2016, który w połowie sierpnia odbywał się w podtoruńskim Skłudzewie pod patronatem Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego Piotra Całbeckiego. Organizatorem twórczego spotkania była Fundacja Piękniejszego Świata. Jak podkreślali uczestnicy pleneru, tegoroczna edycja była nieco krótsza i – … Czytaj dalej POSZUKIWANIE SENSÓW Z DALA OD ZGIEŁKU

woak torun

POSZUKIWANIE SENSÓW Z DALA OD ZGIEŁKU

Dwadzieścioro artystów z Polski, Indii, Słowacji i Włoch wzięło udział w kolejnej edycji Międzynarodowego Pleneru Interdyscyplinarnego Przestrzeń Przyrody – Skłudzewo 2016, który w połowie sierpnia odbywał się w podtoruńskim Skłudzewie pod patronatem Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego Piotra Całbeckiego. Organizatorem twórczego spotkania była Fundacja Piękniejszego Świata.

Jak podkreślali uczestnicy pleneru, tegoroczna edycja była nieco krótsza i – w konsekwencji – znacznie intensywniejsza. Prace zrealizowane podczas kilkudniowego pobytu w Skłudzewie zostały zaprezentowane na poplenerowej wystawie w siedzibie Fundacji oraz w przestrzeni pobliskiego parku.

Chociaż plener odbywał się pod hasłem Przestrzeń Przyrody, w tym roku piękno pradoliny Wisły rzadko inspirowało twórców. Znaczenie częściej natura dała autorom chwilę wytchnienia, stanowiła odskocznię pozwalającą im odciąć się na kilka dni od miejskiego zgiełku czy informacyjnego szumu. Stąd zapewne artyści uczestniczący w tegorocznym plenerze często wsłuchiwali się w siebie, swoje tęsknoty czy marzenia, przyjrzeli się ważkim dylematom. Co ważne, krystalizujące się myśli i powstające w efekcie konkluzji prace, często nie były pozbawione humoru i zazwyczaj tchnęły optymizmem i pogodą ducha.

Uczestnicząca po raz drugi w skłudzewskim plenerze Maria Gogola, studentka ASP we Wrocławiu, skomentowała w bardzo dowcipny sposób wycinek współczesnego świata, relacje społeczne i naturę ludzką. Ściany mają uszy to zestaw glinianych rzeźb przedstawiających ludzkie małżowiny w różnym kształcie, rozmieszczone nieregularnie na ścianach jednego z budynków gospodarczych oraz we wnętrzu galerii Fundacji. Pomimo pewnej dosłowności praca Marii Gogoli daje wiele do myślenia. Z jednej strony od zawsze w naturze ludzkiej jest skłonność do podglądactwa i podsłuchiwania sąsiadów lub przypadkowych osób, z drugiej zaś rozwój technologii sprawia, iż orwellowski Wielki Brat zyskał narzędzia kiedyś niewyobrażalne i na różne sposoby jesteśmy śledzeni zarówno przez rządy państw, jak i korporacje ponadnarodowe. Pomimo tego niepokojącego wydźwięku cykl ceramicznych rzeźb Marii Gogoli to znakomity dowcip, zrealizowany przy tym z dbałością o szczegół. Autorka uformowała „uszy” bardzo realistycznie, w rzeczywistym rozmiarze, co więcej, każda małżowina miała inny kształt.

Maria Gogola, Małe Skłudzewo Fot Kamil Hoffmann
Maria Gogola, Małe Skłudzewo
Fot Kamil Hoffmann

Drugą pokazaną przez Marię Gogolę pracą był cykl miniaturowych obrazów na kamieniu pod wspólnym tytułem Małe Skłudzewo. Na niewielkich polnych kamieniach artystka namalowała kompozycje niekiedy przypominające formą zdobienia nowoczesnych naczyń ceramicznych. Wydaje się, że zgodnie z tytułem pracy owe miniaturowe pejzaże uznać można za swoistą interpretację kształtów i kolorów przyrody otaczającej Skłudzewo.

Inną anegdotę wykorzystała w swoich pracach Małgorzata Mizia, wykładowca na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej. Szczególną uwagę przyciąga cykl wizerunków pegazów, którym autorka nadała przewrotne tytuły: Popędliwość, Nieczystość, Rozpusta, Zadufanie i Rozpasanie. Malując wywodzące się z greckiej mitologii chimery, artystka odwołała się nie tylko do bogatej symboliki (pegaz był przede wszystkim kojarzony z natchnieniem twórczym), lecz również do ich wyglądu, zewnętrznej postaci. Istoty te  ujęte zostały w różnych pozach, w bardzo sugestywny sposób przypominając pasące się na skłudzewskim pastwisku konie. Zwierzęta miały co prawda skrzydła, ale były one bardziej ozdobą niż atrybutem wskazującym na nadnaturalność stworzeń. Z przedstawionym pięknem pegazów silnie kontrastują tytuły obrazów, które określają ludzkie przywary, słabości czy grzechy. Być może Małgorzata Mizia  chciała w ten sposób pokazać, jak cienka bywa niekiedy granica między pięknem i występkiem. Z drugiej strony mogła też przychylić się do poglądu, że sztuka potrafi się wznieść – jak na skrzydłach pegaza – ponad ludzką ułomność. Możliwe są zapewne jeszcze inne odczytania tej anegdoty, lecz większość z nich potwierdza, że artystka kładzie silny nacisk na ludyczny aspekt sztuki.

W cyklu ceramicznych rzeźb Zatracenie Małgorzata Mizia eksploruje inne obszary twórczości. Pracę tworzy trzynaście nieco większych od dłoni owalnych obiektów o zróżnicowanej fakturze, które  zostały przymocowane do rosnącego w parku drzewa. Wyglądające jak pasożyty formy plastyczne wywołują niepokój, lecz zarazem intrygują. Surowa, matowa faktura rzeźb silnie kontrastuje z lekko omszałą, miękką i sugerującą przyjazne wrażenie ciepła fakturą kory drzewa. Oglądając Zatracenie w kontekście, w którym praca powstała, można ów cykl rzeźb odczytać jako wyraz tęsknoty za naturą, przyrodą i witalnością.

Anna Kola, Serweta II Fot Kamil Hoffmann
Anna Kola, Serweta II
Fot Kamil Hoffmann

Iście duchampowskie poczucie humoru ukazała w pracach Serweta I i Serweta II z cyklu Obrazy codzienne toruńska artystka Anna Kola. Tytułowe serwety wykonane są nie z tkanin, lecz ze szkła. Ponieważ obiekty – wzorem prawdziwych serwet – zachowują ażurową strukturę, sprawiają wrażenie lekkich i subtelnych. Chociaż wykonane ze szkła Serwety Anny Koli nie mogą pełnić funkcji tradycyjnie przypisanej przedmiotom codziennego użytku, są równie piękne jak dawne nakrycia stołu – dziś zapomniane, uważane za staroświeckie i kojarzone najczęściej z podwieczorkiem u babci. Jak informuje autorka, obie prace pochodzą z cyklu Obrazy codzienne i być może są próbą zwrócenia uwagi na istotną stratę, która stała się udziałem społeczeństw epoki przemysłowej. W przeszłości przedmioty codziennego użytku były zarówno funkcjonalne, jak i piękne. O tym pięknie decydował nie tylko aspekt czysto estetyczny, wszak o gustach się nie dyskutuje, ale również takie cechy jak niepowtarzalność, ręczne a nawet własnoręczne wykonanie czy tradycja przekazywana przez pokolenia. Masowa produkcja – nawet jeśli są to przedmioty zwane designerskimi – pozbawia przedmioty codziennego użytku „duszy”, którą kiedyś te wszystkie rzeczy miały. Młodzi ludzie coraz chętniej dziś wyrażają swoją tęsknotę za przedmiotami nie tylko o ładnym dizajnie, ale obdarzonymi tą bardziej ulotną cechą: wykraczającym poza ramy estetyki i ergonomii pięknem. Serwety Anny Koli są swoistym artystycznym głosem wsparcia dla tych „staroświeckich”, zwanych z angielska vintage tendencji.

Humorystyczny akcent pojawił się również w pracy Trwanie Stanisława Gierady z Gdańska. Rzeźba łączy dwa materiały: kamień i brąz. Odlana z metalu postać siedzi w wygodnym – można przypuszczać – fotelu wykonanym z kamienia. Zbudowana na paradoksie kompozycja to kolejny dowód na mimetyczną siłę iluzji, z którą przez tysiąclecia, czyli od wyrzeźbienia Wenus z Willendorfu obcuje kultura zachodnia. Kamień jest przecież jednym z najtwardszych, najmniej przyjemnych siedzisk, jednak w pracy Stanisława Gierady stał się materiałem niemalże przytulnym. Wrażenie to tworzy w równym stopniu kształt fotela, w którym artysta posadził postać, co i przyjęta przez nią zrelaksowana poza. Nieobojętny w tym kontekście okazuje się również tytuł pracy: Trwanie. Trwałość kamienia i – jak zauważa Horacy – również spiżu stoi w opozycji do zobrazowanej w pracy przejściowej, tymczasowej sytuacji zatrzymania, wytchnienia, odpoczynku.

Stanisław Gierada, Trwanie Fot Kamil Hoffmann
Stanisław Gierada, Trwanie
Fot Kamil Hoffmann

Specyficzną anegdotą posłużył się w  pracach W centrum spraw i Zadanie zaległe Krzysztof Warmbier. Wykonane z giętej blachy reliefy ukazują symbolicznie sytuacje, w których autorowi, jak sam przyznaje, zdarza się często znajdować. Elementy rdzy pozostawione na jednej z prac przedstawiają właśnie te domagające się pilnego nadrobienia zaległości. Wykonane podczas pleneru Przestrzeń Przyrody 2016 obiekty odbiegają istotnie od wcześniejszych prac Krzysztofa Warmbiera, gdyż mają znacznie mniejszy format. Dzięki tej zmianie kompozycja obu reliefów sprawia wrażenie bardziej zagęszczonej, natomiast pomiędzy poszczególnymi elementami zachodzą bardziej wyraziste relacje, które kreują z kolei bogatsze sensy, umożliwiające różne odczytania prac.

Niektórzy artyści w Przestrzeni Przyrody odnaleźli spokój, który umożliwił zmierzenie się z bardzo poważnymi  tematami. Eugeniusz Molski z Wiśnicza zrealizował dwa cykle prac nawiązujących do reminiscencji z niedawnego pobytu na Wołyniu. Echa tragicznych wydarzeń sprzed siedmiu dekad wyraźne są zarówno w serii niezwykle ekspresyjnych obrazów, jak i w zestawie ceramicznych rzeźb. Oba cykle przedstawiają sugestywnie pokazane popiersia osób, których twarze wyrażają ból i cierpienie. O ile jednak obrazy kreślą raczej mocno uschematyzowane sylwetki, których antropomorfizm pozostaje niemalże w sferze domysłu, tak osoby przedstawione na terakotowych rzeźbach są realistyczne. Na obrazach emocje zostały wyrażone środkami malarskimi – ekspresjonistyczną kolorystyką oraz dynamiczną, zazwyczaj otwartą kompozycją. Znając kontekst, w którym Eugeniusz Molski namalował obrazy, trudno odrzucić skojarzenia z bólem, cierpieniem i płaczem z jednej strony oraz ogniem i krwią z drugiej. Odmienne środki wyrazu dominują w terakotowych rzeźbach, gdy emocje pokazane są mimetycznie. Niektóre formy przypominają otwarte, eksplorowane przez archeologów, groby. Ze skojarzeniem tym koresponduje tytuł pracy: Archeologia.

Krzysztof Warmbier, Zaległe zadanie   Fot Kamil Hoffmann
Krzysztof Warmbier, Zaległe zadanie
Fot Kamil Hoffmann

W szczególny sposób temat poszukiwania wnętrza czy rdzenia rzeczywistości podjął Krzysztof Mazur. Toruński rzeźbiarz zrealizował podczas pleneru Przestrzeń Przyrody 2016 dwie prace w kamieniu. Szczególnie ciekawą rzeźbą jest Inwersja, w której artysta wyciął z okrągłego kamienia fragment w taki sposób, aby powstały dwie płaszczyzny ustawione pod kątem prostym. Powstałe po odcięciu ćwiartki kamienia ściany nie są jednak gładkie – na poziomej znajduje się obła, wrzecionowata wypukłość, które zdaje się idealnie pasować do wyżłobienia w pionowej płaszczyźnie. Dopasowanie obu kształtów to właśnie owa tytułowa Inwersja. Można jednak na tę rzeźbę spojrzeć jak na wyraz poszukiwania tego, co jest we wnętrzu, docierania do ukrytej pod grubym pancerzem „istotności” świata. Takie skojarzenia nasuwają się szczególnie w kontekście zrealizowanej przed rokiem pracy Hello Giuseppe!, która w skłudzewskim parku nadal jest eksponowana.

W Przestrzeni Przyrody – w oddaleniu od wielkomiejskiego zgiełku i chaosu informacyjnego bardzo owocnie  spędziła czas Grażyna Borowik z Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Jej obrazy – głównie w technice akrylu – to abstrakcyjne kompozycje stanowiące transpozycje wewnętrznych przeżyć i przemyśleń artystki. Jak sama powiedziała, nie maluje pejzaży z przyrody, lecz kreuje „pejzaże wewnętrzne”. Szczególną uwagę przyciąga tryptyk Kolej Warszawsko-Wiedeńska, który stworzyła w hołdzie dla dziadka, maszynisty na tej linii. W tej wykonanej w technice collage’u pracy autorka zawarła wiele elementów kojarzących się z podróżą  koleją. Każda część cyklu stanowi zamkniętą całość, ale kolejne obrazy zdają się być rozwinięciem poprzedniej kompozycji, swoistym dopowiedzeniem, w pełni oddziałującym dopiero w kontekście pozostałych składowych tryptyku. Wydaje się, że autorka doceniła panującą w Skłudzewie atmosferę twórczego skupienia, gdyż dwie inne prace zatytułowała News I i News II. Obie kompozycje można potraktować jako ilustracje chaotycznego, przepełnionego pogonią za skandalem świata współczesnych mediów. Ich niepokojący wydźwięk podkreśla napięcia kreowane przez barwne dysonanse plam o zbliżonym odcieniu. Możliwość schowania się przed natłokiem emocjonalnie podanych, lecz zazwyczaj mało istotnych informacji wpływa w pewnym stopniu na panujący w Skłudzewie nastrój.

Fundacja Piękniejszego Świata w Skłudzewie już po raz szesnasty zorganizowała Ogólnopolski Plener Profesjonalistów Przestrzeń Przyrody. W spotkaniach udział biorą przede wszystkim pedagodzy szkół plastycznych i wykładowcy uczelni artystycznych. Prace zrealizowane przez uczestników spotkania pozostają w Skłudzewie, tworząc z roku na rok rozrastającą się kolekcję polskiej – i nie tylko – sztuki współczesnej. Co ważne, chociaż miejsce plenerów się nie zmienia, za każdym razem artyści skupiają się na innym aspekcie rzeczywistości. Być może wynika to z tego, iż artyści nie konkurują ze sobą, lecz – jak podkreśliła Grażyna Borowik – wzajemnie się inspirują i zachęcają do wytrwałej pracy twórczej.