ANTONI SŁOCIŃSKI

Antoni Słociński urodził się 2 maja 1925 roku w Miechowie. Zmarł 4 maja 2018 roku w Toruniu. Był aktorem, reżyserem, pedagogiem, instruktorem teatralnym, animatorem kultury. Był uczestnikiem wielu rozmów o teatrze, uśmiechniętym przyjacielem dzieci. Na równi go zajmował teatr zawodowy i amatorski: bywał jurorem festiwali i przeglądów zespołów amatorskich, konkursów recytatorskich, ale i jako widz … Czytaj dalej ANTONI SŁOCIŃSKI

Okladka Maj 2018

ANTONI SŁOCIŃSKI

Antoni Słociński urodził się 2 maja 1925 roku w Miechowie. Zmarł 4 maja 2018 roku w Toruniu. Był aktorem, reżyserem, pedagogiem, instruktorem teatralnym, animatorem kultury. Był uczestnikiem wielu rozmów o teatrze, uśmiechniętym przyjacielem dzieci. Na równi go zajmował teatr zawodowy i amatorski: bywał jurorem festiwali i przeglądów zespołów amatorskich, konkursów recytatorskich, ale i jako widz uczestniczył w premierach, przysłuchiwał się recytatorom; prowadził warsztaty, konsultował przygotowywanie przedstawień i prezentacji. 

Antoni Słociński. Fot. Stanisław Jasiński
Antoni Słociński. Fot. Stanisław Jasiński

Po dzieciństwie i młodości w miasteczkach Małopolski, po wojnie, w czasie której był żołnierzem Armii Krajowej, przyjechał jesienią 1945 roku do Krakowa, by studiować leśnictwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jak mówił, podczas studiów odkrył świat teatru – wieczorami oglądał przedstawienia w znakomitych krakowskich teatrach. Już w październiku 1946 roku podjął – nie porzucając leśnictwa – studia aktorskie w Studiu Dramatycznym przy Teatrze im. Juliusza Słowackiego – przekształconym w Szkołę Dramatyczną, najpierw miejską, potem państwową, następnie w Państwową Wyższą Szkołę Aktorską, a później w Państwową Wyższą Szkołę Teatralną im. Ludwika Solskiego; dziś to Akademia Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie.

W czasie studiów zadebiutował na scenie – zagrał Wojownika w Amfitrionie 38 Jeana Giraudoux w reżyserii Bohdana Korzeniewskiego. W spektaklu tym wystąpili m.in. Marta Stebnicka, Adam Hanuszkiewicz, Gustaw Holoubek, a wiodące role grali Zdzisław Mrożewski i Jacek Woszczerowicz. Premiera przedstawienia odbyła się 26 listopada 1948 roku. Niespełna rok później – 19 lipca 1949 roku – Antoni Słociński uzyskał dyplom aktorski. I prawie ukończył leśnictwo – prawie, gdyż nie przystąpił do egzaminów końcowych. Zdając je, skazywałby się na nakaz pracy – zapewne trafiłby do jakiejś leśniczówki, z której daleko byłoby do sceny.

Antoni Słociński z Mają Marjańską – uczestniczką Konfrontacji Amatorskiej Twórczości Artystycznej Regionu w dziedzinie teatru. Fot. Stanisław Jasiński
Antoni Słociński z Mają Marjańską – uczestniczką Konfrontacji Amatorskiej
Twórczości Artystycznej Regionu w dziedzinie teatru. Fot. Stanisław Jasiński

We wrześniu 1949 roku został zaangażowany do zespołu aktorskiego Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie, gdzie była jeszcze żywa pamięć ról Juliusza Osterwy, gdzie lśnili na scenie Zofia Jaroszewska, Jan Kurnakowicz, Zdzisław Mrożewski, Kazimierz Opaliński, a gościnnie występowali Mieczysława Ćwiklińska, Jerzy Leszczyński, Aleksander Zelwerowicz. Obecność tych aktorów, znakomite przedstawienia klasyki polskiej i obcej były przedłużeniem tego, co stanowiło istotę Szkoły.

Od 1950 roku Antoni Słociński współpracował z zespołami amatorskimi, reżyserując spektakle w Krakowie i Zakopanem. Dojeżdżając z Krakowa do stolicy Tatr, wystawił Buntownicę Ludwika Hieronima Morstina. Był konsultantem Krakowskiego Domu Kultury. Właśnie doświadczenia zdobywane w pracy z amatorami skłoniły go do podjęcia w 1955 roku studiów na Wydziale Reżyserii krakowskiej PWST. Wraz z nim studiowali Halina Gryglaszewska, a przez pewien czas Jerzy Grotowski i Jerzy Goliński. Dyplom reżyserski Antoni Słociński uzyskał, realizując na scenie Teatru Rozmaitości w Krakowie Zaczarowane koło Lucjana Rydla. Premiera odbyła się 9 czerwca 1960 roku. Z tym teatrem Antoni Słociński był etatowo związany przez pięć lat. Zagrał tu m.in. Cześnika w Zemście Aleksandra Fredry (w dublurze z Mieczysławem Fedorowiczem) w reżyserii Jerzego Merunowicza.

Antoni Słociński z Mają Marjańską – uczestniczką Konfrontacji Amatorskiej Twórczości Artystycznej Regionu w dziedzinie teatru. Fot. Stanisław Jasiński
Antoni Słociński z Mają Marjańską – uczestniczką Konfrontacji Amatorskiej
Twórczości Artystycznej Regionu w dziedzinie teatru. Fot. Stanisław Jasiński

Od 1958 roku był asystentem na Wydziale Lalkarskim krakowskiej PWST. Tu studiował m.in. Ryszard Cieślak, który grał w etiudach aktorskich wg Przy drzwiach zamkniętych Jeana Paula Sartre’a pod artystyczną opieką Antoniego Słocińskiego.

W 1962 roku Antoni Słociński zrealizował prapremierę Wyprawy profesora Tarantogi Stanisława Lema w Telewizji Śląskiej w Katowicach. Wyreżyserował Wujaszka Wanię Antoniego Czechowa w Teatrze Nowym w Zabrzu, Pierwszy dzień wolności Leona Kruczkowskiego w Teatrze Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze.

Od 1963 roku był aktorem i reżyserem w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu. Grał m.in. Poetę w Weselu Stanisława Wyspiańskiego, reżyserował Jadzię wdowę w opracowaniu Juliana Tuwima wg sztuki Ryszarda Ruszkowskiego, Zemstę Aleksandra Fredry, Siedmiu przeciw Tebom Ajschylosa połączone w jeden wieczór z Antygoną Sofoklesa. W tym spektaklu grał Przewodnika Chóru.

W 1968 roku przeszedł do Teatru Nowego w Zabrzu. Tu reżyserował m.in. prapremierową Zmowę świętoszków Michaiła Bułhakowa.

W 1971 roku objął dyrekcję i kierownictwo artystyczne Teatru Zagłębia w Sosnowcu. Tutaj zaproponował formułę „teatru postaw” – dla młodzieży i dorosłych – która urzeczywistniała się poprzez takie postacie sceniczne, jak Cezary Baryka w Przedwiośniu Stefana Żeromskiego, Balladyna w dramacie Juliusza Słowackiego, tytułowe Trzy siostry Antoniego Czechowa, tytułowy bohater Śmierci gubernatora Leona Kruczkowskiego, Chomontow w Anegdotach prowincjonalnych Aleksandra Wampiłowa, Molier w Tragedii komedianta wg Michaiła Bułhakowa, Grusza w Kaukaskim kredowym kole Bertolta Brechta, tytułowa Lizystrata w komedii Arystofanesa, Alf w Lękach porannych Stanisława Grochowiaka. Te postacie uwrażliwiały widza, przede wszystkim młodego, na subtelne zagadnienia wyboru postawy; z bohaterem widz mógł się utożsamiać lub go odrzucić. Takie pojmowanie teatru czyniło sceniczny świat nieobojętnym – włączało teatr w obręb problemów, które wówczas były społecznie ważne. Taka koncepcja kształtowania scenicznej rzeczywistości przywodzi na pamięć filmy z nurtu określanego jako „kino moralnego niepokoju”.

Ważnym doświadczeniem reżyserskim okresu sosnowieckiego była Cudzoziemczyzna Aleksandra Fredry z piosenkami i dygresjami, które na zamówienie Antoniego Słocińskiego napisał Wojciech Młynarski; premiera widowiska odbyła się w 1972 roku.

Formuła „teatru postaw” powodowała konieczność dyskusji z urzędnikami, spory z cenzurą, nie zawsze kończące się pomyślnie. Udało się wprawdzie wystawić w 1976 roku Policję Sławomira Mrożka, a wcześniej Cień Wojciecha Młynarskiego, ale nie udało się wprowadzić do repertuaru Czarnych skrzydeł wg Juliusza Kaden-Bandrowskiego, Mizantropa Moliera w przekładzie Jana Kotta.

Przez cały czas pobytu na Śląsku i w Zagłębiu Antoni Słociński współpracował z twórcami teatru amatorskiego. Będąc konsultantem-metodykiem Wojewódzkiego Ośrodka Kulturalno-Oświatowego w Katowicach prowadził zajęcia z instruktorami teatralnymi. Wykładał – wespół z Lidią Zamkow, Leszkiem Herdegenem, Józefem Grudą, Jerzym Nowakiem – w Studium Teatralnym Centralnej Poradni Amatorskiego Ruchu Artystycznego. Swą wiedzę i umiejętności z zakresu upowszechniania sztuki, zwłaszcza teatru, rozszerzał w latach 1971-1974 jako słuchacz Międzywydziałowego Studium Kulturalno-Oświatowego Uniwersytetu Śląskiego.

W roku 1976 Antoni Słociński przeniósł się na Pomorze: zaangażował się do zespołu aktorskiego Teatru Ziemi Pomorskiej w Grudziądzu. Grał tu m.in. Cześnika w Zemście Aleksandra Fredry, Dyrektora Teatru Małe Zwierciadło w Dwóch teatrach Jerzego Szaniawskiego. Dwukrotnie otrzymał Złotą Karetę „Nowości”: w 1977 roku za reżyserię Anegdot prowincjonalnych Aleksandra Wampiłowa – w tym spektaklu grał Chomontowa – oraz w 1978 roku za reżyserię widowiska Dolinami i wzgórzami, którego scenariusz składający się z piosenek i pieśni polskich i rosyjskich opracował wespół ze Zbigniewem Adriańskim.

W roku 1978 zaangażował się do zespołu Teatru Polskiego w Bydgoszczy. Grał tu m.in. Mistrza Ceremonii w Samej słodyczy Ireneusza Iredyńskiego.

W roku 1980 Antoni Słociński został etatowym reżyserem w Teatrze im. Jerzego Szaniawskiego w Płocku. Zamierzał rozpocząć pracę realizacją sztuki patrona Teatru Kowal, pieniądze i gwiazdy. Przedstawienie miało zaczynać się od występu teatrzyku lalkowego braci Dedejko. I tuż po podpisaniu umowy otrzymał propozycję objęcia kierownictwa artystycznego Państwowego Teatru Lalki i Aktora Baj Pomorski w Toruniu. Przyjął ją, ponieważ uznał, że wszystkie dotychczasowe doświadczenia przygotowywały go do wykonywania takiej pracy. Ponadto reżyserując w Płocku, byłby zmuszony do częstych wyjazdów z toruńskiego domu i rozstań z żoną, Teresą Słocińską, dziennikarką Nowości.

Z początkiem sezonu 1980/81 Antoni Słociński został dyrektorem i kierownikiem artystycznym Baja Pomorskiego. Teatr był w nienajlepszej kondycji, toteż dyrektor podjął równoległe działania w trzech sferach. Pierwszą było kształtowanie programu artystycznego i repertuaru, drugą kształtowanie zespołu artystycznego, trzecią modernizacja obiektu przy ul. Piernikarskiej 9 i wyposażenia technicznego. I wystarczyło kilku zaledwie lat, by „siły i środki toruńskiej sceny” sytuowały Baj Pomorski pośród najlepszych teatrów lalek w Polsce!

Program artystyczny Teatru sformułowany w 1980 roku należy określić jako otwarty. Otwartość wyrażała się w dążeniu do prezentowania dziecięcej i młodzieżowej publiczności bogactwa form – konwencji i technik – lalkowych, takich jak marionetki, kukiełki, jawajki, pacynki, poprzez „czarny teatr”, elementy teatru cieni, teatr maski – aż po przemyślane łączenie technik lalkowych i planu aktorskiego oraz poszukiwanie nowych rozwiązań, na przykład w obrębie teatru przedmiotu. Dzięki takiej formule artystycznej można było przed młodymi widzami odkrywać różnorakie obszary świata teatru – wszechstronnie przygotowywać ich do odbioru przedstawień w przyszłości.

Program artystyczny, zarazem repertuar był podporządkowany celom edukacyjnym. Oczywiście, mogły one urzeczywistniać się wyłącznie poprzez przedstawienia na wysokim poziomie: wprowadzeni w świat teatru młodzi widzowie tylko wtedy będą chcieli do niego powracać jako dorośli, gdy okaże się on ciekawy, niezwykły, nieporównywalny z czymkolwiek innym.

Poszczególne propozycje repertuarowe uwzględniały lekcję wyboru – bohatera i postawy. Postacie sceniczne – bohaterowie bajek i baśni – to dla dzieci wzorce. Ideałem był, rzecz jasna, taki bohater, z którym dziecko mogło się utożsamić. Te wzorce można odnaleźć w bohaterach takich sztuk, jak Która godzina Zbigniewa Wojciechowskiego, Malutka Czarownica Otfrieda Preusslera, Czarodziej ze Szmaragdowego Grodu wg Lymana Franka Bauma, Koziołek Matołek wg Kornela Makuszyńskiego, Mały Książę wg Antoine’a de Saint-Exupery’ego, Dokąd pędzisz Koniku Rady Moskowej, Szary Smok i Paluszek Jerzego Rochowiaka. Ku rozróżnianiu dobra i zła wiodły też postacie, które dziecko odrzucało.

Antoni Słociński. Fot. Stanisław Jasiński
Antoni Słociński. Fot. Stanisław Jasiński

Obok pozycji często realizowanych w teatrach lalek – klasycznych – repertuar Baja Pomorskiego tworzyły liczne prapremiery, przynajmniej jedna w sezonie. Niepowtarzalny urok miała folklorystyczna sztuka dwojga aktorów Baja Pomorskiego Heleny Hiriakow i Włodzimierza Zawickiego Skarb cenniejszy od złota. Do tradycyjnego teatru angielskiego nawiązywał Jarmark z Punchem Michała Sobolewskiego. Edukacyjny charakter miała sztuka Chodzi, chodzi Baj po świecie Mieczysława Abramowicza i Jerzego Stachurskiego. Oryginalnym pomysłom inscenizacyjnym (reżyserskim Alaksandra Antończaka i scenograficznym Alicji Chodynieckiej-Kuberskiej) podporządkowany był Paluszek Jerzego Rochowiaka. Fantastyczne barwy „czarnego teatru” odkrywał Cyrk Ivana Pilnégo. To kilka zaledwie przykładów prapremier.

W trosce o repertuar –  nawiązujący do lokalnych tradycji – dyrektor ogłosił konkurs na sztukę lalkową dla dzieci i młodzieży z okazji 750-lecia Torunia. Prapremier doczekały się dwie nagrodzone pozycje: Czołem cześć i cicho sza Józefa Ratajczaka i Piernikomachia Edmunda Wojnarowskiego.

Program i repertuar Teatru wymagał silnego zespołu aktorskiego. Aczkolwiek doświadczony, zespół Baja Pomorskiego w 1980 roku nie był zbyt liczny, toteż początkowo uzupełniało go kilkoro adeptów. Nadzieje na prawdziwie twórczy rozwój Teatru mogli spełniać jedynie absolwenci Wydziałów Lalkarskich Państwowych Wyższych Szkół Teatralnych – białostockiego i wrocławskiego. Dyrektorowi Antoniemu Słocińskiemu udało się zaangażować w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych czternaścioro lalkarzy – magistrów sztuki. By wiązali swe życie i przyszłość z Toruniem i Bajem Pomorskim, dyrektor zastąpił zwyczajowe podpisywanie umów na sezon artystyczny umowami na czas nieokreślony. Zabiegał też o mieszkania dla młodych aktorów z tzw. puli wojewody (dla szczególnie potrzebnych w regionie specjalistów). W krótkim czasie skompletował 24-osobowy zespół, z którym mógł realizować i ambitne plany, i marzenia.

Zapraszał do współpracy wybitnych reżyserów lalkowych. Na afiszach z tamtego okresu figurują m.in. takie nazwiska: Zofia Miklińska, Joanna Piekarska, Jan Dorman, Janusz Galewicz, Krzysztof Rau, Leszek Śmigielski, Wojciech Wieczorkiewicz, Jan Wilkowski, twórcy zagraniczni Ivan Pilný i Aleksiej Leliawski. Dyplom reżyserski zrealizował w Baju Pomorskim wybitny lalkarz Jan Plewako. Swe pierwsze spektakle kreowali tu studenci i absolwenci białostockiego Wydziału Reżyserii Teatru Lalek warszawskiej PWST: Małgorzata Majewska, Mieczysław Abramowicz, Aleksander Antończak.

Współpracowali z Teatrem znakomici scenografowie: prócz etatowego kierownika plastycznego Lucjana Zamela, Leokadia Serafinowicz, Ali Bunsch, Adam Kilian, Antoni Tośta.

Ogromnym przedsięwzięciem były prace remontowo-modernizacyjne w Teatrze. Przebudowana została widownia, urządzona mała sala widowiskowa i dwie sale prób, zmieniona została lokalizacja pracowni lalkarskiej. Unowocześnione zostało wyposażenie sceniczne.

W Teatrze odbywały się coroczne Festiwale Teatrów Jednego Aktora. W okresie Festiwalu Teatrów Polski Północnej odbywały się Spotkania Teatrów Lalek Polski Północnej. Wespół z Polskim Ośrodkiem Międzynarodowej Unii Lalkarskiej – z udziałem Marty Janic i Henryka Ryła – zorganizowany został zjazd kierowników literackich polskich teatrów lalek.

Niemal co roku jedno lub dwa przedstawienia były ekranizowane – nagrywane i emitowane przez Telewizję Polską. Jedno z nich – Cyrk – otrzymało nagrodę jako oryginalne przedstawienie „czarnoteatralne” i nagrodę za plastykę „czarnego teatru” otrzymał reżyser Ivan Pilný w Telewizyjnym Festiwalu Widowisk Lalkowych w 1987 roku. W tym samym roku na Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Lalek w Opolu nagrody otrzymali Aleksander Antończak za reżyserię, Aleksandra Chodyniecka-Kuberska za scenografię, Roman Nowacki i Franciszek Smoliński za muzykę spektaklu Paluszek. Nagrodę aktorską Związku Artystów Scen Polskich otrzymała grająca w tym przedstawieniu Teresa Sreberska. Rok później na Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Lalek w języku esperanto w Zagrzebiu Paluszek otrzymał główną nagrodę, nagrodę za kreację aktorską otrzymała Teresa Sreberska.

Dyrektor Antoni Słociński zainicjował lalkarską współpracę Torunia i Getyngi. Kilkakrotnie prezentowała w Baju Pomorskim spektakle Gabriele Schunke – twórczyni jednoosobowego Teatru Lalek Die Mütze. Niewyobrażalną radość przyniosły niemieckim dzieciom i dorosłym przedstawienia Koziołka Matołka i Malutkiej Czarownicy. Rozwijała się współpraca Baja Pomorskiego i Teatru Male Divadlo w Czeskich Budziejowicach. Dwa przedstawienia zrealizował w Toruniu Ivan Pilný, w Czeskich Budziejowicach Tymoteusza i psiuńcia Jana Wilkowskiego reżyserował Władysław Owczarzak. W Czeskich Budziejowicach odbyła się prapremiera Zabawek Jerzego Rochowiaka.

Antoni Słociński. Fot. Stanisław Jasiński
Antoni Słociński. Fot. Stanisław Jasiński

Sukcesem Antoniego Słocińskiego była realizacja programu edukacji teatralnej. Zajmowała się tą problematyką Katarzyna Jędrzyńska – rozmiłowana w teatrze lalek absolwentka toruńskiej pedagogiki. W miejscowościach, do których Teatr nie docierał ze swymi przedstawieniami prezentowała program Poznajemy teatr lalek. Badaniami naukowymi obejmował percepcję widowisk pracownik naukowy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika Józef Górniewicz. Z kolei Antoni Słociński prowadził fakultatywne zajęcia teatralne ze studentami pedagogiki UMK, a wcześniej, pod koniec lat siedemdziesiątych, w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Bydgoszczy, wcześniej zaś na Uniwersytecie Śląskim. Dzięki tym kontaktom kadrę Teatru wzmacniali – zajmując się upowszechnianiem teatru – absolwenci toruńskiego Uniwersytetu, m.in. Aleksandra Ogielska, Wisława Zalecka, Bogusław Jacek Pacek.

Szczególne znaczenie ma cykl programów edukacyjnych, poprzez który dyrektor Słociński spełniał marzenie o obecności zawodowego teatru w naturalnym środowisku dzieci, jakim jest szkolna klasa – Teatrzyk Ożywionej Lektury: na lekcjach języka polskiego prezentowane były kameralne inscenizacje lektur szkolnych. Jak mówił Antoni Słociński, bliżej dziecka może być tylko matka, gdy opowiada mu bajkę. Taki spektakl trwał ponad trzydzieści minut, potem aktorzy rozmawiali z dziećmi. Powstało dziesięć premier Teatrzyku Ożywionej Lektury, odbyło się kilka tysięcy lekcji teatralnych, które rozbudzały potrzebę teatru – i w dzieciach, i w nauczycielach. Między Bajem Pomorskim a środowiskiem nauczycielskim zawiązywały się przyjaźnie.

Antoni Słociński, który grał w spektaklu Teatrzyku Ożywionej Lektury, gdy na ulicy dzieci powiedziały mu: dzień dobry, zapytał: czy się znamy. W odpowiedzi usłyszał: znamy się, przecież był pan u nas w szkole, nie pamięta pan. Gdy w rozmowie po szkolnym przedstawieniu zadał dzieciom pytanie: kto w teatrze jest najważniejszy, usłyszał w odpowiedzi: jak to kto? my, widzowie.

Jako dyrektor Baja Pomorskiego Antoni Słociński był organizatorem czy współorganizatorem wszystkich realizowanych przedsięwzięć. Właściwie łatwiej by było powiedzieć czego w Teatrze nie robił niż wymieniać to, czym się zajmował… Najbardziej absorbujące były chyba prace remontowo-modernizacyjne. Mnóstwo uwagi dyrektor poświęcał planowi widowisk – a podzielony na trzy grupy zespół aktorski grał ich do sześciuset w roku. Jako kierownik artystyczny dyrektor Antoni Słociński przygotowywał realizację premier, uczestniczył w próbach; gdy to było konieczne, także grał. Był też społecznikiem, wtedy mówiło się: działaczem społecznym. Nie można powiedzieć, że zasiadał w Wojewódzkiej Radzie Narodowej i przewodniczył Komisji Kultury, bo on tam rzeczywiście pracował: gdyż lubił, gdyż przynosiło to pożytek Teatrowi. Każda z teatralnych prac łączyła się ze staraniami o fundusze. I Antoniemu Słocińskiemu udawało się je zdobywać. Często wymagało to pomysłowości, przedsiębiorczości. Antoni Słociński uważał Baj Pomorski za najważniejsze miejsce na świecie. To go ośmielało, dodawało mu energii. Umiał przekonać innych, że teatr dla dzieci jest ważny, bardzo ważny. Potrafił też rozmawiać: z dziećmi, z artystami, z urzędnikami.

Niezwykła wprost aktywność w okresie prowadzenia Baja Pomorskiego wymagała oczywiście współpracy z licznym gronem osób. Choć ta współpraca nie mogła być wolna od rozmaitych napięć i spięć, po latach Słociński jest wspominany jako człowiek pogodny, szlachetny i bezgraniczne oddany placówce, którą kierował. Uprawianie sztuki teatru niekiedy twórcy określają jako sztukę rezygnacji i kompromisu. Pan Słociński gotów był dla dobra sceny i widzów rezygnować z siebie. Na kompromisy godził się z trudem; może był maksymalistą, może za bardzo przywiązywał się do swoich myśli. Aczkolwiek surowy i wymagający podporządkowania się projektom, planom i jego wizji teatru, okazywał serdeczność, wielkoduszność i gest. Zapewne określenie człowiek teatru zawiera w sobie: wrażliwy, życzliwy, w głębi ducha – czuły.

Antoni Słociński. Fot. Stanisław Jasiński
Antoni Słociński. Fot. Stanisław Jasiński

W Bajowym okresie rozmowy z Antonim Słocińskim – czasem uczestniczył w nich wybitny znawca teatru Zenon Butkiewicz – były ważnym dopełnieniem festiwalowych przedstawień, które oglądaliśmy w kraju i za granicą. Choć nie zawsze bywaliśmy jednego zdania, często inspirowały…

Antoni Słociński był indywidualistą i w tym, co współtworzyło jego osobowość ważne wydaje się ujmowanie teatru w szerokiej humanistycznej perspektywie. Myślę, że właśnie dzięki temu Teatr Baj Pomorski – z którym się utożsamiał – zyskał pod jego kierownictwem rangę ważnego ośrodka twórczej pracy dla dzieci, szczery szacunek.

Antoni Słociński jest pamiętany przede wszystkim jako dyrektor Baja Pomorskiego, którym kierował osiem lat: od 1980 do 1988 roku. Myślę, że Baj Pomorski był jakowąś summą wcześniejszych dokonań artystycznych Antoniego Słocińskiego. Po latach można powiedzieć, że Baj Pomorski to jego wspaniałe dokonanie twórcze i organizacyjne, które jednak, ze względu na swą naturę, nie mogło być doskonałe. To przygoda zdarzająca się – jak wielka miłość – tylko raz w życiu. Ponieważ była też moim udziałem – jeszcze przed oficjalną nominacją na dyrektora naczelnego i kierownika artystycznego Teatru zatrudnił mnie, jeszcze studenta toruńskiej polonistyki, w Baju Pomorskim jako kierownika literackiego – z żalem rezygnuję z bardziej szczegółowej opowieści… Choć sztuka teatru jest ulotna, przemijająca, dzieło, jakim był kreowany przez Antoniego Słocińskiego toruński Teatr, zawierało wartości, które okazały się trwałe – nie przepadły. Kończąc w 1988 roku Bajową przygodę, Antoni Słociński pozostawiał Teatr w znakomitej kondycji artystycznej: wielopokoleniowy zespół zdobywał nagrody festiwalowe w kraju i za granicą, repertuar był bogaty (niektóre sztuki były w późniejszych latach wznawiane), tzw. baza była w stanie dobrym. Można więc stwierdzić, że „siły i środki naszej sceny” pozwalały Bajowi Pomorskiemu łagodnie przejść przez rychły, jak się okazało, czas przemian i przekształceń – już pod kierownictwem następcy, Krzysztofa Arciszewskiego.

Po 1988 roku mając sporo czasu wolnego Antoni Słociński zajął się ulubionym kawałkiem ziemi w swej podtoruńskiej skromnej posiadłości. Rozszerzył też współpracę z twórczością amatorską: był stałym jurorem przeglądu teatralnego Konfrontacji Amatorskiej Twórczości Artystycznej Regionu, Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego, prowadził warsztaty dla teatralnej młodzieży, bywał gościem uczniów szkół toruńskich. Był serdecznym przyjacielem i konsultantem Teatrzyku Świetlicowego Imagilandia w Szkole Podstawowej nr 8 w Toruniu, który prowadziły Teresa Lassota i Grażyna Janke. Oglądał przedstawienia, zwłaszcza podczas toruńskich festiwali, interesował się Teatrem Telewizji.

W obecnym stuleciu wyreżyserował w Wojewódzkim Ośrodku Animacji Kultury w Toruniu ze studentami Uniwersytetu Mikołaja Kopernika i aktorami amatorami Przy drzwiach zamkniętych Jeana Paula Sartre`a i sztukę Idź się leczyć Inki Dowlasz. W konwencji teatru przy stoliku czy performatywnego czytania zrealizował, również w Ośrodku, z toruńskimi aktorami – w bogatej oprawie plastycznej i muzycznej – dwa przedstawienia ujęte w jego projekcie Scena przypomnień: Świętoszka zmyślonego Jana Baudouina, pierwsze, z lat siedemdziesiątych osiemnastego wieku, spolszczenie Tartuffa Moliera oraz Cudzoziemszczyznę Aleksandra Fredry z dygresjami i piosenkami Wojciecha Młynarskiego, z muzyką Jerzego Derfla. 

 

Antoni Słociński wśród uczestników Konfrontacji Amatorskiej Twórczości Artystycznej Regionu w dziedzinie teatru. Fot. Stanisław Jasiński
Antoni Słociński wśród uczestników Konfrontacji Amatorskiej Twórczości
Artystycznej Regionu w dziedzinie teatru. Fot. Stanisław Jasiński

Trudno mi powstrzymać się przed osobistą dygresją: przypomnieniem jednej z teatralnych wypraw z panem dyrektorem Antonim Słocińskim – do Czeskich Budziejowic we wrześniu 1986 roku. Powrót zaplanował tak, byśmy rano byli w Pradze i wyjeżdżali stamtąd późnym wieczorem. W słoneczny rześki wrześniowy poranek, zostawiwszy bagaże na dworcu, pojechaliśmy na Hradczany. Tam w przecudnym parku wokół Pałacu Prezydenckiego – wspaniałym, rozległym ogrodzie botanicznym – pan Słociński jak o ludziach opowiadał o roślinach: kwiatach, krzewach, drzewach. Mówił tak, jak w wierszach pisał ks. Jan Twardowski. Zdumiewało znawstwo, intrygowały ciekawostki, które przywoływał. Okazało się, że nieprzypadkowo i gruntownie studiował leśnictwo. Potem pieszo szliśmy w stronę Starego Miasta. I aż do przechadzki po Moście Karola – pośród artystów malujących kolorowe pamiątkowe akwarelki – zatrzymywaliśmy się przy zabytkach, zaglądaliśmy do muzeów, i wsłuchiwałem się w opowieści o sztuce, anegdoty o twórcach, przede wszystkim Ryszardzie Cieślaku i Jerzym Grotowskim. Może dlatego ta długa przechadzka po słonecznej jesiennej Pradze tkwi we mnie jako silne przeżycie, że wtedy – po kilku latach wspólnej pracy i teatralnego terminowania – zanikł gdzieś dystans: pozostawał, ugruntowywał się szacunek i odnajdywałem w dyrektorze kogoś, kogo dotąd nie znałem…

 

 

Tekst jest zmienioną i rozszerzoną wersją materiału opublikowanego w Biuletynie Informacji Kulturalnej nr 12/1989.