INOWROCŁAWSKI TEATR OTWARTY NA DUŻEJ I MAŁEJ SCENIE

Inowrocławski Teatr Otwarty zmierzył się z trudnym zadaniem: sztuką Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk Katarzyna Medycejska. Na jej podstawie pod kierunkiem Elżbiety Piniewskiej przygotował i zaprezentował spektakl Świecie nasz czarno-biały. Oczywiście, nie wystawił sztukę a zinterpretował ją i zainscenizował. Oznacza to, że Elżbieta Piniewska opracowując tekst – wprowadzając skróty, dookreślając postacie – miała na uwadze możliwości i potrzeby … Czytaj dalej INOWROCŁAWSKI TEATR OTWARTY NA DUŻEJ I MAŁEJ SCENIE

Okladka Kwiecien

INOWROCŁAWSKI TEATR OTWARTY NA DUŻEJ I MAŁEJ SCENIE

Inowrocławski Teatr Otwarty zmierzył się z trudnym zadaniem: sztuką Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk Katarzyna Medycejska. Na jej podstawie pod kierunkiem Elżbiety Piniewskiej przygotował i zaprezentował spektakl Świecie nasz czarno-biały. Oczywiście, nie wystawił sztukę a zinterpretował ją i zainscenizował. Oznacza to, że Elżbieta Piniewska opracowując tekst – wprowadzając skróty, dookreślając postacie – miała na uwadze możliwości i potrzeby swego osiemnastoosobowego zespołu: uczniów Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Kasprowicza w Inowrocławiu oraz że współtwórcami widowiska, które miało premierę 17 kwietnia w Teatrze Miejskim w Inowrocławiu, byli młodzi aktorzy.

Inowrocławski Teatr Otwarty, Świecie nasz czarno-biały. Fot. Jerzy Rochowiak

Spis osób dramatu obejmuje siedem postaci. W spektaklu jest o jedną mniej, natomiast postać N. tworzy grupa. N. to ktoś tajemniczy: przywołuje zdarzenia z przeszłości, porządkuje je, wpływa na kształt akcji i fabuły; jest jakby spoza świata przedstawionego w spektaklu i ten świat współtworzy. Pod koniec spektaklu – jak czytamy w didaskaliach – zostaje absolutnie oczyszczony i znika. Skoro zniknął nasz N., historia dobiegła końca – mówi tytułowa Królowa. Multiplikacja postaci N. – pociągająca za sobą nieco inne w spektaklu niż tekście sztuki przypisanie kwestii osobom dramatu – określa zamysł inscenizacyjny widowiska. Była chyba również warunkiem zagrania Katarzyny Medycejskiej przez osiemnastoosobowy zespół.  

Nawiązująca do wydarzeń z drugiej połowy XVI wieku akcja ogniskuje się wokół królowej Francji Katarzyny Medycejskiej oraz dwóch przeciwników: Kardynała i Reformisty. Uczestniczą w Sądzie Ostatecznym, który przeprowadza anioł Szemkel. Pisząc dramat, Małgorzata Sikorska-Miszczuk wskazała spór… Francję, jak mówi Szemkel, zamieszkiwały dwa gatunki ludzi: Kardynałowie i Reformniści. Kardynałowie byli Katolikami, a Reformiści Protestantami. Różnice między nimi były liczne, na przykład la-la-la, la-la-la i la-la-la, i z powodu tych różnic wzajemnie się wyrzynali. W tej sytuacji Katarzyna postanowiła wydać córkę Katoliczkę za męża Protestanta. Ten pomysł wydał jej się mądry, ale inni uznali go za głupi, i wesele zgody narodowej zamieniło się w rzeź Protestantów, zwaną Nocą Świętego Bartłomieja. Noc ta zhańbiła na wieki wszystkich Francuzów, a Katarzynę M. uznano z sprawczynię rzezi. Ale… po wiekach, podczas Sądu Ostatecznego, który jest raczej Sądem Ludzkim, bo nie przybywa Bóg, trudno o jednoznaczną ocenę…

Inowrocławski Teatr Otwarty, Świecie nasz czarno-biały. Fot. Jerzy Rochowiak

Tekst Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk jest groteskowy. Groteską posłużyli się również twórcy przedstawienia Świecie nasz czarno-biały. Pokazali, że chcielibyśmy wyrazistości, klarownego uporządkowania świata, tymczasem sprawy i ich ocena nam się wymykają… Wbrew temu sceniczny świat jest czarno-biały: takie są kostiumy postaci, za wyjątkiem Szemkela, który występuje w bieli, czarno-białe jest krzesło, jeden z nielicznych rekwizytów. Czerwone natomiast są światła nad sceną, czerwone są usta aktorek; Królowa ma pomalowane całe usta czerwoną szminką, pozostałe damy tylko pośrodku mają czerwone usta. Mają pomalowane na czarno paznokcie. Należy zaznaczyć, że i kostiumy, zwłaszcza wytworne suknie kobiet, i charakteryzacja postaci są staranne, wręcz wyszukane. Kostiumy typizują postacie, na przykład Artysta w berecie, z fantazyjnym szalikiem, teką na rysunki to typ z bohemy, Kardynał występuje w czarnej koszuli i koloratce, Reformista przypomina pastora…  Jedyną postacią niestypizowaną jest Królowa. Jest sama, samotna, waży racje, szuka zgody…Postacie dialogują na scenie, komponując urokliwe piękne obrazy sceniczne. Sposób dialogowania, plastyka ruchu nadaje widowisku dynamikę.

Trwające blisko godzinę przedstawienie ogląda się z zaciekawieniem i w napięciu nie tylko ze względu na żywe tempo, podporządkowane precyzyjnemu rytmowi scen i sekwencji, ale i interpretację tekstu: zespół wciąga widza w przedstawiany świat, nicuje racje… W widowisku sporo jest dowcipu, jednak jego wymowa jest gorzka: w sporze, który czasami przybiera kształt dyskursu, porozumienie jest trudne, może nawet niemożliwe z powodu zapalczywości, obstawania przy swoim…  Paradoksalnie, to my chcemy, by racje rozkładały się symetrycznie, nie umiemy przyjąć obrazu świata, w którym czerń i biel by nie kontrastowały z sobą. Przywołany fragment z rozdziału 25 Ewangelii św. Mateusza pozostanie głosem wołającego na puszczy. Niemniej twórcy widowiska upominają się w nim, apelują o rozsądek. Tak określiłbym przesłanie spektaklu Świecie nasz czarno-biały.

Inowrocławski Teatr Otwarty, Świecie nasz czarno-biały. Fot. Jerzy Rochowiak

Tydzień przed premierą widowiska Świecie nasz czarno-biały Julia Krzesińska – aktorka Inowrocławskiego Teatru Otwartego – zaprezentowała monodram Rzeczy i słowa według książki Marcina Wichy Rzeczy, których nie wyrzuciłem, także w adaptacji i reżyserii Elżbiety Piniewskiej. Półgodzinne przedstawienie zawiera to, co w książce jest najważniejsze: pokazuje życie człowieka poprzez przedmioty, których używał, które po nim zostały. Są trwalsze niż pamięć, ożywiają ją. Wspomnienia zarysowują postać czy raczej osobę, która umarła, pozostawiła swoje rzeczy oraz najbliższą osobę, córkę, a także ich relacje. Spośród przedmiotów najważniejsze są książki: na początku narratorka stoi za półką, na której zostało parę tomów, na końcu staje za półką, z której je usunęła – i się odsłoniła. 

Inowrocławski Teatr Otwarty, Świecie nasz czarno-biały. Fot. Jerzy Rochowiak

W książce narrator jest pierwszoosobowy, tożsamy z autorem. Młoda aktorka przyjęła jego tożsamość, zmieniając płeć: w książce syn opowiada o swojej matce, jej śmierci, żałobie, w monodramie opowiada córka. Opowiadając, uzewnętrznia uczucia i emocje zawarte w tekście, przywoływanych sytuacjach. Wydaje mi się, że i matce, i sobie samej okazuje więcej czułości, aniżeli narrator w książce. W licznych mikroscenkach jest osobą z przeszłości: dzieckiem, uczestniczką różnorakich zdarzeń. Zapłacze, uśmiechnie się, roześmieje, ironicznie wykrzywi usta… W ten sposób – wykorzystując swoje aktorskie umiejętności – licealistka nadaje spektaklowi dynamikę. Wykorzystuje też dramaturgiczne walory scenariusza: adaptując prozę Marcina Wichy, Elżbieta Piniewska kierowała uwagę ku zdarzeniom, sytuacjom, fragmentom opowieści, które dają aktorce możliwość różnicowania środków scenicznych, tworzenia napięcia dramaturgicznego.

Inowrocławski Teatr Otwarty, Świecie nasz czarno-biały. Fot. Jerzy Rochowiak

Chociaż bohaterką monodramu jest matka, o której córka opowiada, to jednak odsłania się – pokazuje – ona. Treścią jest przedstawianie przeszłości: pokazywanie jak pamięta zdarzenia, kim była, kim jest. Ale jest też coś, co zostaje poza słowami: w intonacji, ruchach, gestach, mimice. To określa osobę córki, obecność matki w jej życiu. W wielu scenach jest kontrast: dziewczyna subtelnie opowiada o sprawach intymnych w sposób bardzo wyrazisty, odważny. Być może w ten sposób radzi sobie ze stratą. Niekiedy miałem wrażenie, że przywołuje przeszłość, bo chce znaleźć matkę, do której może się przytulić i tę siebie, z którą chciałaby pozostać. Przywołując kolejne epizody, ucieka… Tłem wspominanych epizodów – jak w książce Marcina Wichy – jest w monodramie polska rzeczywistość w ostatnich dziesięcioleciach.

Pomimo odmiennej problematyki obydwa przedstawienia – i Świecie nasz czarno-biały, i Rzeczy i słowa – mają u podstaw namysł nad naszą rzeczywistością, światem, w którym wypełniamy nasz los: w perspektywie społecznej i w zbliżeniu, w mikroświecie, który nie izoluje się od otoczenia. Młodzi aktorzy wchodzą na scenę, żeby mówić o tym, co ich zajmuje, trapi, co jest dla nich ważne. Umieją sobą zaciekawić widzów, skupić ich uwagę na tym, co pokazują.