ILUZJONIŚCI. FILM ANIMOWANY SEBASTIANA KWIDZIŃSKIEGO I MARCINA ROSZCZYNIAŁY

Magia tajemnicy Rok 1918, nowojorski Hipodrom. Na widowni około pięciu tysięcy widzów. Na scenie jeden człowiek. I jedno zwierzę. Słoń. Pokaz cyrkowy? Nie całkiem. Ważące ponad cztery tony zwierzę zostaje wprowadzone przez swojego opiekuna do środka ogromnej drewnianej konstrukcji. I znika. Magia? Czary? Iluzja. Widowisko z udziałem dematerializującego się słonia było jednym z najsłynniejszych pokazów … Czytaj dalej ILUZJONIŚCI. FILM ANIMOWANY SEBASTIANA KWIDZIŃSKIEGO I MARCINA ROSZCZYNIAŁY

woak torun

ILUZJONIŚCI. FILM ANIMOWANY SEBASTIANA KWIDZIŃSKIEGO I MARCINA ROSZCZYNIAŁY

Magia tajemnicy

Rok 1918, nowojorski Hipodrom. Na widowni około pięciu tysięcy widzów. Na scenie jeden człowiek. I jedno zwierzę. Słoń. Pokaz cyrkowy? Nie całkiem. Ważące ponad cztery tony zwierzę zostaje wprowadzone przez swojego opiekuna do środka ogromnej drewnianej konstrukcji. I znika. Magia? Czary? Iluzja. Widowisko z udziałem dematerializującego się słonia było jednym z najsłynniejszych pokazów Harry’ego Houdiniego, najbardziej znanego iluzjonisty i magika świata.

Pokazy iluzjonistyczne swoją popularność zawdzięczają emocjom, które wywołują w widzach. Ważne są tajemnica i niepewność podczas wykonywania triku czy prezentacji. Nie mogą być one znane publiczności, ponieważ wówczas nie byłoby efektu zaskoczenia, na którym bazują iluzjoniści.

Dzięki badaniom i pracy wielu iluzjonistów nietrudno nam dziś odgadnąć, jak wykonywane były zadziwiające dziewiętnastowieczną publiczność sztuczki, na przykład uwolnienia z więzów, bo w takich właśnie specjalizował się Houdini. Okazuje się, że słoń wcale nie zniknął ze sceny Hipodromu, a został ukryty pod ciemnymi, potężnych rozmiarów płachtami, natomiast większość zagadkowych uwolnień z kajdanek możliwa była dzięki specjalnemu mechanizmowi.

Mimo wszystko tajemnica, magia, to, co niezrozumiałe i nieprzeniknione wciąż cieszy się jawnym bądź ukrytym zainteresowaniem.

 

Magia w filmie

Sebastian Kwidziński, reżyser, operator i scenarzysta, spotkał się z Marcinem Roszczyniałą, reżyserem i grafikiem, zupełnie przypadkowo. Spotkanie to było jednak nieuniknione. Choć mieszkali niedaleko siebie, wcześniej o sobie nie słyszeli. Obaj są rozmiłowani w sztuce filmowej i obaj pałali potrzebą realizowania swoich filmowych aspiracji. Trafili na siebie za pośrednictwem internetu.

Sebastian Kwidziński podczas warsztatów scenograficznych Fot. Karolina Fordońska
Sebastian Kwidziński podczas warsztatów scenograficznych
Fot. Karolina Fordońska

Mieli wiele pomysłów i zapału do pracy. Sebastian napisał scenariusz i krok po kroku, przez ponad dwa lata realizowali swój pierwszy wspólny krótkometrażowy film animowany Fabryka. Zdecydowali się na animację poklatkową, bo dzięki temu mogli ograniczyć do minimum liczbę członków ekipy filmowej. Dodatkowym atutem był nienormowany czas pracy nad filmem. Pracowali nad Fabryką z wielką pasją, realizowali film con amore i pro bono, dlatego spotykali się tylko wtedy, kiedy mieli na to czas i wenę twórczą.

Marcin Roszczyniała podczas warsztatów scenograficznych Fot. Karolina Fordońska
Marcin Roszczyniała podczas warsztatów scenograficznych
Fot. Karolina Fordońska

Technika animacji poklatkowej polega na fotografowaniu nieruchomych przedmiotów, przesuwanych przy każdym kolejnym zdjęciu o parę milimetrów. Dzięki temu, układając później ciąg zdjęć w postprodukcji, uzyskuje się wrażenie ruchu. Do wykonania makiet, tła i postaci, artyści używali przede wszystkim spienionego PCV, styroduru, mas papierowych, a do koloryzacji farb akrylowych, olejnych i sprayów.

Film, będący metaforyczną opowieścią o dojrzewaniu, zyskał uznanie jurorów wielu polskich przeglądów i festiwali filmowych. Otrzymał m.in. w 2013 r. główną nagrodę w konkursie filmowym Konfrontacji Amatorskiej Twórczości Artystycznej Regionu organizowanych przez Wojewódzki Ośrodek Animacji Kultury w Toruniu. Kwidziński i Roszczyniała zostali nominowani w 2013 r. do prestiżowych nagród kina niezależnego im. Jana Machulskiego.

Większość projektów czy warsztatów realizują wspólnie. Nakręcili kilka wideoklipów i spotów promocyjnych dla ośrodków kultury. Wszystkie techniką animacji poklatkowej, bo, jak mówią, w tej technice czują się najpewniej i dzięki Fabryce poznali ją dogłębnie.

Sebastian marzy o nakręceniu pełnego metrażu. Podczas pracy nad Fabryką opowiadał Marcinowi o krótkim tekście, który napisał kilka miesięcy wcześniej. Była to groteskowa, osobliwa historia, idealna do zekranizowania. Tym razem z aktorami. Obydwaj postanowili, że po zakończeniu Fabryki zabiorą się do pracy nad scenariuszem według opowiadania Sebastiana. Bardzo dobrze im się ze sobą współpracuje, doskonale rozumieją się na polu artystycznym. Zaczął powstawać scenariusz, który nabierał tempa i, jak sztuczki Houdiniego, zaczynał żyć własnym życiem. Sebastian i Marcin, zafascynowani sztuką iluzjonistyczną z połowy XIX i XX wieku, czytali wiele książek na ten temat oraz zbierali informacje o najsłynniejszych iluzjonistach świata, m.in. o Harrym Houdinim, Jasperze Maskelynie czy Jamesie Randim. Prosta opowiastka, mająca niewiele wspólnego ze światem dziewiętnasto- i dwudziestowiecznych magików, zaczęła ewoluować. Główny bohater scenariusza, iluzjonista Jodlovsky, zainspirowany jest postacią sławnego Houdiniego…

 

Magia powstawania

Duet twórców po zakończeniu pracy nad scenariuszem i charakterystyką postaci zdał sobie sprawę, że praca nad filmem fabularnym w przypadku Iluzjonistów, bo taki tytuł ma projekt, jest o wiele bardziej problematyczna niż praca nad animacją. Tworząc animację, możemy bardziej poszaleć, choćby w pracy nad scenografią – opowiada Marcin Roszczyniała. – Dzięki Fabryce i innym realizacjom mamy w niej już przecież spore doświadczenie.

Twórcy mogą samodzielnie tworzyć wnętrza, plenery i kostiumy, nie będąc w żaden sposób ograniczani oporem materii. Dodatkowo lalki, będące bohaterami animacji, są mniej wymagające i kosztowne niż aktorzy. A finanse w kinie niezależnym, jak wiadomo, nie są rzeczą łatwą do zdobycia. Marcin i Sebastian mierzą jednak wysoko i zdecydowali się skorzystać z pomocy aktorów. Lalki muszą przecież mówić czyimś głosem. Po długich poszukiwaniach i pertraktacjach do filmu udało się zaangażować Jana Peszka (Pręgi, Hiszpanka, Syberiada polska, Korczak) w roli Jodlovsky’ego oraz Jerzego Bończaka (Alternatywy 4, Ogniem i mieczemNic śmiesznego,  Psy) i Stanisława Tyma (Miś, Rejs, Rozmowy kontrolowane, Ryś). Są to jednak dopiero prace początkowe, ponieważ w filmie ma się pojawić, bagatela, trzydziestu bohaterów!

Urząd Gminy Osie oraz Starostwo Powiatowe w Świeciu zachwyciły się rozmachem projektu, planami scenografii oraz szkicami postaci i postanowiły wesprzeć finansowo filmowy tandem. Sebastian i Marcin wsparcia szukali również na portalu crowdfundingowym, dzięki któremu internauci mogą dofinansowywać projekty kulturalne. Nie udało się zebrać wnioskowanej kwoty, jednak o Iluzjonistach zrobiło się głośno w świecie filmowej animacji. Swoje wsparcie i pomoc zaoferowały m.in. Centrum Technologii Audiowizualnych z Wrocławia i Fundacja Rozruch z Bydgoszczy.

Fragment scenografii Iluzjonistów  Fot. nadesłana
Fragment scenografii Iluzjonistów
Fot. nadesłana

 

Wciąż jednak pozostawała kwestia pracy nad imponującą scenografią, mnogością makiet i ich elementów. Najbardziej pracochłonna ze wszystkich animacji jest forma animacji 2D. Wystarczy wziąć pod uwagę długość pracy nad Fabryką, o wiele mniej wymagającą, żeby wyobrazić sobie ile wysiłku i czasu trzeba byłoby poświęcić, tworząc świat Iluzjonistów. Nie mówiąc już o etapie postprodukcji, czyli montażu, korekcji barwnej i udźwiękowieniu. Sebastian i Marcin wpadli jednak na doskonały pomysł. Postanowili zorganizować warsztaty tworzenia scenografii, jednocześnie realizując scenerię do swojego filmu. Odzew był ogromny. Na kilka tur warsztatów odbywających się a Wojewódzkim Ośrodku Animacji Kultury w Toruniu i Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu w Toruniu przyjeżdżały dziesiątki osób z całej Polski. Byli to pasjonaci filmu i animacji, studenci uczelni artystycznych oraz filmowcy. Na warsztatach gościł oraz udzielał rad Jacek Spychalski, twórca rekwizytów i makiet do oscarowego Piotrusia i wilka czy Hiszpanki.

Na pytanie, skąd tak duże zainteresowanie warsztatami, Marcin skromnie odpowiada, że to pewnie zbiórka na film w serwisie crowdfundingowym tak bardzo nagłośniła sprawę. Dodatkowo Wojewódzki Ośrodek Animacji Kultury miał swój udział w promocji oraz wsparciu organizacyjnym. Sami warsztatowicze odpowiadają, że jest to wspaniała możliwość wzięcia udziału w bardzo ciekawym projekcie filmowym, nauczenia się czegoś nowego oraz poznania nowych, „zakręconych”, niebanalnych ludzi. Z miesiąca na miesiąc pojawiały się nowe osoby, poprzednie wracały. Przyciągała ich wspólna pasja, twórcza atmosfera, a także życzliwość, jakimi siebie nawzajem darzyli. Dodatkowo każdy mógł wnieść w powstające elementy scenografii swoją autorską koncepcję i oryginalne rozwiązania. Marcin i Sebastian tłumaczą, że projekty postaci były opracowane bardzo dokładnie, natomiast plany wnętrz i dekoracji nie były bliżej określone. Współpraca z wieloma ambitnymi i kreatywnymi ludźmi przyniosła efekty, które przerosły ich najśmielsze oczekiwania. Wszystko wygląda dużo lepiej niż to początkowo planowali.

Obecnie prace nad scenografią zmierzają ku końcowi, wszystkich natomiast czeka jeszcze żmudna praca nad postaciami. Na specjalnym szkielecie kulkowym, czyli profesjonalnym stelażu, dzięki któremu można ingerować w ruchy postaci, umieszcza się gąbkę, która imituje ciało. Twarze i wystające spod kostiumów dłonie robione są z silikonu. Na ciało z gąbki dopasowuje się odpowiedni strój.

Marcin i Sebastian mają już opracowany storyboard. Po ukończeniu makiet, rekwizytów i postaci mogą więc przygotowywać się do okresu zdjęciowego. Bohaterowie będą ustawiani w określonym miejscu scenografii, odpowiednio oświetlani i fotografowani. Między kolejnymi zdjęciami następuje zmiana położenia fotografowanego obiektu, dzięki czemu w czasie projekcji uzyskuje się złudzenie ruchu. Proces iluzorycznego ożywiania nieruchomych obrazów to właśnie animacja.

Po okresie zdjęciowym nastąpi etap postprodukcji, czyli montaż, korekcja barwna oraz udźwiękowienie wraz ze skomponowaniem muzyki.  

 

Magia osobowości

Od prostego pomysłu na opowiadanie twórcy docierają powoli do etapu zdjęciowego, poznawszy po drodze wielu twórczych, życzliwych ludzi, realizatorów, aktorów, współpracując z instytucjami kulturalnymi i firmami z całej Polski. Wciąż szukają możliwości dofinansowania projektu. Wciąż prowadzą warsztaty, kręcą klipy i spoty promocyjne, żeby budżet filmu pozwolił na jak najlepsze, w pełni profesjonalne efekty.

Szkice głównych bohaterów Iluzjonistów Fot. nadesłana
Szkice głównych bohaterów Iluzjonistów
Fot. nadesłana

Sebastian i Marcin nie mogą się nadziwić, że tak wiele zdążyli stworzyć w stosunkowo niedługim czasie. Bez wielkich znajomości i bez potężnych finansów. Najbardziej wdzięczni są ludziom, którzy zechcieli ich wspomóc w bardzo żmudnej, dla samego tandemu, pracy oraz niejednokrotnie przyjeżdżali i pracowali non profit. Jakie non profit? – pytają niektórzy. – To jest niesamowite doświadczenie, Marcin z Sebastianem zarażają ogromnym entuzjazmem i pasją do tego, co robią.

Praca nad Iluzjonistami jest na półmetku. Twórcy filmu już niebawem udowodnią  jak dobrze ma się w Polsce kino niezależne. Magia? Pasja, ciężka praca i pokłady optymizmu.