GAWĘDY NIESZAWSKIE
KRYSTYNY WASILKOWSKIEJ-FRELICHOWSKIEJ

Cokolwiek zaniedbana Nieszawa ma urok, który sprawia, że miasteczko i jego okolice ujmują urodą. Nadwiślańskie miasto jest ślicznie położone, zachowało kilka zabytków architektury, które odsłaniają ciekawą przeszłość. W topografię Nieszawy i jej okolic Krystyna Wasilkowska-Frelichowska wkomponowała historyczne gawędy, które złożyły się na opublikowaną pod koniec ubiegłego roku książkę Wysokie progi. Opowieści z wyższych sfer. Autorka … Czytaj dalej GAWĘDY NIESZAWSKIE
KRYSTYNY WASILKOWSKIEJ-FRELICHOWSKIEJ

woak torun

GAWĘDY NIESZAWSKIE
KRYSTYNY WASILKOWSKIEJ-FRELICHOWSKIEJ

Cokolwiek zaniedbana Nieszawa ma urok, który sprawia, że miasteczko i jego okolice ujmują urodą. Nadwiślańskie miasto jest ślicznie położone, zachowało kilka zabytków architektury, które odsłaniają ciekawą przeszłość.

W topografię Nieszawy i jej okolic Krystyna Wasilkowska-Frelichowska wkomponowała historyczne gawędy, które złożyły się na opublikowaną pod koniec ubiegłego roku książkę Wysokie progi. Opowieści z wyższych sfer. Autorka opowiada o ludziach związanych z miastem. Niektórych można określić jako nieszawian, inni tu bywali często czy dość często, a niektórzy byli tutaj krótko. Łączy ich to, że byli nietuzinkowi. To postacie wyjątkowe, często znaczące, mające wpływ na miasto, jego rozwój czy pozycję.

Swoją gawędę Krystyna Wasilkowska-Frelichowska zaczyna w podnieszawskim Wagańcu: tu posiadłość ziemską z pięknym dworem nabył na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku Kazimierz Baciarelii, którego antenatem był słynny malarz Marcello Bacciarelli.  

Krótko przebywał w Nieszawie w 1594 roku Sebastian Fabian Klonowic, ale z jego opisu miasta w poemacie Flis dowiadujemy się, jak wyglądało pod koniec szesnastego wieku. Dopełnieniem obrazu jest zawarty w książce Europica Varietas opis Mártona Csombora, który zawitał tu w roku 1616.

W nieszawskim klasztorze franciszkanów przez kilka miesięcy na początku lat dwudziestych mieszkał o. Maksymilian Kolbe, po wojnie zaś o. Andrzej Czesław Klimuszko. Jednakże nie czuł się tu dobrze i przeniósł się do Elbląga. 

Miasto odwiedził w 1930 roku prezydent Ignacy Mościcki, ale nie spełniły się wiązane z wizytą nadzieje na zatrzymanie tutaj instytucji przenoszonych do Aleksandrowa Kujawskiego.  

Z Nieszawą był związany Ferdynand Antoni Ossendowski, jeden z najpoczytniejszych pisarzy dwudziestolecia międzywojennego, tłumaczony na wiele języków. Ożenił się z owdowiałą Zofią Płoszko, z domu Iwanowską, cenioną skrzypaczką. Państwo Ossendowscy do wybuchu wojny spędzali w Nieszawie w domu Iwanowskich lato. Odwiedzali ich przyjaciele, wśród nich Kornel Makuszyński, który nazwał dom Ossendówką. W 1933 roku władze miasta – pisze Krystyna Wasilkowska-Frelichowska – w uznaniu zasług i dużego wkładu Ossendowskiego w pomnażanie dorobku kulturalnego miasta, podjęły uchwałę o nadaniu pisarzowi tytułu honorowego obywatela miasta Nieszawa oraz o nazwaniu ul. Szkolnej, przy której stoi Ossendówka, jego imieniem. Cztery lata później po włamaniu do Ossendówki autor Zwierząt, ludzi, bogów niepochlebnie wypowiedział się w felietonie o mieście, w którym możliwe są nocne rabunki. Urażone władze miasta – pisze Krystyna Wasilkowska-Frelichowska – zażądały odwołania zarzutów. W odpowiedzi Ossendowski zrzekł się nadanych wcześniej zaszczytów. W kolejnych latach uczestniczył jednak w miejskich uroczystościach.

W bliskiej zażyłości z państwem Ossendowskimi był ks. Wacław Kneblewski, który w 1932 roku został proboszczem parafii św. Jadwigi Śląskiej. Objąwszy tu duszpasterską posługę, zatroszczył się o potrzebujących pomocy, następnie o nieszawską farę, a także rozwój kulturalny miasta – jego zasługi są niepomierne. Ten wybitny kapłan i społecznik został zamordowany przez hitlerowców w 1939 roku.

Wcześniej, bo w drugiej połowie XVIII wieku, o nieszawską farę zatroszczył się ks. Stefan Dunin. To on wzniósł w Przypuście drewniany kościół pod wezwaniem św. Stanisława (modrzewiowy kościół w Przypuście budowano już w pierwszej połowie XVII wieku, ale budowy zaniechano).

Krystyna Wasilkowska-Frelichowska opowiada o wielu znakomitych osobach związanych z Nieszawą. Swą gawędą sięga po lata współczesne, gdy przedstawia farmaceutę Józefa Trzepiórę, rodzinę Sobierajów, rodzinę Kanigowskich. Autorka wzrusza losami Marii Kanigowskiej, która była nieszawską nosiwodą.

Autorka przywołuje wspomnienia wielu osób, zarówno publikowane, jak i pozostające w maszynopisach czy nagraniach. Dokonała kwerend archiwalnych, docierając do dokumentów, dzięki którym jej opowieść ma walor opracowania historycznego. Podana jest gawędziarsko, żywo. Wiele tu dygresji, anegdot. Ponadto główne wątki autorka uzupełnia obszernymi przypisami. Zamieszcza w książce liczne fotografie, ryciny, reprodukcje dokumentów, wycinków prasowych. 

Wysokie progi to zajmująca opowieść o ludziach, ale jest to również książka o życiu, o losie, uwarunkowaniach i powikłaniach… Tematem wielu akapitów jest codzienność, co przybliża czytelnikowi bohaterów książki. Ba, znaleźć tu można przepisy kulinarne.

Krystyna Wasilkowska-Frelichowska przedstawia ludzi, którzy tworzyli kulturowy krajobraz Nieszawy. Wielu z nich swymi dokonaniami w ten krajobraz się wpisało. Zapewne im miasto zawdzięcza swój niepowtarzalny urok. Wysokie progi nakierowują na odpowiedź na pytanie dlaczego miasto urzeka… Wczytując się w gawędę, niekiedy miałem wrażenie, że autorka opowiada nie o przeszłości, nie o zamkniętych rozdziałach w dziejach miasta, ale o ludziach, którzy za chwilę otworzą drzwi i będą wśród nas… Miałem też wrażenie, że w Nieszawie wkrótce coś się wydarzy, że jej urok jest początkiem nowego rozdziału… A może to tylko nadzieja, że na kolejnych stronicach przeczytam  o bł. Małgorzacie Łucji Szewczyk, Edwardzie Stachurze, ks. Wojciechu Sowie…